Kupcy z warszawskiego KDT mają pecha, że wybrali sobie nieodpowiedniego przeciwnika i zły czas. Gdyby tłukli się dwa lata temu z pisowską władzą, to cieszyliby się takim samym uwielbieniem jak pielęgniarki z „białego miasteczka”.

Reklama

Kupcy więc mogą tylko pomarzyć o odwiedzinach Jolanty Kwaśniewskiej, Krystyny Jandy, Eweliny Flinty czy zrobionym z własnej inicjatywy plakacie Andrzeja Pągowskiego. Pielęgniarki z białego miasteczka to wszystko miały. Łącznie z kanapkami i herbatą od prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Widzimy dziś prawdziwy festiwal hipokryzji i kabotyństwa, w którym aktorzy pozamieniali się miejscami. Dwa lata temu Mariusz Błaszczak, jako szef kancelarii premiera, protestował przeciw nielegalnemu zgromadzeniu pielęgniarek. Dziś wspiera kupców, którzy zajmują halę wbrew wyrokowi sądowemu. Wtedy Seweryn Blumsztajn pisał rzewne komentarze, że „Warszawa będzie brzydsza bez namiotów w Alejach Ujazdowskich naprzeciwko siedziby premiera. Protest pielęgniarek przywołał najpiękniejsze wspomnienia naszej związkowej i ludzkiej solidarności”. A dziś ten więzień PRL, który osobiście poznał, czym są milicyjne pałki, pisze: „Kupcy zapracowali sobie na dzisiejsze siniaki, a pomogli im jak zwykle politycy”.

Dodajmy, ci źli politycy, bo z PiS. Wsparcie Pawła Piskorskiego było mniej eksponowane, by nie zakłócać czystej osi sporu – władze miasta (bez partyjnego szyldu) kontra podjudzani przez PiS kupcy i kibole. Wprawdzie do białego miasteczka pielgrzymowały wielkie rzesze polityków (łącznie z Gronkiewicz-Waltz), ale widać są protesty słuszne i niesłuszne. I wtedy niektóre media całymi artykułami odnotowywały kolejne omdlenia pielęgniarek (wystarczy sprawdzić prasowe archiwa), ale dziś brak im empatii dla poparzonych gazem oczu kobiet z KDT. Zaś szczytem manipulacji jest fotografia z trzeciej strony „Wyborczej”, gdzie widać jakąś panią z kamieniem w jednej ręce i butelką piwa w drugiej. Zapewne przypadkowo dobrane.

Nie tylko „GW” bez żadnego niuansu wzięła stronę Hanny Gronkiewicz-Waltz. Podobnie „Rzeczpospolita” i „Fakt”. Zdawałoby się więc, że prezydent stolicy nie straci społecznego poparcia. Zwłaszcza, że prawny spór między ratuszem a kupcami jest tak zawikłany, że jego ocenę wiele osób wyrabia sobie według wspomnianej już sztancy partyjnych sympatii.

Jest jednak dodatkowa okoliczność. To, co pokazywały wszystkie telewizje. Dramatyczne zdjęcia, bite kobiety, ludzie z zakraplanymi oczami. Z drugiej strony rzucających kamieniami wulgarnych chuliganów i szaleńców wykrzykujących antysemickie okrzyki. Mimo wszystko to nie były dobre obrazy dla Gronkiewicz-Waltz – nomen omen gospodarza stolicy.

Nie przypadkiem przez cały dzień nie wypowiedział się ani jeden polityk PO. Choć jeszcze dzień wcześniej obecni w telewizjach byli m.in. Stefan Niesiołowski i Andrzej Halicki. Na cały dzień zostawili Gronkiewicz-Waltz samą sobie. To zapewne z jednej strony asekuracja, z drugiej plan, by nie wiązać wtorkowych rozruchów z szyldem partii. Według wielu głosów dzięki temu nie ucierpi popularność PO.

Ale proszę wyobrazić sobie scenę: zebranie władz partii, Gronkiewicz-Waltz też tam jest jako wiceprzewodnicząca PO. I wszyscy jej klaszczą, a Tusk i Schetyna krzyczą: – Haniu, jesteś boska! Doskonale to rozegrałaś! Dziękujemy ci!

Taka scena jest jednak absurdem. Na zewnątrz prezydent stolicy będzie broniona przez swoich, wewnątrz jest już całkiem pogrążona. A czy opozycja – PiS lub Piskorski (o lewicy nie wspominam, bo zajęła tu niejednoznaczne stanowisko) – na tym skorzysta? Coś tam im przybędzie, choć nie jest to Stalingrad Platformy, jak twierdził jeden z posłów opozycji.