Grupa posłów PiS zaproponowała projekt całkowitego zakazu stosowania metody in vitro. Tak skrajny zapis można już łatwo opisać jako typowy dla państwa wyznaniowego - i świadomie używam tak mocnego określenia.

Reklama

czytaj o tym pomyśle

Kościół bowiem kwestionuje in vitro z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na ochronę życia, z której wynika konieczność ochrony zarodków przed zniszczeniem. Tu nie sposób jeszcze mówić o zasadach państwa wyznaniowego. Ochrona życia wypływa wszak także z prawa naturalnego i przyjęcie tego minimum mogłoby stać się podstawą kompromisu. Zakłada je zresztą projekt Jarosława Gowina (PO).

Po drugie natomiast Kościół głosi, że procedura in vitro narusza "godność małżeństwa" i należy przyjąć, że jest to formuła czysto religijna; adresowana nie do wszystkich obywateli, lecz do wyznawców religii katolickiej. Realizacja takiego zastrzeżenia przez prawo stanowione musiałaby rzeczywiście oznaczać całkowity zakaz in vitro, ale należy wątpić, czy takimi zasadami można wiązać ludzi, którzy nie są katolikami. Na takie pytanie odpowiedział przed kilkoma dniami na łamach DZIENNIKA europoseł PiS Konrad Szymański twierdząc, że byłoby to porównywalne z prawnym zakazem cudzołóstwa. Trudno, by nowoczesne społeczeństwa - różnorodne ideowo i pluralistyczne pod każdym względem - akceptowały takie rozwiązania.

Z tego względu pomysł PiS należy uznać za bardzo skrajny i ryzykowny, ale przede wszystkim skazany na porażkę. Sądzę, że pełnego poparcia nie znalazłby nawet w samym PiS. Dlatego rodzą się pytania mniej etyczne, a bardziej polityczne: po co PiSowi taka inicjatywa? Niewątpliwie sama propozycja utwierdza stereotyp PiS jako partii skrajnej i - użyję tego słowa - "rydzykowej", a zatem nie tyle odwołującej się do poglądów ogółu katolików, co do ich najbardziej fundamentalistycznego skrzydła. Jarosław Kaczyński dotąd unikał tego typu projektów, czego dowiódł podczas sporu o wpisanie do konstytucji całkowitego zakazu aborcji. Ciekaw jestem, czy wkrótce po Świętach nie pojawi się sygnał, że prezes PiS powstrzymuje swoich posłów przed realizacją tej inicjatywy?

Ciekawe natomiast, jak taki projekt przełoży się na szanse projektu przygotowanego przez Jarosława Gowina. Ten ostatni jest dużo bardziej wyważony, a jednak też trudny do przyjęcia dla grupy społeczeństwa, która uważa, że in vitro nie należy ograniczać wcale. Na tle skrajnego projektu PiS projekt Gowina jawi się jako arcyumiarkowany - dostał nawet dość mocne wsparcie od niektórych dostojników kościelnych. Jednak przedstawienie skrajnego pomysłu posła Piechy i jego kolegów z PiS może spowodować, że Platforma w obawie przed kojarzeniem się obu inicjatyw w ogóle zrezygnuje z prób uregulowania problemu.

Obawiam się, że zgłaszanie inicjatyw tak radykalnych jak całkowity zakaz in vitro może w ogóle zablokować te prace, co oznaczać będzie utrzymanie status quo - czyli zupełną wolną amerykankę. Tak się niestety często dzieje, że najbardziej skrajne pomysły skutkują własnym przeciwieństwem.