„Figyeloe” w artykule zatytułowanym „Ludzie spekulanta” wymienia z imienia i nazwiska osoby, które zdaniem autorów tekstu pracują dla Sorosa. Są wśród nich wykładowcy uniwersyteccy oraz m.in. osoby pracujące w takich organizacjach, jak Amnesty International, Węgierski Komitet Helsiński czy organizacja pozarządowa Stowarzyszenie na rzecz Prawa do Swobód (TASZ).

Tygodnik twierdzi, że zdołał zidentyfikować kilkaset osób na podstawie wypowiedzi byłej szefowej funduszu hedgeingowego Sorosa, Tracie Ahern. Jak pisze „Figyeloe”, powołując się na Ahern, na Węgrzech pracuje co najmniej 2 tys. osób usiłujących realizować wolę Sorosa, który wydał już w tym celu kilka miliardów dolarów.

Na pierwszym miejscu wymienieni zostali wykładowcy założonego przez Sorosa Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), w tym byli ministrowie: spraw zagranicznych Peter Balazs czy finansów Albert Laszlo Barabasi i Lajos Bokros, a także rektor uczelni Michael Ignatieff.

Na Węgrzech od kilku lat trwa intensywna kampania przeciwko osobie Sorosa. Władze Węgier zarzucają mu działania na rzecz sprowadzenia do Europy milionów emigrantów. Był to też jeden z kluczowych wątków kampanii Fideszu przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi.

Premier Viktor Orban oświadczył pod koniec marca, że na Węgrzech działa około 2 tys. najemników, którzy czynią starania, by w kampanii wyborczej doprowadzić do upadku rządu i stworzyć gabinet proimigracyjny. - Dokładnie, z nazwiska wiemy, kim są i jak działają, by uczynić z Węgier państwo imigracyjne – powiedział.

W niedzielnych wyborach parlamentarnych rządząca koalicja uzyskała większość 2/3 miejsc w parlamencie. Wkrótce potem rzecznik frakcji Fideszu Janos Halasz zapowiedział, że już w maju parlament może przyjąć pakiet ustaw antyimigracyjnych nazwany "Stop Soros", mający umożliwić zakazywanie działalności organizacji wspierających migrację.

W reakcji na publikację „Figyeloe” Amnesty International wydała komunikat, w którym oceniła artykuł jako próbę zastraszenia i zapewniła, że się nie boi.

- Co rano wstajemy, zastanawiając się, jakie to dziś podle kłamstwo napiszą o nas media rządowe. Dzisiejsza lista jest kolejną próbą zastraszenia pracowników, członków i osób wspierających organizacje pozarządowe. Mamy złą wiadomość: nie boimy się – podkreśliła szefowa węgierskiego oddziału AI Julia Ivan.

Zapewniła, że organizacja będzie kontynuować swą pracę i reprezentować „te wartości, o których rząd węgierski już dawno zapomniał”.

AI dodała, że jeśli rząd węgierski osiągnie swój cel i w kraju nie będzie organizacji pozarządowych, to bez wsparcia pozostanie wiele osób znajdujących się w trudnej sytuacji. „W tej historii nie chodzi o atakowane organizacje, ale o nas wszystkich, o nasze życie, dlatego wszyscy powinni zabrać głos, nie możemy pozwolić, żeby nas zastraszano” – napisała AI.