Pierwszy cios w branżę lotniczą

Wojna na Bliskim Wschodzie uderzyła w branżę lotniczą. Tylko w pierwszym tygodniu odwołano ponad 14 tysięcy lotów. Wielu przewoźników wycofało się z operowania w rejonie Zatoki Perskiej. Dubaj utracił pozycję międzynarodowego centrum przesiadkowego. Ale to dopiero początek zmian.

Reklama

Spadła liczba pasażerów, co jest widoczne także w Polsce. – Zawirowania geopolityczne będą miały wpływ na wyniki – przyznaje Łukasz Chaberski, prezes PPL. Podczas spotkania z branżą zaznaczył, że już w marcu wyraźnie widać wpływ wojny na liczbę pasażerów obsługiwanych na Lotnisku Chopina.

Wtórowała mu Anna Bidera, prezes Związku Regionalnych Portów Lotniczych. Prezentując wyniki lotnisk za ubiegły rok, mówiła o wzrostach rzędu 10–15 proc. – Trochę ten optymizm jest zaburzony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, ale jest za wcześnie, żeby wyrokować – tłumaczyła.

Polacy rezygnują z wakacji lotniczych

Reklama

Należy pamiętać, że "efekt Bliskiego Wschodu" wpływa na decyzje wakacyjne. Wielu klientów rezygnuje z wczasów w Egipcie, Turcji czy na Cyprze ze względu na potencjalne niebezpieczeństwo. Mimo że MSZ nie uznał tych rejonów za niebezpieczne, klienci nie chcą dodatkowych nerwów związanych z podróżą.

– Po powodzi na Dolnym Śląsku klienci z Europy Zachodniej bali się przyjeżdżać do Krakowa. Po wybuchu wojny na Ukrainie rynki dalekie, takie jak Azja czy Ameryka, też się zmniejszyły. Z ich perspektywy zagrożenie jest zbyt blisko i wciąż turyści boją się przyjeżdżać do Polski. Spójrzmy na to z drugiej strony: Polacy teraz boją się wyjeżdżać do Egiptu, a nawet Turcji, mimo że to najbezpieczniejsze państwa w regionie – mówił ostatnio "Dziennikowi" Grzegorz Soszyński, CEO Kraków Tourism Alliance.

Drugi cios: ceny paliwa wystrzeliły

Kolejnym problemem dla branży lotniczej jest wzrost cen paliwa. Stanowi ono – według szacunków IATA – od 26 do 33 proc. kosztów przewoźnika. Przed wybuchem wojny cena za metr sześcienny (1000 litrów) Jet A-1, czyli standardowego paliwa lotniczego, na Lotnisku Chopina wynosiła 2 950 zł. Najnowsze dane – z 10 marca – pokazują, że jest to już 4 470 zł. To wzrost aż o 51 proc.

Eksperci szacują, że to nie koniec podwyżek. Ponad 50 proc. paliwa lotniczego wykorzystywanego w Europie produkowane jest z ropy płynącej – do niedawna – przez Cieśninę Ormuz. Według Energy Intelligence tylko rafineria Al-Zour w Katarze dostarczała 10 proc. europejskiego zapotrzebowania na paliwo lotnicze.

– Nawet jeśli Ormuz zostanie ponownie otwarty jutro, normalizacja potrwa miesiące — a nie dni. Sekwencja restartu jest złożona: harmonogramowanie ładownic, wznowienie produkcji, rafinerie potrzebujące stałego przepływu ładunku (nie mogą pracować w trybie start–stop). Dopiero wtedy zakłady petrochemiczne mogą wznowić pełną produkcję – opisuje Felipe Elink Schuurman, CEO Sparta Commodities, w mediach społecznościowych.