Bez ekscytacji oglądam proces potwora stulecia, jakim jest 73-letni dziś Josef Fritzl.
Proces ten wywołuje u mnie dojmujący ból, który rozpoczynając się na powrót we mnie wywołał. Bo tak naprawdę, to Czy będą sobie w stanie poradzić z tym ciężarem, żyjąc ze świadomością, kim jest ich rzeczywisty ojciec i owocem jakiego związku sami są? Czy będą w stanie założyć kiedykolwiek własne rodziny i ustrzec je przed patologią? Skąd mają czerpać wzorce normalnego życia rodzinnego? W którym pokoleniu zniknie piekący ból swojego pochodzenia? Tym się przejmuję i to przemawia o wiele silniej do mojej wyobraźni niż zastanawianie się nad tym, co czeka psychopatycznego starca stojącego nad grobem. Zresztą
Choć podobnie jak w Austrii wyrok byłby z góry przesądzony.