Zamiast modernizacji lewicy nastąpiła jedynie modernizacja PR-u. Konwencja rozpoczynająca kampanię SLD przed wyborami do europarlamentu pokazała, że największa partia polskiej lewicy ma własne baloniki, ale nie ma pomysłu na przełamanie prawicowego monopolu na rządzenie Polską.
To zaskakujące, że
osobowości tak barwne, jak Miller, Oleksy, Kwaśniewski, wychowały młode pokolenie kompletnie bezbarwne i całkowicie pozbawione zdolności porozumiewania się z wyborcami. Dzisiejszy Sojusz jest
cieniem nie tylko w sondażach, ale także cieniem wizerunkowym, a nawet programowym.
Kiedy Tusk swego czasu obiecywał Polakom drugą Irlandię, odwoływał się – on i jego PR-owcy – do dość powszechnych polskich
tęsknot i marzeń za normalnością, rozwojem i osobistym sukcesem, na co najlepszym dowodem były setki tysięcy młodych Polaków wyjeżdżających wówczas do Irlandii i Wielkiej Brytanii. Kiedy
Napieralski obiecuje nam drugą Hiszpanię, rozmawia sam ze sobą. Cyzeluje lewicowy żargon, ale tym żargonem prawie nikt dziś w Polsce nie mówi. Dlaczego zwolnieni z pracy stoczniowcy, w
ogromnej części zasłuchani w Radio Maryja i zapatrzeni w antymisiakowe spoty Prawa i Sprawiedliwości, mieliby się entuzjazmować obyczajową rewoltą hiszpańskich socjalistów? Dlaczego
górnicze związki zawodowe walczące z zarządami spółek węglowych o to, kto w czasach kryzysu będzie miał zamrożone pensje, a kto dostanie podwyżki i premie, miałyby się fascynować walką
hiszpańskich socjalistów o podstawowe prawa wielkich małp?
i to nawet na łamach „El Pais” czy „Liberation”. Wynika ona z tradycyjnego podziału hiszpańskiego społeczeństwa, trwającego co najmniej od czasów wojny domowej i zacementowanego przez pół wieku dyktatury Franco. Tymczasem nasza „republika” została przyniesiona na sowieckich bagnetach, a faszystowskiego reżimu, z którym kolaboracja skompromitowałaby prawicę i Kościół, a walka nadałaby wiarygodność polskiej lewicy, nie mieliśmy nigdy. Tak więc podpieranie się przez Napieralskiego Hiszpanią to pomysł zupełnie kosmiczny.
Właściwie tylko jedno Napieralskiemu ciągle się udaje, ale też wcale nie wiadomo, czy to jego zasługa, czy raczej zasługa wiernej pamięci kilku procent polskich wyborców o Leszku Millerze, Aleksandrze Kwaśniewskim czy Józefie Oleksym. Trumna z SLD przygniotła Borowskiego, przygniecie i Rosatiego. Nawet jeśli barwne, a czasami wręcz charyzmatyczne postaci liberalnej lewicy na listach Rosatiego – Izabella Sierakowska, Magdalena Środa, Józef Pinior, Krzysztof Martens – mogą odebrać nieco głosów urzędniczym kandydatom Sojuszu, to Rosati do europarlamentu nie wejdzie i nie przetrwa jako ośrodek organizacji polskiej lewicy. Miota się chaotycznie i bez sensu.
Zatem tylko energią własnej na lewicy bezalternatywności Napieralski i SLD dziś jeszcze w ogóle żyją. Nawet jeśli konwencje organizują fatalne, a Polakom w czasach kryzysu zamiast o społecznej sprawiedliwości mówią o Zapatero.