Nie jest żadną obrazą majestatu, że gejowskie małżeństwo Brendan Fay i Tom Moulton dostało z kancelarii prezydenta zaproszenie na Festiwal Beethovenowski. Z kolei minister Ewa Ziomecka, którą również poznałem osobiście, jest osobą niezwykle kulturalną. Jestem pewien, że nie miała ukrytych złych zamiarów.
Natomiast byłoby miło, gdyby podczas festiwalu panowie mieli okazję spotkać się z Elżbietą Penderecką, organizatorką tej imprezy i prezydentową Kaczyńską. Idealnie, gdyby festiwal został potraktowany jako impreza towarzysząca podstawowemu celowi wizyty - czyli spotkaniu z prezydentem.
>>> Biedroń: Prezydent zapraszający gejów to żenada
Festiwal to wielka impreza, z której powinniśmy być dumni. Jestem zdziwiony jego sugestią, że wysłanie zaproszenia może być w ogóle przejawem stereotypowego myślenia. J Dla mnie to wyłącznie powód do dumy.
Jako człowiek kultury jestem poruszony potraktowaniem zamiłowania do muzyki poważnej i samego zaproszenia jako czegoś obraźliwego. Oczywiście, często tak się się zdarza. Ale wynika to jedynie z faktu, że są bardziej zainteresowani kulturą niż środowiska heteroseksualne. Zresztą byłoby genialnie, gdyby geje rzeczywiście świetnie znali się na muzyce symfonicznej, a nie tylko chodzili do opery dla wizualnych efektów.
Nie ma w tym nic dziwnego. Takie są proporcje w naszym społeczeństwie: heteroseksualistów jest więcej.
Zaproszenie to miły gest ze strony Kancelarii Prezydenta, ale niewystarczający. Ci ludzie mają swoją pracę, Tom jest chirurgiem, musiałby się specjalnie zwalniać. Nie wiem, czy wyłącznie ze względu na koncert chciałoby mu się jechać przez pół świata.
A gdyby przy okazji mogli pójść na koncert, poznać panią prezydentową i Elżbietę Penderecką, byłoby miło. Brendonowi i Tomowi chodzi przede wszystkim o możliwość wyjaśnienia, dlaczego wykorzystano ich wizerunek podczas kampanii prezydenckiej.