Dziennik Gazeta Prawana logo

Mały Kamilek ma tylko pół serduszka

12 października 2007, 16:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Złożona wrodzona wada serca, nieukształtowana prawa komora". Ta diagnoza brzmiała jak wyrok dla Marioli Gołofit, mamy Kamila. Wadliwa anatomia serca oznaczała, że szpital będzie drugim domem dla jej synka, a łóżko na oddziale zastąpi mu kołyskę.
Chłopak urodził się z połową serca. Przeszedł siedem ciężkich operacji, ale lekarze nie są w stanie mu pomóc. Kamil wie, że każdy kolejny dzień jego życia jest darem od Boga... - pisze "Fakt".

Pierwszą operację przeszedł, mając niespełna pięć miesięcy, w Zabrzu. Założono mu opaskę na żyle, aby zmniejszyć ciśnienie krwi płynącej do serca. "To wszystko, co lekarze mogli zrobić" - mówi dr Joanna Kwiatkowska z Akademii Medycznej w Gdańsku. "Wszystkie możliwe ośrodki w Polsce badały Kamila. Jednomyślnie zdyskwalifikowały go od dalszego leczenia. To była trudna decyzja. Niestety, on jest nieuleczalnie chory. Medycyna w obecnym stadium rozwoju uniemożliwia wyleczenie dziecka" - dodaje.

Ta makabryczna wieść przygniotła mamę Kamila. Tym bardziej że medycy mówili wprost: Kamil może umrzeć za trzy lata, ale równie dobrze w każdej chwili... Bo krew pompowana tylko z jednej, lewej komory serca nie jest w stanie zaspokoić potrzeb całego organizmu. Ale kobieta nie poddała się. Zaczęła szukać wsparcia za granicą.

"To moje jedyne dziecko, musicie mu pomóc!" - krzyczała przez łzy do lekarzy. Kolejne zabiegi Kamil przeszedł w Niemieckim Centrum Serca w Berlinie. Tam udrożniono mu przepływ krwi z jednej, zdrowej komory do reszty ciała. Obniżono też przeponę, tak aby nie uciskała na płuca. Każda taka operacja przedłużała życie chłopca. Ale niemieccy lekarze też są bezradni wobec takiej wady serca.

"Medycyna może przecież znaleźć sposób na przypadłość mego syna. Dlatego ważny jest każdy dzień jego życia" - mówi "Faktowi" mama chłopca. Kamil też nie traci nadziei. Choć większość czasu spędza w domu, nie nudzi się. Uczy się języka niemieckiego, uwielbia geografię. Sam nie może chodzić do szkoły, od pierwszej klasy nauczyciele odwiedzają go w domu. Od września podłączony jest do butli z tlenem, bez której nie może ruszać się z domu. O jeździe na rowerze czy grze w piłkę nie ma mowy. Z zazdrością i smutkiem patrzy przez okno na zdrowych kolegów.

"Marzę o wycieczce do ciepłych krajów" - mówi cichutko Kamilek. "Ale przede wszystkim o zdrowym serduszku..." - dodaje chłopczyk.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj