Dziennik Gazeta Prawana logo

Wolność puszczana z dymkiem

22 lipca 2008, 01:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kiedy byłem młody - zwierzał się mojej znajomej wiekowy angielski dżentelmen - homoseksualizm uchodził za grzech, a wszyscy palili papierosy. Dziś homoseksualiści demonstrują na ulicach, za to za zapalenie fajki można dostać grzywnę - pisze publicysta DZIENNIKA, Robert Mazurek.

Rozumiem zagubienie starszego pana, ale jeśli wczytałby się on w ostatnie doniesienia prasowe, zdumiałby się jeszcze bardziej. Poprzedzić je muszę pewnym wstępem. Otóż gdy na ideologicznym froncie tradycja walczy z postępem, łatwo przewidzieć zarówno przebieg batalii, jak i jej wynik. Kiedy jednak z postępem walczy postęp, sprawa się komplikuje.

Areną takiej walki stała się ostatnio, a jakże by inaczej, Holandia. Oto narodowy obyczaj popalania marihuany stanął tam w konflikcie z ogólnoeuropejskim trendem zakazywania palenia czegokolwiek poza kukłami Giertycha (zapomniany sport grupek młodzieży w początkach XXI wieku). Coffeeshopy, z których dumna jest Holandia, stanęły przed groźbą bankructwa. Jak donoszą bowiem media, najfajniej jest wymieszać marihuanę z tytoniem i dopiero takiego skręta wypalić, a tego czynić nie można. Bo nielegalny jest tytoń, rzecz jasna.

Mocno kontrowersyjna nikotynowa prohibicja prędzej czy później zawita i do nas, co mnie - mimo setek wątpliwości - cieszy. Owszem, z jednej strony cierpi na tym moje umiłowanie wolności (wolny kraj, niech se palą), ale z drugiej strony cierpią moje płuca. Przeciwnicy palenia podnoszą argumenty ekonomiczne (leczenie raka kosztuje fortunę i nie równoważą jej wpływy z tytoniowej akcyzy), lecz spór toczy się o coś innego, o - jakkolwiek patetycznie by to brzmiało - granice swobód obywatelskich.

Czy mamy prawo szkodzić swojemu zdrowiu, jeśli taki nasz kaprys, czy też państwo może nam tego zabronić? Uprzedzam, że jeśli odpowiemy tak, to z miejsca pojawi się pytanie o legalizację narkotyków, a na to godzą się bez zastanowienia już tylko najskrajniejsi liberałowie.

Pojawiają się więc wolnorynkowe argumenty za utrzymaniem status quo. "Przedsiębiorca, który decyduje się na prowadzenie kawiarni, ma prawo wprowadzić w niej dowolne reguły. Jeśli ma taki kaprys, może zakazać wstępu rudym, osobom poniżej 160 cm wzrostu albo cały lokal może urządzić jako jedną wielką palarnię" - przekonywał z zapałem na łamach "Rzeczpospolitej" Łukasz Warzecha. Czyżby? A jak zareagowałby pan na właściciela knajpy zakazującego wstępu psom i Murzynom? Albo Żydom? Więc jak, "dowolne reguły” czy jednak nie zawsze?

Mnożę wątpliwości, bo je mam. Palacze wspierani przez koncerny tytoniowe nie mają ich za grosz, ale taka postawa nie sprzyja żadnym kompromisom. Na własne życzenie zostaną więc pewnie przez równie fanatycznych postępowców potraktowani jak homoseksualiści 100 lat temu. Zgodnie z zasadą: róbcie sobie to w domu, ale broń Boże na ulicy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj