: Radość, jak się wielu ludziom udzieliła z wyniku referendum, ma też swoją drugą stronę. Mianowicie taką, że jest to wyraz dalszego upadku poczucia praworządności. Jeżeli są organa państwa, które stawiają poważne zarzuty, a daje się je unicestwić wolą obywateli, którzy nie wiemy z jakich pobudek tak a nie inaczej się wypowiadali, to powstaje ogromne zagrożenie dla wypełniania przez państwo misji sprawiedliwości. I to sprawiedliwości jednakiej dla wszystkich obywateli. Mówię przy całej sympatii i pozytywnym oddźwięku dla Karnowskiego. Rozmawiałem z nim niedawno w Toruniu i nie mam powodów, by mu nie wierzyć. Ale jednocześnie nie mogę się pogodzić z sytuacją, kiedy jedne instytucje państwa oskarżają kogoś o korupcję, a poprzez referendum ludzie de facto obwinianego oczyszczają bez udziału sytemu sprawiedliwości.
Ależ tak. I w podobny sposób uwalniać dostojników różnego stopnia, działaczy samorządowych, burmistrzów, prezydentów miast, od wyroków sądowych. Od odbywania kary podjętej w majestacie
prawa przez sąd. Nie dość, że praworządność w Polsce już i tak jest wystarczająco wątła, aby rozpaczać nad jej słabością, to przepisy, dające możliwość unieważnienia
prokuratorskich zarzutów w powszechnym głosowaniu mieszkańców, wprowadzają element destrukcji państwa. Opinie obywateli nie mogą zastępować procedur państwa, a co więcej nawet, wypierać
je bądź unieważniać.
Na pewno zawieszenie w jakichkolwiek czynnościach urzędniczych do czasu wyjaśnienia sprawy przez sąd. To jest to minimum, jakie winno być spełnione. Nie ma przecież żadnych rygorów, że
Karnowski musi trwać na swoim stanowisku. Prawda?
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i odpowiedzieć: - Otóż, nic to nie znaczy. Po prostu nic.
* Józef Oleksy, były premier, SLD