Dziennik Gazeta Prawana logo

Paszport dla hipopotama

22 czerwca 2009, 13:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Pewna misjonarka nie mogła wrócić do kraju (brak paszportu) ani zostać w Burundi (brak wizy). W końcu dokument się znalazł. Jeden z urzędników podłożył go pod nogę od biurka. Bo mu się gibała - pisze Robert Mazurek.

Najpierw przyglądałem się nieufnie, jak tubylcy myli się w Tanganice jakieś kilka metrów od stadka dorodnych hipopotamów, ale potem do nich dołączyłem. To znaczy do tubylców, choć ze względu na wyporność trzeba by mnie raczej wziąć za hipopotama.

Do Burundi mam stosunek życzliwy. Wszystko wydaje mi się tu być utrzymane w ciepłym, pure nonsensowym klimacie, co nie znaczy, że jest tam bajkowo. Skutki tego to tysiące sierot, dzieci ulicy, którymi opiekują się misjonarze i organizacje charytatywne. Ze szczerego pola zwanego, nie wiedzieć czemu, Międzynarodowym Portem Lotniczym w Bujumburze startują głównie samoloty ONZ z pomocą żywnościową. Turystów można policzyć na palcach obu rąk. To wszystko szczera prawda, skąd więc ten pure nonsens?

Ano stąd, że nawet ślad dawnego oblężenia stolicy przybrał dziś formę groteskową. Zamykanie polega na tym, że wraz ze zmierzchem panowie w niebieskich drelichach (notabene dawni partyzanci przemianowani na Police Nationale) stają po obu stronach ulicy na rogatkach Bujumbury ze sznurkiem w ręku. I nie wpuszczają aż do rana.

A za to w sobotę nie wypuszczą, nawet rano, bo to dzień przeznaczony na „subbotniki”. Młodzież nie wie, co to jest? Czyny te przeklinają głównie urzędnicy, bo też oni są z udziału w nich rozliczani. Żeby jednak osłodzić im życie, prezydent, sam niedoszły nauczyciel WF-u, ogłosił dzień sportu. Bo trzeba państwu wiedzieć, że prezydent uwielbia piłkę (skąd my to znamy?). Kazał nawet wyremontować stadion, a jego ulubiona drużyna, ilekroć przyjdzie na mecz, zawsze wygrywa. To się nazywa siła dopingu! Głowa burundyjskiego państwa kocha piłkę nie tylko biernie, ale i czynnie. I miłością tą próbuje zarazić poddanych. A spróbowałby nie!

Dlatego przedłużenie wizy o dwa dni zajmuje zwykle dwa dni. To i tak lepiej niż w przypadku pewnej włoskiej zakonnicy, której wiza się kończyła, a ministerstwo nie mogło znaleźć jej paszportu. Burundi to jedyne znane mi miejsce, gdzie człowiek może kąpać się razem z hipopotamami. Najpierw przyglądałem się nieufnie, jak tubylcy myli się w Tanganice jakieś kilka metrów od stadka dorodnych hipopotamów, ale potem do nich dołączyłem. To znaczy do tubylców, choć ze względu na wyporność trzeba by mnie raczej wziąć za hipopotama.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj