Dziennik.plŚwiat

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

Rosja ma plan, jak powstrzymać Google'a

2010-04-05 | Ostatnia aktualizacja: 22:03 | Komentarze: 0 | skomentuj

Po zmuszeniu Google'a do wycofania się z chińskiego rynku, ciężkie czasy dla komputerowego giganta nadchodzą także w Rosji. Moskwa jednak, w odróżnieniu od Pekinu, rozważa powstrzymanie ekspansji niekontrolowanej przez siebie firmy w białych rękawiczkach. Autorem pomysłu jest naczelny ideolog Kremla Władisław Surkow.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -21°C max. 2°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

- Google to narzędzie do podgryzania Chin za to, że są niedemokratyczne i sposób wyszarpywania od nich ustępstw gospodarczych - tłumaczył na antenie radia Echo Moskwy Igor Aszmanow, szef firmy konsultingowej Aszmanow i Partniory. Jego zdaniem koncern bywa narzędziem Waszyngtonu, dlatego obrona przed jego ekspansją na rosyjskim rynku jest w pełni uzasadniona. - Oni (Google - red.) od dawna współpracują ze specsłużbami - argumentował. Aszmanow i Partniory to jedna z trzech firm, które kosztem 100 mln dol. mają stworzyć podwaliny pod należącą do państwa wyszukiwarkę. Poza nim w projekt ma się zaangażować Rostielekom i Abbyy, software’owa potęga z rosyjskimi korzeniami. Prace, które mogą rozpocząć się jeszcze w tym roku, będzie nadzorować minister łączności Igor Szczogolew.

Plany wyparcia Google’a są reakcją na rosnącą pozycję firmy w Runecie (rosyjskim internecie). Choć niekwestionowanym liderem wśród rosyjskich wyszukiwarek pozostaje Yandex (63 proc. udziału), to Google depcze mu po piętach, w ciągu zaledwie kilku lat zwiększając własną popularność z 6 do 22 proc. - pisze dziennik "RBK Daily". Nad amerykańską firmą rząd nie ma żadnej kontroli, zaś dzięki własnej wyszukiwarce władze będą mogły ingerować w wyniki wyszukiwania, spychając podejrzane strony na dół, a także badać zainteresowanie nimi wśród internautów. Sceptycy straszą inwigilacją i obawiają się, że dotychczasowe hasło Yandeksu "Najdiotsia wsio" (Wszystko się znajdzie) zmieni się wkrótce w "Najdut wsiech" (Wszystkich znajdą).

Władze szukają sposobu, w jaki sposób wyprzeć najpopularniejszą na świecie wyszukiwarkę bez uciekania się do metod siłowych, które mogłyby negatywnie odcisnąć się na wizerunku Rosji. Białorusin Jauhien Marozau, ekspert Georgetown University, przewiduje dwutorową strategię. Po pierwsze zobowiązanie wszystkich rosyjskich placówek publicznych do ustawienia nowej wyszukiwarki jako strony startowej w należących do nich komputerach czy instalowanie jej w sprzedawanych urządzeniach. Po drugie nękanie Google’a ciągłymi kontrolami najrozmaitszych organów, o których z mieszaniną trwogi i wściekłości mówią wszyscy biznesmeni robiący nad Wołgą interesy.

Planowana państwowa wyszukiwarka, którą "RBK Daily" ochrzcił mianem "Kremlyandex", to kolejny krok w stronę zwiększenia kontroli nad rosyjską cyberprzestrzenią. W 2009 r. państwowy Sbierbank kupił złotą akcję Yandeksu, co daje państwu prawo weta wobec potencjalnej sprzedaży pakietu ponad 25 proc. akcji firmy. - Staliśmy się częścią państwowej infrastruktury - uzasadniał decyzję Sbierbanku szef Yandeksu Arkadij Wołoż w rozmowie z miesięcznikiem Kommiersant Siekriet Firmy.

Od 2000 r. z kolei funkcjonuje program SORM-2, czyli system protokołowania seansów łączności telefonicznej i internetowej. Zgodnie z prawem każdy dostawca internetu musiał wówczas zainstalować specjalne urządzenie, które umożliwiało bezpośredni kontakt z FSB. Innymi słowy Federalna Służba Bezpieczeństwa dysponuje wiedzą o tym, jakie strony i kiedy były przeglądane na dowolnym komputerze w Rosji. Informacje w ten sposób zdobyte nie mogą służyć jako dowód w sądzie ani powód do zatrzymania. Mogą jednak posłużyć jako pretekst do zwiększenia inwigilacji wobec konkretnych obywateli. - To tak, jakby dać FSB klucze do mieszkania - mówił wówczas obrońca praw człowieka Anatolij Lewienczuk. "Możesz czytać o okrucieństwach popełnionych w Czeczenii, ale musisz wiedzieć, że ktoś będzie ci zaglądał przez ramię" - pisał na łamach "Financial Timesa" publicysta Misha Glenny.

Czytaj dalej >>>

Michał Potocki
Źródło: Dziennik.pl
12następna »
«