Tym bardziej, że dotyczy to prezydenta kraju, którego żołnierze w liczbie kilkunastu tysięcy walczyli o wyzwolenie Francji spod okupacji niemieckiej. Braku tego zaproszenia nie wiązałbym jednak z pewnym wizerunkowym kryzysem jaki od kilku lat przechodzi Polska. Tym bardziej, że taki afront spotkał również Monarchię Brytyjską i również królowa nie otrzymała oficjalnego zaproszenia na te uroczystości.
Francuzi tłumaczą to lokalnym charakterem obchodów. Nie wiem jak brak zaproszeń dla swoich dawnych wyzwolicieli tłumaczy sam francuski prezydent, ale sytuacja wydaje się być z pogranicza śmieszności i groteski.
. Wydaje się , że nawet najtwardsze postulaty powinny być wyrażane w języku, który na tych salonach obowiązuje. Tymczasem od 4 lat zaczęliśmy być postrzegani jako jeden z głównych rozrabiających w Europie. Tak prezydent jak również były premier Jarosław Kaczyński obrażali się jak dzieci, na byle gest, który w najmniejszym stopniu nie był poważną obraza dla polskich władz i jego przedstawicieli.
Przyjęcie bardziej eleganckiego tonu i próba załatwienia drażliwych kwestii w białych rękawiczkach nie ma nic wspólnego z tym, co zarzuca dziś rządowi prezes Kaczyński, a więc uległością, czy służalczością wobec krajów silniejszych, bogatszych lub mających więcej do powiedzenia w strukturach europejskich. To jest kwestia stylu i smaku w jakim się uprawia politykę.
Do tego dochodzi potwierdzanie stereotypowych opinii o kłótliwych Polakach, z krajowego podwórka. Jak się widzi taki brak zgody, to nic dziwnego, że na paryskich, londyńskich, czy brukselskich salonach fobie i dąsy o które od dawna nas się podejrzewa znajdują kolejne potwierdzenia. Straciliśmy coś, co jeszcze kilka lat temu było wielką wartością polskiej polityki.
Po wejściu do UE i NATO zgubiliśmy zdolność do jednoczenia wokół wielkich wyzwań. Od kampanii 2005 roku, z winy PiSu ,zostały rozkopane wszystkie możliwe różnice.