Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: Proszę obalić albo potwierdzić stereotypy na temat miłości. Pierwszy - po ludziach widać na pierwszy rzut oka, że się kochają, bo okazują sobie czułość. Jeżeli tego nie robią, nie ma między nimi miłości. Bogdan Wojciszke*: W tym stereotypie jest ziarno prawdy. Miłość łatwo zauważyć, nawet po ludziach, którzy żyją w zupełnie innej kulturze. Są blisko siebie, trzymają się razem. Jednak tak widać miłość romantyczną, czyli pierwszą fazę miłości. Następne fazy nie podlegają takiej ekspresji, pantomimice, gestom. Jednak można je wyczuć, więc też są zauważalne.

Stereotyp drugi: prawdziwa miłość przetrwa każdy kryzys. Nieprawda. Kiedy miłość już wyjdzie poza pierwszą fazę, czyli tę romantyczną, poważne problemy mogą jej zaszkodzić. Jednak ta pierwsza, romantyczna faza jest bardzo silna. Jedyna rzecz, której na pewno nie przetrwa, to spełnienie. Jest w stanie sprostać oporowi rodziców, niechęci środowiska, ale nie jest w stanie przetrwać spełnienia. Wtedy niknie. Niepewność to niezbywalny element miłości romantycznej, trwa tak długo, jak trwa niespełnienie. Wystarczy spojrzeć na literaturę: miłość Tristana i Izoldy przetrwała, bo lojalność nie pozwoliła jej się spełnić.

Ale ludzie żyją przecież w miłości przez dziesiątki lat. To już nie miłość romantyczna, tylko przywiązanie, zaufanie, intymność. Miłość romantyczna potrzebuje namiętności, nieprzewidywalności, huśtawki uczuć, tajemnicy. A to jest nie do pogodzenia z intymnością, która z kolei potrzebuje przewidywalności, pewności, że wiemy, co nas czeka ze strony partnera. Dlatego właśnie miłość ma fazy. Najpierw namiętność, potem intymność. I ta łagodna forma miłości, która wyszła poza namiętność, może przetrwać, choć niewielu ludziom to się udaje. Trzeba przyznać, że przed laty było to łatwiejsze. Ludzie żyli po 40 - 50 lat, ich miłość mogła trwać góra 20 lat. Teraz, w społeczeństwie długowiecznym, stajemy przed o wiele większym wyzwaniem.

Kolejny stereotyp - kobieta to strażniczka domowego ogniska. Umie podtrzymywać związek, tak manipulując mężczyzną, żeby był z niego zadowolony. I w tym jest ziarno prawdy. Kobiety mają inne umiejętności i chcą czego innego niż mężczyźni. One realizują się w bliskim związku, głębokim, ścisłym. Są też lepsze w komunikacji niewerbalnej, dobrze ją rozumieją i przekazują. Dlatego lepiej diagnozują związek. Z tego powodu mogą zostać uznane za strażniczki życia domowego. Postulat, by robiły to obie strony, jest słuszny, ale z realizacją jest kiepsko. Jednak samo jego pojawienie się jest już krokiem naprzód.

Ten stereotyp będzie chyba nie do obalenia - ślub trzeba wziąć z miłości. Małżeństwo z rozsądku nie ma szans na szczęście. Nauka nie znalazła kryteriów doboru szczęśliwych partnerów. Od 70 lat bada się, jaka powinna zaistnieć konfiguracja cech psychicznych, żeby związek był udany. I niczego nie udało się wykryć. Dało się ustalić, co decyduje o tym, że ludzie się zaprzyjaźnią, ale o tym, co sprawia, że się zakochują - nie. Tego wyboru życiowego nie da się przewidzieć. Oczywiście mają tu wpływ takie czynniki, jak to samo wyznanie czy status społeczny, ale nie da się powiedzieć, jakie to powinny być cechy psychiczne. Nie ma żadnej reguły, czy to mają być cechy przeciwne, czy komplementarne. Podam za przykład badania nad wyborami bliźniąt jednojajowych. Wybierały podobny rodzaj pracy, podobny sposób spędzania wolnego czasu, oprócz jednego wyboru - żony czy męża. Reasumując: to, czy małżeństwo jest z wyboru, czy z miłości, nie ma znaczenia dla jego powodzenia.

Kolejny mit dotyczy zniewalającej miłości - trzeba przeżyć to uczucie, bo bez tego jest się uboższym. Większość ludzi deklaruje, że dotknęło ich to powszechne ludzkie doświadczenie. Jednak to, jak ono jest traktowane, jest już kwestią kultury. W Chinach miłość romantyczna jest podejrzana. W tamtej kulturze nie ma takiej apoteozy zakochania jak u nas. Podobnie w starożytności ten stan był uważany za krótkotrwałą słabość, a nie za coś, co trzeba chwalić. Więc to nie brak uczucia czyni uboższym, tylko kultura, w której żyjemy, wyznacza takie standardy.

I ostatni mit - namiętność musi być stałym komponentem szczęśliwego związku. Bez niej związek nie przetrwa. Nieprawda. Przeprowadzałem na ten temat badania na tysiącu osób. Pokazały, że wyznacznikiem satysfakcji w związku jest przeżywanie intymności, a nie namiętności. Wprawdzie oba te składniki wpływają na poczucie satysfakcji, ale okazuje się, że związek namiętności z satysfakcją jest pozorny i bierze się z powiązania tej pierwszej z intymnością, która faktycznie wyznacza satysfakcję. Czyli związek bez namiętności jest możliwy. Nie należy jednak mylić namiętności z seksem.

*prof. Bogdan Wojciszke, psycholog społeczny, autor książki "Psychologia miłości"