Ksiądz pirat? Parafianie nie wierzą
Jeden wypadek i dwie wersje wydarzeń. Według strażniczki miejskiej ksiądz w Nowej Soli potrącił autem rowerzystę i uciekł z miejsca wypadku. Według księdza uciekł... ale potrącony rowerzysta. Jest afera, bo parafianie murem stanęli za duchownym.
- Uszkodził rower, miasto mu zapłaci
- Wracali z dyskoteki. Skończyło się masakrą
- Ksiądz biznesmen pobił wspólniczkę
- Tak zakonnice wyrzucają ludzi na bruk
- Kierowca zabił 18-letnich rowerzystów
- "Ksiądz też ma prawo do masażu"
- Sędziowie za wsadzaniem pijaków rowerzystów
- Wójt ma chodzić? Dostał służbowy rower
- Czołg staranował skrzyżowanie
- Rowerzyści będą jeździć na gazie?
- Demon prędkości na polskiej autostradzie
- Dwie osoby zginęły na autostradzie A4
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To wypadek jakich w Polsce wiele, ale tym razem za kółkiem siedział ksiądz. W połowie lipca na jednym ze skrzyżowań w Nowej Soli miał potrącić młodego rowerzystę. Widziała to wracająca z pracy strażniczka miejska. "Kierujący pojazdem zatrzymał się, a gdy zobaczył chłopaka leżącego przy rowerze, ominął go i chciał odjechać. Podbiegłam w kierunku pojazdu, dając kierującemu znak do zatrzymania się, jednak kierowca odjechał, nie udzielając pomocy rowerzyście" - napisała funkcjonariuszka w notatce służbowej.
Na podstawie spisanych przez nią numerów rejestracyjnych ustalono, że auto należy do Edward Kornausa, emerytowanego księdza miejscowej parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika. Duchowny przyznaje, że brał udział w wypadku, ale podaje inną wersję wydarzeń. Jego zdaniem to rowerzysta wjechał w samochód, a potem uciekł z miejsca wypadku. "Nie wiadomo skąd się wziął (rowerzysta - red. ), wjechał mi pod maskę. Ja się zatrzymałem, stanąłem, otworzyłem drzwi i mówię: <<Co się stało>>. Nic się nie odezwał, wstał i poleciał" - opowiada ksiądz w rozmowie z "Tygodnikiem Krąg".
Rowerzyście nic się nie stało, więc skończyło się na mandacie dla księdza. Jego przyjęcie go przez duchownego oznacza przyznanie się do winy. Na to nie godzą się parafianie. Wierni dzwonią do lokalnych mediów i twierdzą, że policja i strażniczka miejska kłamie.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!