- To nieprawda. Wszystko zostało zbadane, a urządzenia były sprawne - komentuje sensacyjne doniesienia dr Maciej Lasek.

Prof. Marek Czachor przekonuje w wywiadzie opublikowanym w tygodniku "Do Rzeczy", że kluczowy moment miał miejsce 8,5 sekundy przed zderzeniem z brzozą. 

- Niektórzy piloci latający na tupolewach zwrócili uwagę na wykres, który jest w raportach MAK i Millera oraz ekspertyzie ATM, producenta tzw. polskiej skrzynki. Gdy samolot znajdował się 8,5 sekundy przed brzozą, wyłączył się mechanizm trymerowania - przekonuje profesor. I wyjaśnia: - Jest to odpowiednik wspomagania kierownicy w samochodzie, w przypadku samolotu chodzi o wolant.

Zdaniem naukowca dowodzić mają tego także dokumenty Instytutu Ekspertyz Sądowych, kiedy w miejsce znajdujące się 8,5 sekundy przed "dźwiękiem przemieszczających się przedmiotów", daję się słyszeć komenda "Odchodzimy!", zarejestrowana na nagraniu z kokpitu. 

Również według raportu MAK komenda "Odchodzimy" padła 8,5 sekundy przed brzozą. - Jednak ani w raporcie MAK, ani w raporcie Millera ten moment nie jest analizowany - zapewnia naukowiec z Politechniki Gdańskiej. 

Przytacza również historię awarii, która doprowadziła do katastrofy boeinga 707 w 1962 roku na lotnisku Orly w Paryżu. - Dokładnie na skutek tego typu awarii pilotom nie udało się podnieść samolotu i się rozbili - wskazuje.

Tymczasem według Cezarego Gmyza z sekcji zwłok pilota wynika, że miał tak mocno walczyć, aby podnieść samolot, że ściągając wolant, połamał palce.

Z taką wersją wydarzeń nie zgada się jednak dr. Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. - To wszystko nieprawda. Badaliśmy te kwestie w formie cyfrowej i nie stwierdzono żadnych usterek. Samolot do momentu zderzenia z brzozą był całkowicie sprawny - przekonuje na gazeta.pl.

I zapewnia, że te hipotezy wynikają po prostu z niezrozumienia logiki działania systemu autopilota.