- Zostałem upokorzony, zgnojony i nie chcę żyć w kraju, gdzie stosuje się metody rodem z czasów stalinowskich. Ten sam minister, który mnie odznaczał za zasługi dla polskiej kultury, wylał na mnie wiadro pomyj, przy milczącej akceptacji większości najważniejszych przedstawicieli polskiej kultury. Część milczy w obawie przed tym, że straci państwowe dotacje - mówi Zbigniew Rybczyński. 

Reżyser nagrodzony w 1983 roku Oscarem za awangardowy film animowany pt. "Tango" ma pretensje nie tylko do ministra kultury. Jest rozczarowany powrotem do kraju i zamierza się zrzec obywatelstwa. - Napiszę z taką prośbą do prezydenta Bronisława Komorowskiego i premiera - mówi w rozmowie z dziennik.pl.

Jego decyzja jest pokłosiem afery wokół Centrum Technik Audiowizualnych we Wrocławiu. Zbigniew Rybczyński był od początku wizytówką tej instytucji. Studio filmowe, które powstało w budynku dawnej wytwórni filmów fabularnych, było jego autorskim projektem.

Rybczyński został dyrektorem artystycznym CeTA.  Aby budować centrum, wrócił do kraju po 30 latach emigracji. Ale w październiku 2013 roku został zwolniony ze stanowiska w atmosferze skandalu.

Artysta twierdzi, że zwolniono go, bo wykrył nieprawidłowości finansowe w placówce - o malwersacjach byłego dyrektora informował Bogdana Zdrojewskiego.

- Mówię mu o kradzieżach, a pan minister zamiata sprawę pod dywan, bo prawdopodobnie chodzi o jego kolesi. Gdy w końcu sprawa trafia do prokuratury, to ja następnego dnia zostaję zwolniony. A gdy publikuję wszystkie dokumenty i wyniki kontroli obciążające ministra, staję się wrogiem numer jeden - relacjonuje Rybczyński.

Minister Zdrojewski przedstawiał zgoła inną sytuację, rzucając cień na postać słynnego reżysera i oskarżając go m.in. o to, ze zażądał zatrudnienia swojej żony na stanowisku menedżerskim w CeTA. 

Sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Rybczyński oskarżył Zdrojewskiego o zniesławienie i wytoczył mu dwa procesy, jeden  we Wrocławiu, drugi w Warszawie. Pierwsza rozprawa odbyła się 1 kwietnia br. w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu.

Reżyser walczy również przed sądem pracy, złożył też na ministra i dyrektora CeTA Roberta Banasiaka doniesienie do prokuratury. Temu ostatniemu także wytoczył proces.

Na sali sądowej Rybczyński spotka się też z wydawcą tygodnika "Wprost", który jego zdaniem napisał o nim "artykuł na zamówienie". 

- Tego błota tak łatwo się teraz nie zmyje - twierdzi Rybczyński.

Aby sfinansować wszystkie procesy i wyjazd, wyprzedaje gromadzoną przez lata kolekcję dzieł sztuki. 

- Potrzebuję pieniędzy na procesy, na życie i na wyjazd z kraju. Chcę coś jeszcze w życiu zrobić. Tymczasem ostatnie kilka miesięcy, odkąd mnie zwolniono i muszę walczyć o odzyskanie dobrego imienia, były dla mnie kompletną stratą czasu - tłumaczy Rybczyński.

Przyznaje, że żal mu rozstawać się ze swoimi dziełami. Nie wie, ile może być warta okazała, licząca aż 280 pozycji kolekcja. Znaleźć tam można chociażby akwafortę Pabla Picassa "Pour Roby", litografię Salvadora Dali "Endless Enigma" czy rzeźbę Yoko Ono.

Kolekcję wystawia dom aukcyjny Okna Sztuki. Licytacja grafik odbędzie się 20 maja w Muzeum Etnograficznym w Warszawie.