Nie jest żadną obrazą majestatu, że gejowskie małżeństwo Brendan Fay i Tom Moulton dostało z kancelarii prezydenta zaproszenie na Festiwal Beethovenowski. Znam tych ludzi dobrze i wiem, że nie poczuli się urażeni. Z kolei minister Ewa Ziomecka, którą również poznałem osobiście, jest osobą niezwykle kulturalną. Jestem pewien, że nie miała ukrytych złych zamiarów.

Natomiast byłoby miło, gdyby podczas festiwalu panowie mieli okazję spotkać się z Elżbietą Penderecką, organizatorką tej imprezy i prezydentową Kaczyńską. Idealnie, gdyby festiwal został potraktowany jako impreza towarzysząca podstawowemu celowi wizyty - czyli spotkaniu z prezydentem.

>>> Biedroń: Prezydent zapraszający gejów to żenada

Nie rozumiem reakcji Roberta Biedronia. Festiwal to wielka impreza, z której powinniśmy być dumni. Jestem zdziwiony jego sugestią, że wysłanie zaproszenia może być w ogóle przejawem stereotypowego myślenia. Jak w jego głowie mogła zrodzić się myśl, że posądzenie geja o gustowanie w muzyce symfonicznej czy poważnej jest czymś złym? Dla mnie to wyłącznie powód do dumy.

Jako człowiek kultury jestem poruszony potraktowaniem zamiłowania do muzyki poważnej i samego zaproszenia jako czegoś obraźliwego. To żaden stereotyp, że geje lubią muzykę klasyczną. Oczywiście, często tak się się zdarza. Ale wynika to jedynie z faktu, że są bardziej zainteresowani kulturą niż środowiska heteroseksualne. Zresztą byłoby genialnie, gdyby geje rzeczywiście świetnie znali się na muzyce symfonicznej, a nie tylko chodzili do opery dla wizualnych efektów.

Sam bardzo często chodzę do filharmonii i z moich własnych obserwacji jasno wynika, że większość słuchaczy to heteroseksualiści. Nie ma w tym nic dziwnego. Takie są proporcje w naszym społeczeństwie: heteroseksualistów jest więcej.

Zaproszenie to miły gest ze strony Kancelarii Prezydenta, ale niewystarczający. Wiem, że Brendon i Tom byliby bardzo szczęśliwi, mogąc uczestniczyć w festiwalu. Ale czy przyjadą? Trudno powiedzieć. Ci ludzie mają swoją pracę, Tom jest chirurgiem, musiałby się specjalnie zwalniać. Nie wiem, czy wyłącznie ze względu na koncert chciałoby mu się jechać przez pół świata.

Podstawowym celem ich wizyty w Polsce miałoby być spotkanie z prezydentem. A gdyby przy okazji mogli pójść na koncert, poznać panią prezydentową i Elżbietę Penderecką, byłoby miło. Byłby to sygnał dla innych, że polskie środowisko kulturalne jest otwarte. I że nie jesteśmy zamkniętym, homofobicznym krajem. Brendonowi i Tomowi chodzi przede wszystkim o możliwość wyjaśnienia, dlaczego wykorzystano ich wizerunek podczas kampanii prezydenckiej. W rozmowie nie ma w końcu nic uwłaczającego.