Dziennik.plKraj

Środa, 30 maja 2012

Imieniny: Feliksa, Ferdynanda, Zdzisława

Polski uczeń głodny przez cały dzień

2009-09-03 | Ostatnia aktualizacja: 19:59 | Komentarze: 0 | skomentuj

Wstrząsający raport o niedożywieniu polskich dzieci. Aż 120 tys. najmłodszych obywateli przychodzi do szkoły głodnych, a dla ponad 70 tys. jedynym posiłkiem w ciągu dnia jest obiad ze szkolnej stołówki - wynika z badań międzynarodowej firmy MillwardBrown.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

W wielu rodzinach dzieci żyją o jednej bułce przez cały dzień. Wychodzą z domu bez śniadania i potem jedzą tylko tyle, ile dostaną w szkole, o ile coś w ogóle dostaną” - mówi Ilona Felsman ze świdnickiego Ośrodka Pomocy Społecznej. W rodzinach, którymi się zajmuje, rodzice nie tylko nie gotują swoim dzieciom ciepłych posiłków, ale nie dają im nic do jedzenia. Dlaczego? Bo uważają, że one same sobie jakoś poradzą. ”Takim ludziom nie dajemy pieniędzy, tylko robimy zakupy żywnościowe, aby mieć pewność, że do domu trafi jedzenie. Ale i tak zdarza się, że zamiast nakarmić najmłodszych, oni sprzedają żywność, a pieniądze wydają na własne potrzeby” - mówi Felsman.

>>> Biedne dzieci dożywiano chipsami i gumą

Problem niedożywienia doskonale znają pedagodzy szkolni. ”Znałam maluchy, które nie wiedziały, jak się je zupę. Okazało się, że nigdy w życiu nie dostały takiego posiłku” - opowiada Alicja Przychodni z jednej z podstawówek w Rzeszowie.

Dla wielu polskich uczniów jedynym posiłkiem w ciągu dnia jest ten, który dostają w szkole. Najczęściej jest to szklanka mleka i bułka rozdawane w ramach programu finansowanego przez rząd i Unię Europejską. Część dzieci może również liczyć na dofinansowany przez gminę obiad. Problem w tym, że w wielu szkołach nie ma stołówek, ale nawet gdy są, obiady dostają niekoniecznie ci, którzy najbardziej ich potrzebują. ”Aby dostać dopłatę do szkolnych obiadów, trzeba spełnić bardzo szczegółowe kryteria wyznaczone przez ośrodek pomocy społecznej. A przede wszystkim trzeba się tam pofatygować, czego wielu rodziców nie robi. Z kolei same dzieci wstydzą się powiedzieć, że nie mają co jeść” - mówi Mariusz Wiśniewski, prezes stowarzyszenia ”17-tka” z Rybnika. Do jego placówki wychowawczej przychodzi regularnie około 200 dzieci. Przychodzą tłumnie, bo wiedzą, że nie tylko będą tam mogły ciekawie spędzić czas, ale także się najeść. ”Często zaczynają od pytania: a co dziś będzie do jedzenia? Czy można już brać? I wiedzą, że to, co tu dostaną, musi im wystarczyć do obiadu w szkole następnego dnia” - opowiada Wiśniewski.

czytaj dalej

Klara Klinger
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «