Dziennik Gazeta Prawana logo

Reforma pójdzie prosto do kosza

16 czerwca 2009, 14:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
Wściekli studenci, niezadowoleni wykładowcy, zamieszanie na uczelniach, zerowe oszczędności - to najbardziej prawdopodobny skutek reformy planowanej przez minister nauki Barbarę Kudrycką - pisze Piotr Gursztyn.

Pani minister pod szczytnymi hasłami oszczędności i zapewnienia sprawiedliwego dostępu do studiów zapowiada wprowadzenie surowej reguły: student państwowej uczelni będzie mógł wybrać tylko jeden kierunek studiów za darmo. .

Na pierwszy rzut oka wygląda to przyzwoicie. Są rzeczywiście rekordziści skaczący z wydziału na wydział. Rzeczywiście może być tak, że to zjawisko blokuje miejsce innym studentom, którzy dziś z tego powodu muszą korzystać z płatnych studiów.

Studenci z płatnych kierunków z niej nie skorzystają. Dziś zakaz Kudryckiej objąłby zaledwie dziesiątą część studentów na bezpłatnych kierunkach. A ona sama jednocześnie twierdzi, że 10 proc. najzdolniejszych będzie mogło za darmo studiować na dwóch kierunkach.

Na dodatek minister, która wywołuje kolejny konflikt. Przypomnijmy próbę kontroli na Jagiellonce i wcześniej kontrowersyjny projekt zniesienia habilitacji. To jednak sztuka wywołać aż tyle konfliktów, kierując tak spokojnym niepolitycznym resortem. Nie udało się to żadnemu z poprzedników minister Kudryckiej.

A swoją drogą, wielkim problemem polskiego kształcenia akademickiego jest zamknięcie przytłaczającej większości studentów w wąskich ramach ich specjalizacji. Powinni być pieszczeni ci, którzy znaleźli dość siły i zdolności, by poznać inne dziedziny. Powtórzmy – to tylko 10 proc. studentów dziennych na uczelniach państwowych. Poznawanie dwóch, trzech dziedzin to integralna część zachodniej tradycji akademickiej.

Ostatnio garść najlepszych uniwersytetów próbowała dać studentom szansę na poszerzenie horyzontów. Powstały tzw. MISH, czyli Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne. Szybko okazało się, że to miejsca elitarne, a ich absolwenci zaczynają już znaczyć w polskim życiu publicznym.

Minister prawdopodobnie zrezygnuje z niepopularnych planów. Kolejny już raz – tak jak z Jagiellonką i habilitacjami. Znów prace resortu – prowadzone za publiczne pieniądze – pójdą do kosza. To w ministerstwie, nie na uczelniach, trzeba szukać oszczędności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj