Wie pan, co napisał "The Economist", najpopularniejszy tygodnik wśród eurokratów? "Już czas, aby zaakceptować, że traktat lizboński jest martwy.
Unia Europejska może doskonale radzić sobie bez niego".
.
Żeby traktat był ratyfikowany i stał się obowiązującym prawem, musi być zaakceptowany przez wszystkie kraje. Irlandia go odrzuciła.
A kto tak powiedział?
Zasiadam w jednej grupie w Parlamencie Europejskim z rządzącą partią irlandzką i doskonale wiem, co mówią. Że powtórzenie u nich referendum nie daje żadnych gwarancji, że traktat zostanie
przyjęty. Powiem więcej: jest bardzo prawdopodobne, że zostanie odrzucony jeszcze większą przewagą głosów.
Prezydent Kaczyński powiedział jedynie, że król jest nagi. Przyjmuje do wiadomości fakty, których nie chcą przyjąć euroentuzjaści zaślepieni jakąś histerią, która zapanowała po
referendum w Irlandii. To nie Polska stworzyła sytuację kryzysową w Europie. Najpierw zrobiła to Francja, potem Holandia - to trzy lata temu, a teraz Irlandia. Prezydent wyciąga tylko wnioski z
obecnej sytuacji. Dopóki przywódcy Irlandii nie powiedzą wyraźnie, że chcą poddać traktat pod ponowne głosowanie, jest on martwy, a ratyfikacja w innych krajach powinna być zamrożona. Chcę
zadać pytanie tym, którzy namawiają prezydenta do szybkiego złożenia podpisu pod traktatem: czy chcą sytuacji, w której za kilka miesięcy Irlandczycy będą głosować już nie nad
ratyfikacją, ale czy chcą być dalej w Unii Europejskiej?
Nie widzę takiej. Ale jaki inny sposób na przeforsowanie traktatu mają teraz jego zwolennicy? Z jakiej racji Irlandczycy mają być traktowani gorzej niż Francuzi czy Holendrzy?
Ależ owszem. Komisarz Guenther Verheugen czy szef frakcji socjalistów Martin Schulz dokładnie tak powiedzieli.
Ale to jedyny scenariusz rozważany poważnie w Brukseli. Do października wszyscy ratyfikują traktat i wtedy na szczycie Irlandczycy dostaną jasny przekaz: albo ratyfikujecie traktat, albo
wychodzicie z Unii. To po to ma być błyskawiczna ratyfikacja w całej Europie.
Prezydent dba o zasadę jednomyślności w Unii i chce spokojnie przyglądać się rozwojowi wydarzeń.
Ale Niemcy i Czechy czy Szwecja też nie ratyfikowały tego traktatu!
Chyba w Polsce, bo w Europie większą burzę zaraz po referendum w Irlandii wywołał prezydent Klaus, mówiąc o martwym traktacie. Wiele razy widziałem dużo większe zamieszanie niż po słowach
naszego prezydenta.
Prezydent wypowiedział się bardziej oględnie niż tak poczytne wśród eurokratów pisma jak cytowany już przeze mnie "The Economist" czy wydawany w Brukseli "The European Voice". One wprost apelują do przywódców europejskich, by nie tracili kolejnych miesięcy na bezproduktywną dyskusję. A wcześniej wspierały traktat. Naprawdę, mniej kompleksów.
Rozumiem, że Sarkozy liczył na to, że odniesie wielki sukces podczas swojej prezydencji w UE. Ale to nie my zepsuliśmy Francuzom te plany, tylko Irlandia.
A co mamy zrobić? Straszyć Irlandię wykluczeniem z Unii?
Absolutnie nie. Prezydent mówi wyraźnie, że jest gotowy ratyfikować traktat, jeżeli sytuacja polityczna ulegnie zmianie. Zresztą w wielu wypowiedziach był za głębszą integracją europejską
niż przywódcy Niemiec czy Francji. Choćby jeśli chodzi o liberalizację rynku usług. Oczywiście, lepiej by było, gdyby w Irlandii wynik był inny. Ale mleko się rozlało. Mamy inną
sytuację. Czy Lech Kaczyński ma kłamać, że jest dobrze, kiedy jest źle?