Jednak nie oznacza to wcale, że właśnie ten oficer będzie kierował ochroną prezydenta przez najbliższe trzy miesiące, czyli do czasu ewentualnego powrotu zawieszonego Krzysztofa Olszowca. "Pan prezydent wybierze nowego tymczasowego szefa swojej ochrony już po powrocie do Polski. Decyzja dotycząca pana Żelazowskiego dotyczy tylko najbliższej podróży zagranicznej Lecha Kaczyńskiego" - oświadcza nam Kownacki. Dodaje, że w tej chwili nie ma już żadnych przeszkód, by ochrona BOR poleciała z prezydentem do Azji.

Jeszcze w czwartek po południu prezydent oświadczył, że w związku z zawieszeniem Krzysztofa Olszowca rezygnuje z ochrony podczas podróży zagranicznej. Zaufany ochroniarz Kaczyńskiego został wysłany na urlop do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności feralnej wizyty w Gruzji. Nieznani do dziś sprawcy strzelali w kierunku prezydentów Polski i Gruzji. W tym czasie oficerowie ochraniający Kaczyńskiego znajdowali się trzysta metrów od prezydenta.

Prokuratura i BOR w wewnętrznym postępowaniu wyjaśniają teraz, czy obecni na miejscu funkcjonariusze i dowodzący nimi Olszowiec dopełnili wszystkich swoich obowiązków. Nadzorujący Biuro Ochrony Rządu minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna zapewnia, że zawieszenie Olszowca to rutynowa procedura związana z tego typu postępowaniem.

Prezydent, tłumacząc swoją niechęć do korzystania z opieki BOR pod nieobecność Olszowca, mówił: "Muszę mieć tych ludzi, którym bezwzględnie ufam".

Najwyraźniej Artur Żelazowski spełnia to kryterium. W ekipie osłaniającej prezydenta pracuje już od kilku lat, jest jednym z najbliższych współpracowników zawieszonego płk. Olszowca. To właśnie on zaproponował prezydentowi nazwisko swojego następcy.