Nie rozumiem, jak zaproszenie do filharmonii może kogokolwiek obrażać. Absurdalnie brzmią oskarżenia środowisk gejowskich, że Kancelarią Prezydenta kierowały stereotypy i złe intencje. To tak, jakby melomanów dzieliły głównie sprawy łóżkowe. Gdyby mnie dla przykładu kancelaria głowy jakiegoś państwa zaprosiła na wielką imprezę, to czułbym się zaszczycony. Ale co ma orientacja seksualna do muzyki Beethovena? Proszę wybaczyć, nie widzę związku.
>>> Biedroń: Prezydent zapraszający gejów to żenada
>>> Raczek: To Biedroń myśli stereotypowo
Ciekawe, co by się stało, gdyby takie zaproszenie w ogóle się nie pojawiło. Pewnie za chwilę słuchalibyśmy oburzonych przedstawicieli jakichś tam środowisk, że prezydent RP kogoś zlekceważył. Mnie to wygląda na szukanie pretekstu, by znów bezkarnie obrzucać błotem ludzi, którzy nie ulegają homofobicznemu szaleństwu.
W takiej atmosferze każde zaproszenie byłoby złe. Każdy spektakl, koncert czy jakakolwiek inna artystyczna formuła byłaby rozbierana na czynniki pierwsze, by doszukać się antygejowskich akcentów.
Moje poglądy są jasne. Jestem przeciwny promowaniu gejów, jednak gest prezydenta był bardzo w porządku. Zaproszenie to grzeczna, sympatyczna formuła, która powinna zostać przyjęta z satysfakcją. Prezydent zachował się elegancko.
Mimo to głowa państwa nie ma żadnego obowiązku spotykać się z gejowską parą. Skandalem byłoby teraz wywierać presję na Lecha Kaczyńskiego, by jednak ich przyjął. Obowiązki głowy państwa wynikają z racji stanu. W tym przypadku nie ma o niej mowy.
Homoseksualiści pewnie oczekiwaliby, żeby prezydent ich przeprosił. To ja pytam: dlaczego? Ci ludzie i tak bez najmniejszych oporów upublicznili swój wizerunek wcześniej, sami wydali zgodę, by pokazywać ich twarze. Bądźmy więc poważni!