– Urząd Kontroli Skarbowej nakazuje nam zwracać subwencję oświatową. Tylko za 2010 rok musimy oddać blisko 800 tys. zł – alarmuje Sławomir Moczydłowski, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego (MOW) w Goniądzu. To blisko jedna trzecia pieniędzy, jakie dostała w tym czasie placówka. Podobne kontrole prowadzone są także w innych ośrodkach tego typu. – Wszystko przez niejasne przepisy i sprzeczne interpretacje, które wydaje Ministerstwo Edukacji Narodowej – ocenia. Dyrektorzy MOW-ów zjeżdżają dziś do Warszawy, by wspólnie zaapelować do resortu o interwencję.

Młodzieżowe ośrodki wychowawcze mają naprawić dzieci, z którymi nie radzi sobie środowisko. Trafiają do nich nieletni, którzy przestają chodzić do szkoły, są uzależnieni od narkotyków czy alkoholu, agresywni. Czasem są to młodociani przestępcy. MOW-y zapewniają im terapię, szkołę i dom. Po opuszczeniu ośrodka dziecko powinno normalnie funkcjonować w środowisku.

Wychowanka do MOW kieruje sąd. Od dnia wyroku placówka ma obowiązek przez miesiąc trzymać dla młodocianego miejsce, czekając, aż dziecko dowiozą rodzice lub policja. A jeśli dziecko z ośrodka ucieknie, przez miesiąc nie można przyjąć na jego miejsce nowego wychowanka. Tego okresu dotyczą wątpliwości skarbówki. – MEN przekazuje nam subwencję oświatową na wychowanków. Przepisy nie precyzują jednak, czy jest nim osoba skierowana przez sąd, czy ta, która faktycznie już u nas przybywa – tłumaczy dyrektor Moczydłowski. Sprzeczne w tej sprawie są nawet interpretacje resortu. Jeszcze w maju 2012 r. w odpowiedzi na interpelację poselską MEN podkreślał, że wychowanek to osoba, dla której trzeba trzymać miejsce. W grudniu urzędnicy uznali już jednak, że to osoba, która w MOW przebywa.

– Subwencja powinna być naliczana na każde dziecko, dla którego zarezerwowano miejsce – uważa rzecznik praw dziecka. Marek Michalak interweniował w tej sprawie u minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej.

Jaka jest skala problemu, można szacować na podstawie danych Ośrodka Rozwoju Edukacji, który zbiera informacje o placówkach podległych MEN. Tylko w kwietniu w MOW-ach przebywały 124 osoby mniej, niż powinny. Według interpretacji skarbówki to 602 tys. zł nadpłaconych dotacji, a więc w skali roku nawet 7,2 mln.

To nie koniec problemów z subwencją. Zgodnie z rozporządzeniem MEN od stycznia MOW-y dostają o 10 proc. mniej pieniędzy. Resort przekonuje, że zmniejszono finansowanie, bo w poprzednich latach jego wysokość przekraczała wydatki na bieżące utrzymanie wychowanków. Rzecznik praw dziecka i tu broni placówek, podkreślając, że samorządy nie zawsze przekazują placówkom pełne kwoty. Trudno też zinterpretować, co to są bieżące wydatki na ucznia. – Nie istnieją jeszcze jednolite standardy działania MOW. Wiele zależy od indywidualnych decyzji dyrektorów. Jeden zbuduje boisko, drugi zatrudni lekarza psychiatrę – dodaje Michał Szwast z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, współautor raportu z monitoringu placówek dla nieletnich. Nad takimi standardami pracują dyrektorzy placówek. Ich projekt ma być dziś przekazany MEN.

Kolejki czekają na miejsce w MOW-ach

W Polsce działają 93 młodzieżowe ośrodki wychowawcze, w których łącznie jest 5598 miejsc. Duże różnice występują między województwami – w lubuskim funkcjonuje tylko jeden taki ośrodek, w warmińsko-mazurskim – dwa, podczas gdy w województwie mazowieckim aż 19. MOW-y mogą być prowadzone zarówno przez samorządy, jak i podmioty prywatne. Ośrodki nadzoruje Ministerstwo Edukacji Narodowej.

W kolejce do MOW-ów na początku roku szkolnego czekało 363 nieletnich. W ubiegłym roku kolejka liczyła 542, ale dwa lata wcześniej 259 osób. Najdłużej czekają na miejsce gimnazjaliści, najkrócej – dzieci z podstawówek. Wychowankowie pochodzą zwykle z regionu, w którym mieści się placówka. Nie jest to jednak regułą.

Sytuację MOW-ów przeanalizowała niedawno Helsińska Fundacja Praw Człowieka. W rozmowach z pracownikami fundacji dyrektorzy zaznaczali, że choć placówkom wystarcza pieniędzy na bieżące funkcjonowanie, to brakuje ich na remonty, dodatkowy sprzęt czy poszerzenie oferty terapeutycznej. Dyrektorzy sugerowali też, że funduszy powinno być więcej również na zapewnienie dodatkowej opieki medycznej, w tym lekarza psychiatry. Tymczasem wychowanków, którzy potrzebują specjalistycznego wsparcia w tym obszarze, przybywa.