Mediacje powinny być bezpłatne
Za mediację w sporach rodzinnych powinno płacić państwo – uważa rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdaniem lęk przed dodatkowymi opłatami powoduje, że rozwodzący się małżonkowie nie korzystają z tej formy rozwiązywania sporów. Cierpią na tym dzieci.
- Bułgar, który ukrył syna, nie chce mediacji
- Sąd rozstrzyga, czy Doda jest blacharą
- Ksiądz od betanek przeprosi policjantów
- Uczniowie-mediatorzy rozładowują konflikty
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do rzecznika zwrócił się niedawno ojciec sprawujący opiekę nad dwójką dzieci. Mężczyzna nie mógł się dogadać z byłą małżonką co do terminów spotkań matki z dziećmi.
Postanowił więc zwrócić się do sądu o skierowanie na mediacje, ale dowiedział się, że takie spotkania są płatne, a koszty będzie musiał pokryć właśnie on.
Ojciec wiedział, że nie będzie w stanie zapłacić, więc zdesperowany poprosił o pomoc rzecznika praw dziecka. Marek Michalak razem z miejscowym ośrodkiem pomocy społecznej załatwili
zwaśnionym małżonkom bezpłatną mediację, a ci już bez większych problemów dogadali się co do warunków opieki nad dziećmi.
Marek Michalak uważa, że takich dramatycznych przypadków jest znacznie więcej. Właśnie dlatego napisał list do ministra sprawiedliwości z apelem, by mediacje rodzinne były pokrywane
przez Skarb Państwa.
To, że problem jest poważny, potwierdza trener Maciej Tański z Centrum Mediacji Partners Polska. – Tylko w tym tygodniu rozwodzący się małżonkowie odwołali u mnie wizytę, bo nie
mogli się dogadać, które z nich ma pokryć jej koszty – mówi.
To, że właśnie pieniądze są często barierą dla mediacji, dobitnie pokazuje przykład ze Szczecina. Tamtejsi mediatorzy w porozumieniu z miastem realizują projekt, dzięki
któremu ośrodki opieki społecznej kierowały rodziny w kryzysie na bezpłatne mediacje.
Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. – Zainteresowanie jest ogromne. Choć dawno skończyły się środki z funduszu, dalej pracujemy za darmo, bo widzimy, jak niesamowite efekty
to przynosi – mówi prezes Krajowego Stowarzyszenia Mediatorów Izabela Zajączkowska.
Problem jednak w tym, że nie wszyscy sędziowie chętnie informują o możliwości skorzystania z pomocy mediatora. A szkoda, bo doświadczenie pokazuje, że ci, którzy trafiają do mediacji,
zazwyczaj wychodzą z niej zadowoleni. Barbara i Krzysztof z Warszawy umówili się z mediatorem właściwie przypadkiem: sądzili, że tak nakazał im sąd.
Byli do niego nastawieni dość wrogo, jednak już po pierwszej sesji udało im się rozwiązać wiele niezałatwionych do tej pory spraw. Barbara myślała, że mąż chce jej ograniczyć władzę
rodzicielską nad 3-letnią córka, Krzysztof zaś sądził, że to ona planuje zabronić mu kontaktów z dzieckiem. Już po kilku rozmowach doszli do porozumienia i sporządzili konkretny plan
opieki nad córką. Pismo poszło do sądu, który uznał ich uzgodnienia.
I choć mediacje nie zawsze kończą się ugodą, to zdaniem sędziów i tak odnoszą pozytywny skutek. – Jeżeli skłóconym ludziom udało się porozmawiać w spokojnej atmosferze, zmienia się także ton ich rozmowy na sali sądowej – mówi mediatorka Izabela Zajączkowska.
Pomysł bezpłatnych mediacji popiera sędzia Robert Zegadło z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zaznacza jednak, że powinni do nich mieć prawo tylko ci, których na to naprawdę nie stać. W zeszłym roku sądy rodzinne rozpatrywały 1 mln 290 tys. spraw, z czego jedynie 688 trafiło do mediacji.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!