Rządząca partia w dalszym ciągu stoi na stanowisku, że potrzebne są korekty, przynajmniej jeżeli chodzi o układ województw. – Nie wycofujemy się z tych planów, zamierzamy je realizować w dalszej perspektywie. Działania w tym zakresie mogą być podjęte w 2019 r., gdy wynik wyborczy da nam mandat do kontynuowania zapowiadanych zmian – twierdzi MSWiA.

– Jednak najważniejszym warunkiem wprowadzenia korekt w zasadniczym podziale terytorialnym państwa będzie ich akceptacja społeczna. Kluczową rolę zatem będą odgrywały szerokie konsultacje społeczne. Ewentualne zmiany muszą być nimi poprzedzone – zapowiada resort Mariusza Błaszczaka.

W ostatnim czasie PiS otrzymał silny sygnał motywacyjny do takich zmian. Tuż przed majówką radni Częstochowy z tej partii przedstawili stanowisko, w którym domagają się działań szybszych, niż zapowiada kierownictwo partii. „Apelujemy do rządu RP o jednoznaczną deklarację w sprawie utworzenia województwa częstochowskiego w obecnej kadencji parlamentarnej i niepozbawianie szans rozwoju naszych mieszkańców” – nawołują radni.

Województwo warszawskie z kolei, zdaniem PiS, powinno być naturalną konsekwencją podziału statystycznego Mazowsza, do którego dojdzie w 2018 r. W tym przypadku chodzi jedynie o klasyfikację regionów UE (tzw. NUTS; jest ich 276), z której korzysta Eurostat. Ma to m.in. wpływ na wysokość wsparcia unijnego. Podział administracyjny obu regionów miałby być więc jedynie zwieńczeniem procesu rozwodu Mazowsza z Warszawą.

Z kolei o województwie środkowopomorskim PiS mówi już od 2009 r. (m.in. w trakcie kolejnych kampanii wyborczych). Nowy obszar miałby się odwoływać do odrębnego regionu funkcjonującego w tym miejscu w latach 1950–1975. Powód? Samorządy wojewódzkie w Szczecinie i Gdańsku nie zapewniają zrównoważonego rozwoju okolic Słupska i Koszalina. Ten równy rozwój to jeden z priorytetów PiS w zakresie tego, jak powinno rozwijać się państwo (PO stawiała na miasta, które miały być motorem napędowym całych regionów).

Partia Kaczyńskiego może wciąż snuć dalekosiężne plany, bo kłopotliwa dla niej sprawa metropolii warszawskiej została chwilowo wygaszona (poselski projekt ustawy wycofano z Sejmu, choć być może wróci w innej formie jako projekt rządowy). Na tyle skutecznie, że – jak ustalił DGP – coraz więcej podwarszawskich gmin rozważa rezygnację z zapowiedzianych już referendów.

Obecnie trwają rozmowy na ten temat, ale niewykluczone, że jeszcze w tym tygodniu samorządy razem ogłoszą swoje plany na konferencji prasowej – wstępnie mówi się o 11 maja i wspólnym wystąpieniu w stołecznym ratuszu.

– Są gminy, które wciąż chcą przeprowadzić plebiscyt, ale też takie, które prawdopodobnie zrezygnują – potwierdza wiceprezydent Pruszkowa Andrzej Kurzela. Jak dodaje, podstawowy cel, czyli wycofanie projektu ustawy warszawskiej, został zrealizowany. – Uważamy to za nasz sukces. Pokazaliśmy, że sprzeciw wobec tak procedowanej ustawy ma sens – przekonuje wiceprezydent.

W gminach trwają jeszcze ostatnie narady. Możliwe, że referendum na razie odpuszczą sobie m.in.: Pruszków, Grodzisk Mazowiecki, Michałowice, Błonie, Izabelin czy Milanówek. Wahają się jeszcze te jednostki, gdzie wniosek o referendum złożyli mieszkańcy, a nie radni (np. Podkowa Leśna i Józefów). Nieporęt, który ma zaplanowany plebiscyt na 14 maja i uzyskał już zgodę wojewody, nie wycofa się ze swoich planów – tam do głosowania dojdzie.