Fatalny przebieg lutowej podróży na Białoruś Javiera Solany dyktator musiał odczytać jako zapowiedź nadspodziewanej tolerancji Europy dla swoich ekscesów. Rozzuchwaliła go zapewne zwłaszcza horrendalna zapowiedź zaproszenia na majowe zebranie Rady Europejskiej, mające inaugurować projekt Partnerstwa Wschodniego. Tym razem Szkoda tylko, że podano nam przy tej okazji jakiś obły i napisany nowomową komunikat. Zwłaszcza bowiem Białorusini mają prawo dokładnie wiedzieć, co wolny świat naprawdę myśli i planuje w sprawie ich kraju.
Jedynym cząstkowym osiągnięciem jest wzrost racjonalności polityki gospodarczej dyktatora, który sprzeciwiając się wprawdzie nadal prywatyzacji, zarządził zarazem wprowadzenie bezdeficytowego budżetu w warunkach ostrego kryzysu. Dzięki temu Białoruś właśnie co uzyskała dobrą opinię MFW i zapowiedź kolejnej transzy zachodniej pomocy. Ale Łukaszenka zręcznie rozbudza nadzieje Zachodu na suwerenną politykę wyłącznie w chwilach zagrożenia wzrostem cen rosyjskiej nafty i gazu.
Ale Pojawiła się nowa taktyka wobec opozycyjnej młodzieży: zatrzymanie, pobicie i karne wcielenie do wojska. Jej ofiarami padli właśnie trzej odważni młodzi ludzie: Zmicier Fedoruk, Iwan Szyła i Franek Wiaczorka. Skazaną na 2,5 roku robót Janę Polakową bezpieka doprowadziła do samobójczej śmierci. Fiasko w dziedzinie praw człowieka niestety najbardziej obciąża Polskę. Po pierwsze, bo w głosie białoruskiej opozycji słychać szczególne rozczarowanie polską polityką, na którą przecież zawsze najbardziej tam liczono. A po drugie - bo Polska nie potrafiła zapobiec kolejnej fali szykan wobec Związku Polaków na Białorusi, a zarazem błędy polskiego MSZ zachwiały zaufaniem tamtejszych Polaków do polityki Rzeczypospolitej. Pani prezes Andżelika Borys jest znów gościem warszawskich pałaców, ale - jak alarmował w piątek w sejmie poseł Adam Lipiński - dyplomacja ma i tym razem zamiar zdystansowania się wobec prześladowanych Polaków, wysyłając na ich zagrożony rozbiciem przez milicję zjazd jakichś trzeciorzędnych urzędników.
Nawiasem mówiąc, w polskiej praktyce politycznej nachalna propaganda wyparła wszelkie rzeczowe informacje o kierunku realnej polityki. Można go więc tylko rekonstruować po niektórych zewnętrznych przejawach. Fakt, że ostatnio posłano do Mińska z wizytą kompletnie niewrażliwego na kwestie praw człowieka wicepremiera Pawlaka, zaś szefowi policji Matejukowi w ostatniej chwili premier zdążył zabronić świętowania w Mińsku dnia milicjanta z tamtejszym naczelnym stupajką Naumowem - pokazuje dobitnie atmosferę panującą w administracji.
Milicyjne szykany i próby uniemożliwienia zjazdu Związku Polaków są gwoździem do trumny takiej polityki, przynajmniej wobec Mińska.