W krajach, które nie mają ani potencjału, ani tradycji, ani pomysłu na demokrację wielopartyjną, elektorat dzieli się według kryteriów estetycznych. Tak jak podzielił się we Włoszech Berlusconiego (na tych, którzy samczy, zwierzęcy magnetyzm lidera włoskiej prawicy pociąga i na tych, którym wydaje się on odrażający) czy we Francji Sarko (tam rozstrzygający jest stosunek do Carli Bruni, a jej erotyczne zdjęcia i filmy wykradzione z domu jednego z jej byłych partnerów wkrórce ukażą się zapewne w angielskich tabloidach i życie polityczne nad Sekwaną jeszcze bardziej ożywią).

>>> Miecznicka: Z Olejniczaka zrobiła się fajna dżaga

Tak samo elektorat i elity podzieliły się w Polsce, która w ciągu 350 lat – od czasów saskich do roku 1989 – demokrację partyjną miała od 1918 do 1926 roku, po czym na wniosek Piłsudskiego Polacy ją gremialnie i bez żalu „olali”. Może większość naszych przodków nawet nie zauważyła różnicy. W dzisiejszej Polsce elektorat dzieli się na „wnuków i babcie”, na tych, którym się powiodło lub chcą żeby im się powiodło (głosowanie na PO ma charakter statusowy zarówno w wymiarze realnym jak też magicznym) oraz na sfrustrowanych. Sfrustrowanych nie tylko z ekonomicznych, ale także z ideologicznych, religijnych, kulturowych, obyczajowych, estetycznych powodów.

Tak jak szczęśliwi lub szczęścia pragnący zawsze kończą w PO, tak samo sfrustrowani zawsze kończą w PiS-ie. Ryszard Legutko ma dom z basenem w pięknym podkrakowskim pejzażu, jednak jest sfrustrowany śmiertelnie, uważa się bowiem za więźnia w ponurym świecie liberalizmu, w którym ludzkimi mózgami rządzi wokalistka Madonna (polecam świetny, fascynujący w swej przewidywalności wywiad Pawła Paliwody z profesorem w „Nowym Państwie”, dostępny także w Internecie, wystarczy go wygooglować), a ludzkimi ciałami rządzi Donald Tusk. To wystarczy jako powód partyjnego zaangażowania, bo żadnych innych powodów profesor Ryszard Legutko już od lat nie przedstawia. Nie tylko w wywiadach udzielanych Paliwodzie, ale nawet w swoich własnych tekstach.

>>> Czarnecki szydzi z pośladków Olejniczaka

Lewica nie jest w tym skończonym, całościowym i pięknym pejzażu do niczego potrzebna. Dowodem na to jest Wojciech Olejniczak. Po rozbieranej sesji dla tygodnika „Wprost” zafascynowała się nim Joanna Mucha (posłanka PO) i Joanna Senyszyn (posłanka SLD). Jednak Joanna Senyszyn, choćby nawet wiła się u nóg Olejniczaka, jest dla niego estetyczną kulą u nogi, podczas gdy zerkająca na niego ukradkiem, ale z fascynacją Joanna Mucha jest dla niego wielką estetyczną szansą. Na opuszczenie niszy „skrzywdzonych i poniżonych” – przez historię albo przez naturę – i na wkroczenie w szeroki i wartki nurt nowego życia. W świecie ludzi sukcesu, w świecie Platformy Obywatelskiej, Olejniczak pomiędzy Danutą Huebner a Jerzym Buzkiem byłby częścią „naszych złotek”, „drużyny marzeń”, „dream teamu”. W SLD zawsze będzie groteskowy. Facet z potencjałem do NBA grzejący ławkę rezerwowych w drużynie ligii okręgowej. Obok kolegów, którzy grają w tej drużynie, bo muszą – z powodu rozmaitych ułomności albo, zwyczajnie, podeszłego wieku.

W moim własnym mózgu kąśliwa ironia walczy o przewagę z autentyczną asertywnością. Bo rzeczywiście Olejniczaka lubię. I to nie z powodu, dla którego lubi go Joanna Mucha, czyli nie z powodu owłosionej klaty. Ale dlatego, że w pewnym momencie był szansą na wyjście SLD z niszy postkomunistycznej polityki historycznej. Ale cóż, partia wybrała inaczej. I dzisiaj rzeczywiście Danuta Huebner, Jerzy Buzek, a w przyszłości Wojciech Olejniczak jako silna narodowa frakcja w najsilniejszej frakcji europarlamentu - Europejskiej Partii Ludowej – to byłby faktyczny zysk dla każdego z nas. Polityki polskiej nie mamy, weźmy chociaż udział – grupowo czy pojedynczo – w sensownej polityce europejskiej. A dla samego Olejniczaka zysk byłby podwójny. Po pierwsze, uczestnictwo w jakiejś racjonalnej i realnej polityce, na co pomiędzy Napieralskim a Oleksym nie ma żadnych szans. A po drugie, jawne zerwanie z estetyką Joanny Senyszyn czy Anny Fotygi. Estetyką bez przyszłości, estetyką klęski, potwierdzającą wszystkie najfatalniejsze dla Polaków negatywne stereotypy.
________________________________________________

POPRZEDNI KOMENTARZ CEZAREGO MICHALSKIEGO:
>>> Berlusconi może więcej niż Marcinkiewicz