"Jeśli prezydenta (Polski) zaprasza się na jakieś święto do Tbilisi, a potem wsadza do samochodu i wiezie do innego państwa, to czy nie jest to prowokacja?" - cytuje Ławrowa agencja RIA-Nowosti. "Żadnych strzałów z naszych stanowisk, a także ze stanowisk wojsk południowoosetyjskich nie było" - kategorycznie stwierdził szef rosyjskiego MSZ.

Siergiej Łarow zasugerował, że celem działań gruzińskiego prezydenta mogło być zerwanie toczących się w Genewie - przy udziale ONZ, OBWE i Unii Europejskiej - rosyjsko-gruzińskich rozmów na temat Osetii Południowej i Abchazji. Według niego nie po raz pierwszy zdarza się, że gruzińskie władze coś "organizują", a potem oskarżają o to stronę rosyjską i południowoosetyjską.

Genewskie negocjacje mają położyć kres konfliktowi na Kaukazie, który wybuchł z nową siłą na początku czerwca i tli się do dziś. Wojska gruzińskie weszły do Osetii Południowej, zbuntowanego regionu Gruzji, który nie uznaje zwierzchności Tbilisi. Osetyjczyków wsparła Rosja, która zmusiła Tbilisi do wycofania. Kilka dni później Osetia Południowa ogłosiła niepodległość, a Rosja natychmiast ją uznała.