PAULINA NOWOSIELSKA: PO zapowiadała, że swoim wynikiem wyborczym dwukrotnie przebije wynik PiS. I co?
JANUSZ LEWANDOWSKI*: Szczęśliwie nie pamiętam takiej obietnicy. Ja widzę, że Platforma odniosła podwójny sukces. Bo po pierwsze wzięliśmy połowę mandatów. A po drugie zwiększyliśmy dystans do opozycji, mimo że od dwóch lat jesteśmy partią rządzącą.

Reklama

Joachim Brudziński z PiS podsumował, że zakończyliście kampanię na poziomie świńskiego chlewu i co to za legitymacja dla rządu, skoro frekwencja była tak niska.
Ja za to pamiętam, jak na początku kampanii zapraszaliśmy do debat. I PiS tych debat bardzo unikało. Przyjęło taktykę podgryzania z boku. Nie zauważyło, że wchodzi w sojusz z torysami angielskimi, czyli głównymi przeciwnikami wspólnej polityki rolnej, a wielkimi zwolennikami renacjonalizacji, co jest szkodliwe dla polskich interesów. Stąd właśnie wziął się ten plakat PO.

A potem politycy zastanawiają się, dlaczego ludzie nie poszli głosować...
To nie tak. Paradoks Polaków polega na tym, że jesteśmy z Unii zadowoleni, ale na wybory niechętnie chodzimy. Fakt, kampania tego nie zmieniła. Bo edukacji było w niej tyle, co kot napłakał. A i sama polityka ludziom zbrzydła. Sam w taksówce nasłuchałem się o waszych, czyli polityków, kłótniach, które nas, czyli przeciętnych Polaków, nie obchodzą.

Dlaczego w kampanii poległy „jedynki” PO? Marian Krzaklewski i Lena Kolarska-Bobińska?
Bo tzw. desant ma zawsze utrudnione zadanie. Krzaklewski – z Pomorza na Podkarpacie. Kolarska-Bobińska – z Warszawy do Lublina.

Czyli oni byli i tak do odstrzału?
Nie do końca. Z nimi mogło się zakończyć tak jak z Danutą Huebner, której nazwisko i rozpoznawalność przełożyły się na popularność w całej Polsce. Dla Krzaklewskiego pierwsze sondaże były dobre. Wiem, co ci ludzie czuli, bo ja też byłem takim spadochroniarzem z KLD na początku polskiej demokracji. W 1993 r. bez sensu zostałem wysłany do Poznania, gdzie konkurowałem z szefową swojego rządu Hanną Suchocką.

Region krakowski Platformy też nie poparł.
Wybrał styl polityczny Ziobry. Czyli nadużywanie aparatów władzy. Dziwi mnie to, ale co poradzę? NIsko oceniam zdolność Ziobry do odnalezienia się w strukturach unijnych. W ogóle mglisto widzę unijną przyszłość wybrańców z PiS.

A tych z PO?
Nasi ludzie już samym nazwiskiem działają dobrze na wyobraźnię swoich europejskich kolegów. Chociażby Buzek, Saryusz-Wolski, Huebner, Thun.

Pani Thun przegrała z kretesem rywalizację właśnie ze Zbigniewem Ziobro.
Tak, tych ludzi dzieli przepaść. Pan Ziobro nigdy nie będzie w stanie osiągać takich sukcesów w Europie co Róża Thun. Nie wiem, po co on tam jedzie.

Kampania unijna była poligonem doświadczalnym dla kampanii prezydenckiej?
Oczywiście, że tak. Za chwilę będziemy bić się w kraju.

I jest z czego wyciągać wnioski?
Zawsze. Owszem, świńskie tyłki pasują do wcześniejszych świńskich ryjów. Ale to równanie w dół. Polacy nie za to lubią Platformę. Musimy wyraźnie odróżniać się od agresywnego stylu braci Kaczyńskich.

PiS swój europejski wynik też uznało za sukces. Są tu więc w ogóle jacyś przegrani?
To smutny sukces, zważywszy, że na prawo od nich nie ma już nic. Ściana. PiS wykonało destrukcyjną misję. Ten mandat to suma elektoratu LPR, Samoobrony i PiS z 2004 roku. A to akurat średni powód do dumy, bo to głosy najbardziej sfrustrowanej części naszego społeczeństwa ustawionej bokiem do Unii.

Czy PO czekają teraz jakieś przetasowania?
Nie. Za to PiS czeka trzęsienie ziemi. Jestem bardzo ciekaw, jak zamierzają swój czas między Brukselą a Warszawą rozkładać panowie Kurski, Ziobro, Cymański. Mam dla nich koleżeńską radę: takie szycie będzie błyskawicznie zauważone. Jak nie w kraju, to na pewno za granicą.