Kiedy teraz pojawia się informacja, nawet nieautoryzowana, to ruch jest po stronie prokuratury. I to już nie rejonowej, tylko krajowej.
Są tu dwie sprawy. Po pierwsze świadek mówi, że kampania była jednak finansowana nielegalnie. A po drugie ten sam świadek mówi, że sprawie ukręcono łeb ze względu na niejasne powiązania prokuratury z Palikotem.
Dariusza Piątka miałem okazję poznać, kiedy obaj startowaliśmy w 2004 r. w wyborach do parlamentu z Lublina. On był też kandydatem, z trzeciego miejsca. On jest sportowcem motorowym, był jednym z pierwszych Plaków w rajdzie Dakar. W Lublinie wszyscy go znają. W polityce też ma zawsze bardzo dobre wyniki, bo ludzie go kochają.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że prokuratura zaraz wygłosi oświadczenie: my w sprawie Palikota nie byliśmy w stanie nic wskórać, ale człowiek, który fizycznie według świadków łamał prawo, nadal objęty jest postępowaniem.
Tu może zadziałała nieco wyobrażnia lokalnego polityka, który zwykle wiele sobie wyobraża.
Na miejscu ministra Czumy natychmiast poprosiłbym o wszystkie materiały z postępowania prokuratorskiego w Lublinie. Chodzi i o samego Janusza Palikota, i o finansowania jego kampanii. Poprosiłbym o dokumenty pana Łątki, który nadal nie został oczyszczony z zarzutów.
Gdyby się za nim chował, to w ten sposób przyznałby się do winy. Palikot jest jednak inteligentny i wie, że takie zagranie byłoby dla niego niebezpieczne. Ciekawe jest jednak to, co mówi Piątek: Palikot nie chciał ścigać się o tytuł prezydenta Lublina, bo ponoć bardzo potrzebna była mu ochrona, jaką daje immunitet.