Brak zaproszenia głowy naszego państwa na obchody 65 rocznicy lądowaniu wojsk alianckich w Normandii może zdumiewać. Tym bardziej, że dotyczy to prezydenta kraju, którego żołnierze w liczbie kilkunastu tysięcy walczyli o wyzwolenie Francji spod okupacji niemieckiej. Braku tego zaproszenia nie wiązałbym jednak z pewnym wizerunkowym kryzysem jaki od kilku lat przechodzi Polska. Tym bardziej, że taki afront spotkał również Monarchię Brytyjską i również królowa nie otrzymała oficjalnego zaproszenia na te uroczystości.

Z pewnością takie zachowanie jest zastanawiające i nie wiem, co prócz fatalnej atmosfery i psucia stosunków między francuzami i polakami, chce przez to osiągnąć prezydent Nikolas Sarkozy. Francuzi tłumaczą to lokalnym charakterem obchodów. Nie wiem jak brak zaproszeń dla swoich dawnych wyzwolicieli tłumaczy sam francuski prezydent, ale sytuacja wydaje się być z pogranicza śmieszności i groteski.

To, że braku zaproszenia dla prezydenta Kaczyńskiego nie wiążę z wizerunkowymi problemami naszego państwa, nie oznacza, że taki problem nie istnieje. Narodził się kiedy prezydent i rządy PiSu wkraczały na europejskie salony. Wydaje się , że nawet najtwardsze postulaty powinny być wyrażane w języku, który na tych salonach obowiązuje. Tymczasem od 4 lat zaczęliśmy być postrzegani jako jeden z głównych rozrabiających w Europie. Tak prezydent jak również były premier Jarosław Kaczyński obrażali się jak dzieci, na byle gest, który w najmniejszym stopniu nie był poważną obraza dla polskich władz i jego przedstawicieli. Dziś mamy więc przyprawioną gębę nadętych awanturników, nadwrażliwych i nie mających dystansu do samych siebie. I to jest obiektywny fakt na zmianę którego przyjdzie polskim politykom pracować jeszcze bardzo długo.

Przyjęcie bardziej eleganckiego tonu i próba załatwienia drażliwych kwestii w białych rękawiczkach nie ma nic wspólnego z tym, co zarzuca dziś rządowi prezes Kaczyński, a więc uległością, czy służalczością wobec krajów silniejszych, bogatszych lub mających więcej do powiedzenia w strukturach europejskich. To jest kwestia stylu i smaku w jakim się uprawia politykę. Nie wszystko czego się w europejskiej polityce domagamy musi być przecież zrealizowane. Pojęcie negocjacji, ustępstwa, kompromisu i oddania pola, dla dużej części polityków poprzedniej ekipy było pojęciem całkowicie obcym.

Do tego dochodzi potwierdzanie stereotypowych opinii o kłótliwych Polakach, z krajowego podwórka. W 20 rocznicę wyborów czerwcowych premier i prezydent uprawiają "mijankę". Każda okazja jest dobra, by zademonstrować jak bardzo różnią się w spojrzeniu na najnowszą historię. Jak się widzi taki brak zgody, to nic dziwnego, że na paryskich, londyńskich, czy brukselskich salonach fobie i dąsy o które od dawna nas się podejrzewa znajdują kolejne potwierdzenia. Straciliśmy coś, co jeszcze kilka lat temu było wielką wartością polskiej polityki.

Po wejściu do UE i NATO zgubiliśmy zdolność do jednoczenia wokół wielkich wyzwań. Od kampanii 2005 roku, z winy PiSu ,zostały rozkopane wszystkie możliwe różnice. Do dziś spory i rozbieżności są podsycane i wyjątkowo podkreślane. Nic więc dziwnego, że kiedy mamy wielkie święto 20 lat od wolnych wyborów, politycy zamiast zastanowić się nad przyszłością wykorzystują wielką rocznicę by topić się w pyskówkach.