Witkowski zaznaczył, że nie ma województwa, dla którego Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie wydałby ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną. Zaczęliśmy je wydawać już w maju dla dorzecza Odry i zlewni Warty. W czerwcu susza zawitała również na dorzecze Wisły. Na początku była to głównie zlewnia Sanu, ale obecnie tych obszarów jest znacznie więcej - podkreślił. To największa susza od ostatnich pięciu lat. Jest zbliżona do tej, którą mieliśmy w 2015 roku. Przyczyny trzeba szukać głównie w tym, że mamy za małą retencję, za mało wody magazynujemy. Obecnie retencjonujemy niecałe 7 procent tego, co spada na nasz obszar - stwierdził hydrolog.

Reklama

Musimy zdawać sobie sprawę, że zimy są coraz cieplejsze. Gdy były opady śniegu, on topniał na wiosnę, grunt wchłaniał wodę, zasoby się odnawiały. Ostatnia zima była natomiast ciepła, bez śniegu. Padał deszcz, ale deszcz, gdy spada na zmarznięty teren, nie wsiąka, lecz spływa do kanałów, rzek, a z rzeką do Bałtyku. Poziom wód gruntowych już wiosną był dosyć niski, a to one zasilają rzeki, gdy nie ma opadów - wyjaśnił.

"Retencja nie miała prawa się odbudować"

Witkowski tłumaczył, że przez kolejne miesiące przepływy w rzekach malały. Letnie miesiące były upalne, opady były w normie lub poniżej normy, woda parowała wskutek wysokiej temperatury, była silna wegetacja roślin. Retencja nie miała prawa się odbudować - dodał.

Jak zaznaczył, suszę hydrologiczną określa się właśnie na podstawie przepływów - tego, ile wody przepływa przez przekrój poprzeczny rzeki w ciągu danej jednostki czasu, najczęściej na sekundę. Susza jest wtedy, gdy przepływ jest poniżej tzw. NSQ - średniego niskiego przepływu. Hydrolog poinformował, że w piątek taka sytuacja była na 248 z 600 stacji wodowskazowych – to rekordowa liczba w ciągu ostatnich 5 lat.

Na pytanie, kiedy obecna sytuacja się poprawi, Witkowski wskazał, że poprawę mógł przynieść deszczowy weekend. Nie liczyłbym jednak na długotrwałą zmianę. Od środy temperatury znowu będą wyższe. Myślę, że na unormowanie sytuacji trzeba czekać do jesieni - powiedział.

Reklama

Z takimi problemami będziemy borykać się co roku. Jesienią i zimą sytuacja hydrologiczna będzie się stabilizowała, a wiosna i lato będzie okresem suszy hydrologicznej. Gdy z roku na rok to się powtarza, niedobory są coraz większe. Są regiony, gdzie sytuacja jest naprawdę trudna, np. na Kujawach niedobory opadów przez ostatnie pięć lat zsumowały się do jednorocznego opadu. To tak, jakby w ciągu ostatnich pięciu lat był tam rok bez deszczu. Aby sytuacja naprawdę się poprawiła, potrzeba wielu miesięcy z opadami powyżej normy - podkreślił hydrolog.

Co można zrobić?

Zapytany, co my możemy zrobić, odparł: Przede wszystkim powinniśmy oszczędzać wodę. Sposobów oszczędzania wody jest bardzo dużo. Korzystajmy ze zmywarki zamiast myć naczynia w zlewie. Pierzmy pełen wkład pralki. Bierzmy częściej prysznic zamiast kąpieli, a gdy myjemy zęby, wodę nalejmy do kubka, nie płuczmy ust pod bieżącą wodą. Zbierajmy deszczówkę, aby w słoneczne dni podlać nią ogródki. To naprawdę ma znaczenie - powiedział.

Witkowski zwrócił również uwagę, że bardzo dużo wody zużywa przemysł, więc potrzebne są inwestycje i budowa obiegów zamkniętych - tak, aby wykorzystywać tę samą wodę do procesów produkcyjnych. Powinniśmy też starać się zostawiać jak najwięcej terenów zielonych, gdzie woda może wsiąkać i być magazynowana. Słowem - jak najmniej betonu, jak najwięcej zieleni - zaapelował hydrolog.

Według eksperta takie działania będą bardziej skuteczne niż budowanie potężnych zbiorników retencyjnych. Jak zauważył, wielkie projekty wymagają dużo czasu, a my tego czasu nie mamy.

Autorka: Agnieszka Ziemska