Dziś radni kolejnych dwóch gmin - Pruszkowa i Sulejówka - podejmą decyzję o zorganizowaniu lokalnych plebiscytów dotyczących wejścia w skład metropolii warszawskiej, której wizję przedstawiło PiS (jednostka miałaby się składać z Warszawy i 33 okolicznych gmin).

Wyjątkowo ciekawy jest przypadek tej drugiej gminy. Sulejówkiem zarządza bowiem związany z PiS Andrzej Śliwa. Teoretycznie jest to spory cios dla Prawa i Sprawiedliwości. Do grona 17 gmin, które podjęły decyzję o referendach (i w ten sposób de facto bojkotujących inicjatywę partii rządzącej), dołącza właśnie samorząd z pisowskim burmistrzem.

- Inne gminy robią referenda, my też. Zobaczymy, jaką decyzję podejmą radni dziś o 18 na sesji - lakonicznie stwierdziła w rozmowie z nami sekretarz miasta Hanna Stefaniuk. Jak dodaje, inicjatywa wyszła z ich strony. Próbowaliśmy dotrzeć do jednego z radnych podpisanych pod projektem uchwały referendalnej. Jednak w biurze rady usłyszeliśmy, że radni nie są urzędnikami i nie mają telefonów służbowych, w związku z czym biuro nie może nas z nimi skontaktować.

Zaskakujące jest nie tylko to, że Sulejówek ma szansę dołączyć do gmin inicjujących referenda, ale także to, o co chce zapytać. Do tej pory wszystkie gminy stosowały zasadę "kopiuj-wklej" tego samego pytania, które wojewoda mazowiecki (z PiS) dopuścił w przypadku Legionowa. Najczęściej więc mieszkańcy pytani będą o to, "czy jest Pan/Pani za tym, żeby m.st. Warszawa jako metropolitalna jednostka samorządu terytorialnego, objęła Gminę X?". W przypadku Sulejówka projektowane pytanie jest dość oryginalne: "Czy jesteś za tym, żeby m. st. Warszawa jako powiat dla Sulejówka organizowało na jego terenie komunikację publiczną?".

Eksperci mają mieszane uczucia, co do stawiania sprawy w ten sposób. - Widocznie chodzi o to, by zrobić takie referendum, w którym jedyna właściwa odpowiedź wyjdzie na "tak". Pytanie to nie dotyczy nawet istoty sprawy, ale pojedynczego aspektu całego projektu. Ciekawe więc, czy jeśli do referendum dojdzie, mieszkańcy zdadzą sobie sprawę z tego ewentualnego podstępu, czy nie. W przytłaczającej większości przypadków raczej orientują się w tego typu sprawach - ocenia Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Liczba gmin, które podejmują decyzje o referendach, zaczyna być dla PiS przytłaczająca. Istnieje obawa, że ta "referendalna fala" może partii mocno zaszkodzić, zwłaszcza w kontekście ostatnich sondaży poparcia dla partii politycznych.

We wczorajszym sondażu (Kantar MB dla "Faktów TVN") doszło do pewnego przełomu - gdyby wybory parlamentarne odbywały się dziś, wygrałaby je Platforma Obywatelska z poparciem 31 proc. wyborców. Na drugim miejscu znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość z 29 proc. głosów. Oczywiście różnica jest nieznaczna, ale wczorajsze wyniki - mimo prób ich podważania przez działaczy PiS - mogą być dla partii pierwszym poważnym ostrzeżeniem.

Z naszych nieoficjalnych rozmów z parlamentarzystami (zarówno PiS, jak i opozycji) wynika, że w tej chwili wszystko zmierza w kierunku rezygnacji z dalszych planów powołania metropolii warszawskiej lub chociażby przygotowania gruntu pod tzw. nowe otwarcie.

Na ostateczną decyzję trzeba oczywiście poczekać. Ale już teraz w obozie rządzącym rozważane są alternatywne scenariusze. - Słyszałem o dwóch pomysłach - zdradza nam jeden z posłów PiS. - Zgodnie z pierwszym projekt miałby zostać skierowany do podkomisji sejmowej i tam szlifowany w sposób, który uwzględniałby uwagi z konsultacji oraz głosy samorządów. Drugi pomysł to wycofanie projektu z Sejmu i przyszykowanie jakiejś inicjatywy ministerialnej. Gdyby to poszło jako projekt rządowy, z automatu musiałby trafić do konsultacji międzyresortowych i społecznych, co gwarantowałoby większą transparentność całego procesu - opowiada poseł. Kolejny pomysł związany jest z zaangażowaniem prezydenta Andrzeja Dudy, który postawiłby się w roli "rozjemcy" i sam wyszedł z jakąś inicjatywą. Okazją do tego miałby być np. zbliżający się Dzień Samorządu Terytorialnego, obchodzony 27 maja. Wtedy też zwyczajowo głowa państwa zaprasza do siebie przedstawicieli władz lokalnych.

Faktem jest, że działacze PiS zmienili w ostatnim czasie ton narracji. - Mając świadomość tego, co się dzieje, jakie są protesty, będziemy się zastanawiać, co zrobić i w jakim kierunku pójść. Kiedy zostaną przeanalizowane materiały wynikające z konsultacji, które przeprowadzaliśmy, niczego nie wykluczamy - stwierdziła w środę rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Dopytywana, czy obóz rządzący nie wyklucza także wycofania się z projektu ustawy, odparła: Niczego nie wykluczamy, myślę, że decyzja w tej sprawie powinna zapaść do końca tygodnia. Z tonu spuścił też Jacek Sasin, przedstawiciel posłów podpisanych pod projektem ustawy. - Nie mamy zamiaru na siłę forsować rozwiązań, które nie będą akceptowane przez mieszkańców - stwierdził kilka dni temu na antenie radiowej Trójki.

Praktycznie wygaszona została też strona konsultacjemetropolia.pl. Wcześniej była tam budząca wiele wątpliwości ekspertów ankieta, wyjaśnienia dotyczące głównych celów projektu ustawy czy harmonogram prac. Dziś po wejściu na stronę napotkać możne jedynie na komunikat o zakończeniu "pierwszego etapu konsultacji" i zapewnieniu, że wkrótce będzie informacja o dalszych działaniach. A także odesłanie na profil na Facebooku.

- Jakkolwiek by nie liczyć, polityczne zyski dla PiS z tej operacji są raczej znikome, a ilość impulsów świadczących o tym, że z tym projektem jest coś nie tak, świadczy o tym, że wycofanie się z tego projektu może być najbardziej racjonalnym wyjściem - uważa politolog Jarosław Flis.

Ale jego zdaniem z drugiej strony partia może nie chcieć przyznać się do błędu i tym samym do słabości. Tylko wówczas będzie musiała się zmierzyć z efektami referendalnej fali w gminach.