W minionym tygodniu krakowska prokuratura postawiła dziennikarzom TVN24 Krzysztofowi Skórzyńskiemu i Radia ZET Mariuszowi Gierszewskiemu zarzut ujawnienia akt ze śledztwa. Chodziło o zeznania dotyczące niezgodnego z prawem działania prokuratorów i funkcjonariuszy CBA w sprawie afery gruntowej. Prokurator Edward Zalewski od początku zapewniał, że nic o sprawie nie wiedział i zażądał wyjaśnień. Jego oponenci uważają, że było inaczej, a jego obecna postawa wynika z faktu, że jest dzisiaj jednym z dwóch kandydatów na stanowisko Prokuratora Generalnego.

p

Maciej Duda: To pan stoi za zarzutami dla dziennikarzy TVN24 i Radia ZET?
Edward Zalewski: Nonsens.

"Sędziowie uznali, że w tym przypadku dziennikarze także powinni być ścigani, a nie tylko osoby, które przekazały informacje. Prokuratura jest organem wykonującym prawo, a to, co mówi Sąd Najwyższy, ma dla tego prawa znaczenie" - tak w jednym z wywiadów odpowiedział pan na pytanie, czy dziennikarze po orzeczeniu Sądu Najwyższego przestaną być traktowani przez prokuraturę jako świadkowie, a zaczną jak podejrzani. W Krakowie pana posłuchali i Gierszewski ze Skórzyńskim są podejrzani.
To nie tak. Po pierwsze to orzeczenie Sądu Najwyższego dotyczyło ujawnienia tajemnicy państwowej, czyli innego przestępstwa, niż czyn zarzucany dziennikarzom redakcji TVN 24 i Radia Zet. Tym dziennikarzom krakowska prokuratura okręgowa zarzuciła popełnienie przestępstwa, polegającego na publicznym rozpowszechnianiu informacji z postępowania przygotowawczego. To są dwie różne sprawy! Po drugie, wypowiadając się na temat tego orzeczenia SN chciałem po prostu zwrócić uwagę dziennikarzom, uczulić ich na to, że powinni teraz ostrożniej pisać o sprawach, które są tajne lub ściśle tajne. Oczywiście, że prokuratura musi się stosować do orzeczeń SN. Nie oznacza to jednak automatyzmu w podejmowaniu końcowych decyzji w śledztwach, dotyczących ujawnienia tajemnicy państwowej przez dziennikarzy. Każda sprawa jest traktowana indywidualnie, w każdej prokurator ocenia stopień szkodliwości społecznej czynu.

Przecież szeregowy prokurator czytając taki wywiad od razu zrozumie: prokurator krajowy chce, bym stawiał zarzuty dziennikarzom.
To tak nie działa. Żaden prokurator nie potraktuje wywiadu ze swoim szefem jako polecenia służbowego. Nie wydawałem jakichkolwiek poleceń dotyczących traktowania dziennikarzy. Nie było żadnych okólników, wytycznych czy dyspozycji, by stawiać reporterom zarzuty za ujawnianie informacji ze śledztw. Nie było także żadnych narad, na których padałyby zalecenia, jak prokuratorzy powinni postępować wobec dziennikarzy. Insynuowanie, że ja lub ktoś z Prokuratury Krajowej dążył do tego, by zacząć ścigać dziennikarzy, to plotki.

Jak to możliwe, że pan, jak twierdzi, nie wiedział, że krakowska prokuratura chce stawiać zarzuty Gierszewskiemu i Skórzyńskiemu?
Niestety, nie wiedziałem nic o tym postępowaniu. O sprawie dowiedziałem się od innych dziennikarzy. W rzeczywistości prokuratorzy apelacyjni powinni przesyłać do Prokuratury Krajowej informacje o najważniejszych śledztwach ze swojego terenu i swoich zamierzeniach. To oni oceniają, która ze spraw jest ważna.

Ale nie tylko Gierszewski i Skórzyński mają kłopoty z prokuraturą za opisywanie materiałów ze śledztw. Przed sądem w Łodzi trwa proces Marka Szenborna z tygodnika "Fakty i Mity". Prokuratura zarzuca mu ujawnienie informacji ze śledztwa w sprawie zabójstwa proboszcza z Blachowni. Co pan zrobi w tej sprawie?
W poniedziałek skończymy badać sprawę dziennikarzy z TVN 24 i Radia Zet. Opinia publiczna zostanie poinformowana o wynikach tego badania. O sprawie red. Szenborna nie wiedziałem. Poproszę o informację o niej.