To fakt. Współczesne pole bitwy jest dla nich zbyt nowoczesne. Tu potrzeba obeznanych ze sprzętem zawodowców na wieloletnich kontraktach. – bo w pełni zawodowa, czyli profesjonalnie wyszkolona, będzie dopiero za parę lat –
Załóżmy, że proces przechodzenia na zawodowstwo przebiegnie perfekcyjnie i powstanie naprawdę dobre wojsko. W krajach położonych na kontynentach, a nie wyspach, armia jest jednak tylko pierwszą linią obrony. Osłania kraj, by zebrał i uruchomił rezerwy, które będą nękać najeźdźcę. Tak zorganizowana jest obrona Szwajcarii, podobne założenia mają Hiszpania i państwa bałtyckie.
W debacie o profesjonalizacji armii zapomniano o powszechnej obronie. Pobór dawał na nią choć cień nadziei. Teraz druga linia ewentualnej wojny ziałaby pustką. Zachowanie poboru byłoby złym pomysłem, bo szkolenie poborowych odbiegało od wojskowych standardów. Dobrze by się jednak stało, gdyby rozwojowi armii zawodowej towarzyszył rozwój obrony terytorialnej. Mielibyśmy wtedy pewność, że po przełamaniu linii zawodowców ewentualny wróg miałby do czynienia z może niezbyt fachowo wyszkoloną, ale zdeterminowaną armią wolnych mężczyzn broniących swojej ziemi.