Wszystko wskazuje, że arogancki Berlusconi przegra Mario Mauro. Buzek obejmie najmniejsze z trzech prestiżowych unijnych stanowisk, określonych w traktacie lizbońskim. Jeśli sprawy pójdą zgodnie z oczekiwaniami, będzie towarzyszem Anglika Blaira - jako potężnego przewodniczącego Rady i roztropnego, ale ostrożnego Portugalczyka Barroso - szefa Komisji. Czyj to będzie sukces? Po pierwsze samego Buzka, po drugie Tuska, po trzecie Polski, po czwarte Niemiec, po piąte Nowej Europy.
Buzek był słabym premierem, bo w czasach zamętu w których przyszło mu rządzić, nie miał ani wewnętrznej woli władzy, ani wizji polityki. Nie mając woli ani zdania usiłował jednak godzić, jednać, organizować spotkania.
Buzek jest fachowcem od łagodnego przewodniczenia burzliwym zgromadzeniom, jeszcze od czasu pamiętnego Zjazdu w "Oliwii" w 1981 r.
Tusk zdobędzie kluczowy dowód skuteczności swej krytykowanej europejskiej polityki. Łatwo przewidzieć, że przez następnych kilka miesięcy byle jaki działacz PO będzie Buzkiem zamykać gębę swemu oponentowi z PiS w każdej debacie o polityce zagranicznej. W rytuale wewnętrznej waśni jest to propagandowy punkt dla Tuska, bo tylko rozstrzygnięcia prestiżowe mają tutaj znaczenie: pozwalają bowiem przyciągnąć uwagę i podziw gawiedzi. Co najważniejsze, z perspektywy polskiego państwowego interesu, przewodnictwo Buzka wino wykazać się efektywnością najmocniej w II połowie 2011 r., gdy Polska będzie forsować swoje propozycje jako przewodnicząca Unii. Niestety mało prawdopodobne, aby coś ważnego udało się zdziałać na Wschodzie, ale być może Buzek wraz z komisarzem Lewandowskim mogliby pchnąć nieco naprzód liberalizację i ujednolicenie europejskich rynków, oraz budowę europejskiej wspólnoty energetycznej. Można raczej przypuszczać, że Buzek nie dostanie europejskiego zawrotu głowy i będzie w tym czasie lojalnym pomocnikiem polskiego rządu.
I Inaczej nie ma szans. Sikorski przegrał w NATO, bo Merkel w sprawie bezpieczeństwa wolała się umówić z Francją, a dziś w sprawie mniej istotnej ignoruje partnerów z zachodu i południa. Przez chwilę możemy zobaczyć tę pożądaną przez nas twarz polityki niemieckiej, widzącej własny interes we wspieraniu aspiracji Polski, Czech, Ukrainy. Wikła to oczywiście Buzka w Europie w niezręczną lojalność wobec niemieckiej chadecji i jej polityki. Ale nie ma innej niż niemiecka ścieżka dla Polaków w instytucjach międzynarodowych. To, jak zręcznie Buzek zaśpiewa polską piosenkę do niemieckiej muzyki będzie prawdziwą miarą jego politycznego talentu.