trzeba tylko wzmóc dyscyplinę, zakończyć publiczną krytykę i ukarać krytykantów. Ruki po szwam.
Dla osłody coś miłego o kobietach się powie, np. że na prezydenta mogłaby któraś zakandydować. Mówienie niewiele kosztuje. Do tego parę pomysłów drugiej świeżości, np. że można by zorganizować okrągły stół lewicy, i pointa o tym, że Polacy już nie mają wątpliwości, kto jest prawdziwą lewicą. I w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku można się rozjechać do domów.
Uff, to wszystko już było. Nie zmienia się język, nie zmienia się wiara w jedynie słuszną linię. Szkoda tylko tego ogromnego potencjału. Stare przedwojenne sztandary tkwią gdzieś zakurzone w szafach. A publiczność słucha Joanny Senyszyn kłócącej się ze Stefanem Niesiołowskim i pryncypialnie krytykującej Andrzeja Szejnę, który ośmielił się głośno zaatakować przywódców. I ta publiczność ze znudzeniem odwraca wzrok. Nic dziwnego, że wyborcy woleliby, żeby na czele SLD znów stanął Aleksander Kwaśniewski. On przynajmniej kojarzy się z sukcesami całej formacji. Czy udałoby mu się jednak do nich powrócić? Raczej nie.
Bo
Może więc tak ma być? To na pewno znakomicie ułatwiłoby radzenie sobie z kryzysem kosztem najbiedniejszych, pozwoliłoby na rozluźnienie kodeksu pracy według instrukcji od pracodawców i wreszcie rozwiązało ostatecznie kwestie krnąbrnych lokatorów, którzy nie płacą czynszu. Ale przecież SLD takimi lewicowymi głupstwami się nie zajmuje i teraz. Może więc nie ma co płakać, że tak to wszystko wygląda. Kiedy będzie lepiej? – pytali słuchacze Radia Erewań. – Już było – odpowiadało radio.