Mało pocieszające, że rok temu, przed kilkumiesięcznym okresem dynamicznego wzrostu bezrobocie było jeszcze wyższe - wtedy wszyscy wiedzieli, że będzie spadać, dziś przewidywania są jasne: może tylko rosnąć.

Czarny scenariusz przedstawił w TVN CNBC Biznes profesor Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. Jego zdaniem kryzys może spowodować, że w ciągu 2 - 3 lat bezrobocie sięgnie 16-17 procent. Zdaniem Gomułki jako bezrobotni w Polsce będą się rejestrować ludzie powracający do kraju z Wielkiej Brytanii. "Na Wyspach Brytyjskich ten kryzys zaczął się wcześniej i powroty w związku z tym mogą odgrywać rolę w przyroście bezrobocia" - stwierdził były wiceminister finansów.

W niektórych województwach poziom bezrobocia przybiera już rozmiary klęski. W Lubuskiem bez pracy jest 16,5 proc. siły roboczej, w Wielkopolsce - aż 14,7 proc. Wszystko wskazuje też, że w najbliższym czasie pracownicy nie mogą oczekiwać dobrych wieści. "Można spodziewać się, że w pierwszym kwartale 2009 roku nastąpią zwiększone zwolnienia" - informuje resort, dodając, że już dziś najłatwiej stracić pracę m.in. w takich sektorach jak motoryzacja, transport, turystyka, finanse i przetwórstwo przemysłowe.

Ministerstwo przyznaje, że spodziewało się wzrostu stopy bezrobocia, ale tylko do poziomu 10 proc. Na początku roku minister pracy Jolanta Fedak przyznała jednak, że stopa bezrobocia może sięgnąć w tym roku 12 procent.

"Przy dzisiaj obowiązującym kodeksie pracy nie sposób powiedzieć, kiedy ta lawina zwolnień się zatrzyma. Przedsiębiorca nie ma innej możliwości przy pogarszającej się kondycji firmy, jak zastosować metodę skalpela i kija. Cięcie kosztów osobowych, a więc zwolnienia pozwalają skutecznie poprawić kondycję firmy" - tłumaczy szef Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzej Malinowski.

Z naszych danych wynika, że zwolnienia nie ominą praktycznie żadnej firmy. W części dużych przedsiębiorstw nastąpi prawdziwy pogrom. "W ciągu trzech lat planujemy redukcję zatrudnienia o 4,9 tys. osób. W tym roku planujemy zwolnić 2,3 tys. Trudno powiedzieć z jakich działów i jakich miast, bo rozpoczęliśmy redukcję od odejść dobrowolnych" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej Wojciech Jabłczyński.

Zwolnienia grupowe przeprowadzi również bank PKO BP - jeszcze w tym roku chce zwolnić aż 1,7 tys. pracowników. Podobnie firma SEWS z Leszna produkująca elementy elektryczne do samochodów, która zgłosiła już, że zwolni tysiąc pracowników.

Ogromne zwolnienia czekają również branże transportową. Większość firm planuje w najbliższym czasie redukcje zatrudnienia. "Niestety muszę zwolnić około 20 procent pracowników. Na rynku sytuacja jest tragiczna, moje zamówienia spadły nawet o 60 procent. W przyszłym tygodniu będę musiał pożegnać sie z pierwszymi czterema kierowcami" - mówi właściciel firmy transportowej TRANS-COM Łukasz Szablewski.

Zakłady Azotowe w Tarnowie jedna z większych firm na terenie Małopolski zatrudniająca ok. 2,3 tys. pracowników, zwolni około 250 z nich. "Chcemy, aby te odejścia miały charakter dobrowolny. Do 14 lutego pracownicy mają szansę podjąć decyzję o rozwiązaniu stosunku pracy za porozumieniem stron, oferujemy też zadośćuczynienie" - mówi rzecznik firmy Jerzy Jurczyński.

Jednak nawet najczarniejsze scenariusze nie zakładają powrotu tak dotkliwego bezrobocia, jak to sprzed kilku lat. Największy poziom osiągnęło ono - według Głównego Urzędu Statystycznego - w lutym 2003 roku, gdy wynosiło 20,7 proc.