1. Czy policja miała prawo zatrzymać kierowcę seicento Sebastiana K. i przesłuchiwać go w charakterze podejrzanego?

Kwestia ta wywołuje duże wątpliwości. Z punktu widzenia prawa o ruchu drogowym piątkowe zdarzenie było zwykłym wypadkiem drogowym. Tymczasem prokuratura powołała się na art. 308 par. 2 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym w sytuacjach niecierpiących zwłoki (np. jeśli jest ryzyko zatarcia śladów lub dowodów przestępstwa) funkcjonariusze mogą przesłuchać osobę podejrzaną i poinformować ją o treści zarzutów. Jednak zdaniem adwokatów nic nie wskazywało na to, by sytuacja, w której ucierpiała premier, była na tyle paląca, aby zastosować wobec młodego kierowcy nadzwyczajne środki i od razu zawieźć go na komisariat policji.

Nie było obaw, że chłopak ucieknie z miejsca zdarzenia czy będzie próbował utrudniać dochodzenie. Nie był też pod wpływem alkoholu ani środków odurzających, gdyż został pod tym kątem przebadany. Tym bardziej nie było podstaw, by zastosować wobec niego środki zapobiegawcze, czyli np. tymczasowo aresztować. A skoro tak, to nie było powodów do szybkiego zatrzymywania i przesłuchania kierowcy w charakterze podejrzanego jeszcze przed formalnym przedstawieniem mu zarzutów – tłumaczy dr Andrzej Mucha, adwokat w kancelarii prawnej Mucha & Lech, a w przeszłości prokurator. Zaznacza też, że gdyby organy ścigania działały w normalnym trybie, to 21-latek zapewne otrzymałby wezwanie na policję na następny dzień czy nawet kilka dni później. – Co więcej, przesłuchano go niedługo po zdarzeniu, kiedy prawdopodobnie był w szoku, a w takiej sytuacji łatwo powiedzieć coś pochopnie czy zapomnieć coś istotnego – wyjaśnia mec. Paweł Osik z kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy.

2. Czy osoby podejrzewane o spowodowanie wypadku drogowego są zwykle zatrzymywane przez policję, by złożyć zeznania?

Nie. W praktyce policja przyjeżdża na miejsce zdarzenia, zabezpiecza je, dokonuje oględzin, ustala tożsamość kierowców, sprawdza ich stan trzeźwości oraz ustala wstępny przebieg incydentu na podstawie rozmów ze świadkami. Dochodzenie zwykle wszczyna się w kolejnych dniach, kiedy już mniej więcej wiadomo, jakie obrażenia odniosły osoby poszkodowane. Jak podkreślają adwokaci, zasadniczo przy zwykłych wypadkach drogowych nikogo się nie zatrzymuje (zwłaszcza że w zdarzeniu z udziałem premier nikt nie zginął ani nie poniósł bardzo poważnych obrażeń).

3. Czy policja miała prawo przesłuchać kierowcę seicento w charakterze podejrzanego bez udziału jego adwokata?

Formalnie funkcjonariusze dopełnili wymaganych procedur i poinformowali 21-latka o przysługujących mu uprawnieniach (zatrzymany musi potwierdzić, że zapoznał się z odpowiednim pouczeniem). Należą do nich m.in. prawo do odmowy składania wyjaśnień oraz prawo do skorzystania z pomocy wybranego obrońcy. Ale jak podkreślają adwokaci, fakt, że podejrzany złożył swój podpis na pouczeniu, nie oznacza, że rzeczywiście miał świadomość tego, że może zwrócić się o pomoc prawnika.

– Takie pouczenie ma formę listy przepisów skopiowanych z kodeksu postępowania karnego. Nie zawsze są warunki do tego, żeby przeczytać je na spokojnie, ze zrozumieniem, zwłaszcza w sytuacji, kiedy wszystko toczy się bardzo szybko – przekonuje mec. Paweł Osik. Podejrzany może jednak wycofać się ze złożonych zeznań. Wczoraj zresztą to zrobił, nie przyznając się do winy. Wówczas na kolejnych etapach sprawy będzie badane, które są bardziej wiarygodne.

4. Czy na wczesnym etapie postępowania obrońca nie był potrzebny zatrzymanemu kierowcy?

Z relacji adwokata Sebastiana K. mec. Władysława Pocieja wynika, że tak miała twierdzić policja, kiedy jego klient zapytał funkcjonariuszy o możliwość skontaktowania się z prawnikiem. To jednak nieprawda. – Tajemnicą poliszynela jest, że policjanci bardzo często mówią podejrzanym, że wcale obrońca nie jest im potrzebny, że sprawa jest jasna, więc niech lepiej od razu się przyznają, a wtedy szybciej wrócą do domu – przyznaje dr Mucha. Podczas procesu można potem postawić zarzut, że policjant utrudniał dostęp do prawnika, ale jak potwierdzają adwokaci, sądy traktują je sceptycznie, jako linię obrony podejrzanego.

W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podkreśla się, że już od pierwszych chwil trwania postępowania zatrzymany ma prawo do korzystania z pomocy obrońcy.

– Zgodnie ze standardami strasburskimi adwokat powinien być obecny już na pierwszym przesłuchaniu, zwłaszcza jeśli dochodzi do niego w szczególnych okolicznościach. Przemawiałby za tym także młody wiek kierowcy – podkreśla mec. Osik. – Można więc się zastanawiać, czy policja za bardzo się nie pospieszyła. A nie było przecież przeciwskazań, żeby przełożyć przesłuchanie do czasu znalezienia przez zatrzymanego obrońcy – dodaje. Jak pokazuje jego doświadczenie, osoby przesłuchiwane bez wsparcia częściej zachowują się nieracjonalnie i składają pochopne wyjaśnienia.

5. Czy fakty ustalone przez policję i prokuraturę zaraz po wypadku jednoznacznie uzasadniały natychmiastowe przedstawienie zarzutów kierowcy?

Następnego dnia po zdarzeniu rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń poinformował, że 21-latek przyznał się do winy. Ale zdaniem ekspertów w narracji policji i prokuratury jest mnóstwo luk, przez co kwestia tego, kto naprawdę zawinił, pozostaje otwarta. – Po pierwsze, fizycznie nie było możliwe, aby w dniu wypadku zgromadzić większość dowodów. Nie zostało też niezbicie ustalone, czy kierowca mógł w ogóle zobaczyć w lusterku drugi pojazd z kolumny, żeby uniknąć zderzenia; czy kierowca BOR mógł się do niego przyczynić; jakie obrażenia odniosła pani premier itd. Trudno odpowiedzieć na te wszystkie pytania w kilka godzin po wypadku. Cała prędkość działania policji jest więc zadziwiająca – twierdzi dr Mucha. I dodaje, że zwykle w podobnych przypadkach na przedstawienie zarzutów trzeba czekać nawet miesiąc, dwa, a także wystąpić o opinie biegłych.