Dziennik Gazeta Prawana logo

Mięta do ubeka

10 grudnia 2008, 23:47
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Za moich młodych lat bawił dowcip: "Chcesz zwiedzić świat? Wstąp do Armii Czerwonej". Przypomniał mi się on po premierze poświęconego Ryszardowi Kuklińskiemu filmu "Gry wojenne", który pokazuje, że zbawca ojczyzny naszej Wojciech Jaruzelski prosił tuż przed 13 grudnia Sowietów o zbrojną interwencję, gdyby mu się wprowadzenie stanu wojennego nie powiodło - pisze w DZIENNIKU Robert Mazurek.

Czy to zmienia ocenę generała?! - pytają dramatycznie media.

Otóż nie. Nie ma żadnego znaczenia, czy Jaruzelski zabiegał o pomoc Sowietów, czy też nie. Nie ma to znaczenia, bo historyczna rola generała jest i tak dostatecznie znana, a gdyby taka interwencja nastąpiła (nawet i bez zaproszenia, bo Armia Czerwona o wizy nie dbała), to Jaruzelski byłby pierwszym, który stanąłby na granicy z kwiatami i ze łzami w oczach witał ruskie tanki.

Co gorsza jednak, pytanie o działania Jaruzelskiego sprzed ponad ćwierć wieku nie ma też znaczenia dla Polaków. Wielu z nich nie przekonałby nawet znaleziony w moskiewskim archiwum cyrograf podpisany przez generała krwią własną. Jaruzelski był bohaterem i basta. Jakby na potwierdzenie tych słów niedawno odbyło się spotkanie generała w Collegium Civitas - jednej z lepszych prywatnych szkół wyższych. Przyszły tłumy studentów, a Jaruzelski dostał brawa na wejście i owację na zakończenie.

Do tych młodych ludzi zapewne nie trafi żaden argument, bo też im nie o prawdę, a o legendę chodzi. Chcą mitu Wallenroda, chcą tragicznej postaci zmuszonej do współpracy z kagiebistami, którzy zesłali go na Sybir, chcą patrzącego dalekosiężnie męża stanu, który wziął na siebie brud kolaboracji, by naród zostawić nieskalanym. I legenda ta ucieleśnia im się w Jaruzelskim, a jeśli fakty pozostają w sprzeczności z legendą, tym gorzej dla faktów.

"Gry wojenne" pokazują też inny polski żywy mit - Lecha Wałęsę, który cokolwiek niejasno tłumaczy, dlaczego nie uniewinnił płk. Kuklińskiego, perorując we właściwym sobie stylu, że może i był on bohaterem, ale tylko w jednej sytuacji, a w innej już nie. Wywodom Wałęsy towarzyszyła na premierze salwa śmiechu (a wszak na sali była "warszawka", a nie pisowskie zagony), choć mnie raczej nie do śmiechu było. Zaraz przypomniała mi się cała koszmarność prezydentury Wałęsy z jego miętą do dawnych fachowców i niechęcią do podpułkownika Adama Hodysza, który jako oficer SB pomagał gdańskiej opozycji, za co ponad cztery lata spędził w więzieniu. To Wałęsa kazał zwolnić go z funkcji szefa UOP, argumentując, że skoro zdradził raz, to może zdradzić i kolejny.

Obecni apologeci Wałęsy zdają się zupełnie o tym (ale nie tylko o tym) etapie jego życia nie pamiętać. Ale też im także nie o prawdę chodzi, a o mit. Polska potrzebuje legendy - przekonuje dziś premier. Tylko prawda jest ciekawa - mawiał swego czasu Józef Mackiewicz. Ale on już dawno nie żyje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj