Dziennik Gazeta Prawana logo
To tylko legenda, że specjaliści od marketingu politycznego molestują polityków, by fotografowali się z rodzinami. Doświadczenie uczy, że w ostatecznym rozrachunku ocieplanie wizerunku poprzez udział w kampanii rodziny nie ma decydującego znaczenia - mówi Richard Murphy, brytyjski specjalista od marketingu politycznego.


: Zwykło się uważać, że tak. Ale to legenda, że my specjaliści od marketingu politycznego molestujemy polityków, by fotografowali się ze swoimi rodzinami. Doświadczenie uczy, że w ostatecznym rozrachunku ocieplanie wizerunku poprzez udział w kampanii rodziny nie ma decydującego znaczenia. Wyborcy nie kierują się sentymentami w takim stopniu, jak chciałyby tego tabliody i media obrazkowe.


Media oczywiście interesują się rodzinami polityków, chcą pokazywać kandydata od innej, nieszablonowej, ludzkiej strony. Polityczni doradcy starają się kierować tutaj zdrową równowagą: jeżeli kandydat ma efektowną żonę albo ładne dzieci, pokazujemy je. Jeśli nie, trudno. Jest jeszcze jeden ważny aspekt: wprowadzanie do kampanii rodziny musi być szczegółowo przemyślane i autentyczne. Ludzie łatwo wychwytują fałsz. W obecnych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii żony polityków Samantha Cameron czy Sarah Brown odgrywają oczywiście bardzo widoczną rolę. Media ekscytują się ich sukienkami i wypowiedziami. Nie zawsze jednak tak było. Na przykład w czasie kampanii wyborczej Margaret Thatcher, przy których pracowałem, mąż pani premier Sir Denis prawie się nie pojawiał.


Pani Thatcher nie chciała tego i uznaliśmy, że niezbyt pasuje to do wizerunku kandydatki. Należy jednak odróżnić dwie sprawy: Denis Thatcher nie pozował do zdjęć i nie uczestniczył w wyborczych spotkaniach, ale był blisko żony. I wszyscy wiedzieli, że jest dla niej wsparciem. Z kolei żonę bardzo świadomie wprowadził do kampanii lider Partii Pracy Neil Kinnock w wyborach 1992 roku. Było to jednak o tyle uzasadnione, że pani Glenys Kinnock sama była ważnym laburzystowskim politykiem. Podobnie było z Tonym Blairem i jego ambitną żoną Cherie.


W Wielkiej Brytanii jest cały szereg znakomitych parlamentarzystów, którzy nie założyli rodziny, są rozwiedzeni albo owdowiali. Szacunek należy im się tym bardziej, że pracują bez wsparcia ze strony najbliższej rodziny. Kogoś, komu ufasz i możesz zasięgnąć jego rady, bez kalkulowania, czy nie wykorzysta tego przeciwko tobie w politycznej rozgrywce. Być może taką role ma odgrywać przy nim siostrzenica. Zwłaszcza w sytuacji rodzinnej tragedii, która ich spotkała.

*Richard Murphy, brytyjski specjalista od marketingu politycznego, od lat pracuje dla Partii Konserwatywnej, przygotowywał kampanię wyborcze byłych premierów Margaret Thatcher i John Majora

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autora"Rodzina nie da wygranej w wyborach" »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj