Dziennik Gazeta Prawana logo

"Koty" i "Dziadki" odchodzą z armii

24 czerwca 2009, 08:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Koty" i "Dziadki" odchodzą z armii
Inne
Równo po 90 latach polska armia żegna się z poborowymi i przechodzi na pełne zawodowstwo - ostatni żołnierze poborowi od wtorku zaczęli wychodzić do cywila. Wraz z nimi do historii przechodzi budowana latami subkultura, która zasłynęła brutalną falą oraz podziałem na „koty” i „dziadków”.

Żołnierze z ostatniego poboru opuszczają koszary dwa miesiące przed terminem. Szef MON Bogdan Klich zdecydował bowiem, że j. Z tej możliwości skorzysta 12 tys. żołnierzy, ale nieco ponad trzy tysiące postanowiło zostać w armii do samego końca. Dlaczego? Dzięki temu nabędą prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Część chce też zostać żołnierzami zawodowymi.

Paweł, który służył w 16. Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu, z ulgą wychodzi do cywila. Ostatnie trzy miesiące praktycznie nic nie robiłem, siedziałem w koszarach i chodziłem na wartę" – mówi nam były już żołnierz.

Tak właśnie kończy się historia poboru w wojsku polskim. Pierwszy przeprowadzono już w rok po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości, w 1919 r. wcielono niemal 200 tys. młodych mężczyzn. Od tamtej pory aż do 1989 r. służba trwała dwa lata (w Marynarce Wojennej trzy), ale potem systematycznie ją skracano: ostatni raz w 2005 r. do zaledwie dziewięciu miesięcy.

Ten, kto po II wojnie światowej trafił do armii, musiał się zmierzyć z legendarną falą, czyli nieformalną hierarchią panującą wśród żołnierzy. "Mechanizm był taki: starsi żołnierze, którzy odsłużyli większą część służby, mieli trzymać w ryzach i zagospodarowywać czas młodszym rocznikom" – wyjaśnia dr Robert Wyszyński z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Jednak , byle w koszarach panował spokój" – dodaje.

Ostatni przypadek wydarzył się zaledwie dwa lata temu – w Lublinie próbował się zabić na przepustce żołnierz z poboru. W ostatniej chwili został uratowany. Miał przy sobie list, w którym opisał, co przeszedł w koszarach: zmuszano go m.in. do biegów w masce przeciwgazowej i pompek do utraty sił. Fala miała swój własny słownik: młodzi żołnierze byli nazywani „kotami”, a starzy – „dziadkami”, a także rytuały, jak „obcinanie ogona” kotom, lub zwyczaje, np. „dziadki” mieli przywilej nosić luźno zapięte pasy wojskowe. Wychodzących do cywila rezerwistów można było z kolei rozpoznać po barwnych chustach z wielkimi pomponami z nazwami jednostek, w których służyli.

Brutalność fali wynikała z tego, że do koszar trafiali w przeważającej większości mężczyźni z wykształceniem podstawowym i zawodowym, bo studentów pobór nie obejmował. Ale ci ostatni i tak tworzyli organizacje pacyfistyczne protestujące przeciw armii poborowej – najliczniejszą była Wolność i Pokój, w której obok Jana Rokity działał nawet obecny szef MON Bogdan Klich.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj