Panowie policjanci powiadomili nas, że syn został pomylony z osobą poszukiwaną z młodym człowiekiem i spadł z krzesła i nie żyje - mówił w "Faktach po Faktach" na antenie TVN24 ojciec zabitego Igora Stachowiaka, Maciej. Razem z policją przyjechało pogotowie, odmówiliśmy jednak leków, by świadomie myśleć i móc działać - dodał. Policjanci chcieli też, byśmy zidentyfikowali syna. Zapytałem, że skoro został pomylony, to skąd wiecie, że to jest on. Odpowiedzieli, że miał dokumenty - tłumaczył. 

Stwierdził też, że nie zobaczył syna w dniu jego śmierci. Robiono wszystko, byśmy go nie zobaczyli. Mówiono, że trwają czynności - taki był komunikat od pani prokurator - mówił. Wyjaśnił, że ciało syna, mimo że mówiono mu, że najlepiej żeby go nie oglądał, zobaczył dopiero następnego dnia tuż przed sekcją zwłok. Nie wyglądał normalnie. Nie był to upadek z krzesła. Był bardzo mocno pobity. Zrobiłem zdjęcia. Bałem się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan - powiedział. Stwierdził też, że dopiero po spotkaniu z przedstawicielami rządu udało się rodzinie Igora przenieść sprawę do Poznania.

Przyznał, że podczas przesłuchań policjantów, którzy stali nad nim w ubikacji, padały tylko suche przekazy,była zmowa kilku policjantów, którzy mają swoją, wygodną dla nich wersję zdarzeń. Na szczęście obok tych słów są te zdjęcia. Myślę, że oni nie mieli świadomości, że to się nagrało - zauważył.

Teraz Maciej Stachowiak ma nadzieję, że sprawa nabierze tempa. Chodzi o to, żeby dojść do prawdy. Nie rozumiem tych uników. Z materiałów, które mamy ani razu nie widać, że Igor był agresywny. Nie ma też świadków jego agresji - powiedział. Ja niczego nie żądam. Chcę, żeby prawda wyszła na jaw, żeby mój syn został oczyszczony z zarzutów. I żeby ją nagłośnić, żeby każdy młody człowiek czuł się bezpiecznie - zauważył. Trzeba pamiętać, że nie każdy policjant jest zły, jak również że nie każdy młody człowiek jest zły - podsumował.