PiOTR GURSZTYN: To fajne uczucie przebrać się za Larę Croft?
Joanna Mucha*: W ogóle tego z początku nie odebrałam jako przebranie za Larę Croft. Dopiero po fakcie dotarło do mnie, że to Lara Croft. Pomysł z mundurem był mój, dlatego, że mieliśmy znaleźć ilustrację pokazującą silną kobietę. Wprawdzie nie przewidziałam fryzury, którą mi zmieniono, ale muszę powiedzieć, że czułam się dobrze w mundurze. Nie czułam się jakbym była przebrana, tylko naturalnie.

>>> Kurski: Jestem jak Doda Żydzi i seks!

Mundur znaczy silna kobieta, tak?
Tak. Taka była intencja.

A sesja była bolesnym przeżyciem, czy wielką frajdą?
Nie znoszę być fotografowana, więc jednak się namęczyłam.

Nikt z partii nie potępił? Nikt nie powiedział: Joanno Mucho, nie idź drogą Wojciecha Olejniczaka?
Jeszcze nie. Ale zobaczymy.

Jakoś wśród młodych, dobrze prezentujących polityków pojawił się nowy trend: Olejniczak z gołą klatką, Jacek Kurski z aktorką, teraz pani.
Zawsze mówiłam i będę powtarzała, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy muszą mieć trochę dystansu do siebie. Poza tym wcześniej inni politycy fotografowali się w różnych konwencjach. Janusz Palikot przebrał się w strój barokowy, Julia Pitera w strój szeryfa. Ja to przedsięwzięcie potraktowałam jako ilustrację do wywiadu. Chciałam pokazać, że mam poczucie humoru i dystans do siebie. Nie odbieram tego, że jest to jakiś negatywny trend.

Rodzina nie nakrzyczała za to na panią?
Wręcz przeciwnie. Mój mąż powiedział, że to bardzo fajne zdjęcia, że fajnie jest, że ma dystans, że potrafię sama z siebie się pośmiać.

Może mąż powiesi zdjęcia na ścianie? Ładne passe-partout i będzie miła pamiątka.
Nie planowaliśmy tego.

A teraz już śmiertelnie poważnie. Pani jest doktorem ekonomii i wykładowcą akademickim. Kiedyś sama pani się skarżyła, że jest szufladkowana tylko przez pryzmat wyglądu zewnętrznego i urody a nie osiągnięć. A tymi zdjęciami pani sama wzmacnia ten stereotyp.
Dlatego bardzo bałam się wywiadu we "Wprost Light", który rzeczywiście był lekki, lajfstajlowy. Do tej pory unikałam tego typu wywiadów i sesji fotograficznych. Starałam się kontrolować zdjęcia, które mi robiono. Ale na Boga! Po dwóch latach w Sejmie chyba widać mój dorobek parlamentarny.

Też na poważnie: Olejniczak swoją sesję uzasadniał tym, że jak ktoś popatrzy na jego klatkę, to może potem posłucha, co on sam ma do powiedzenia. Pani też tak traktuje?
Nie. Zupełnie nie tak do tego podchodziłam. Powtórzę, że to miała być tylko ilustracja do wywiadu, gdzie miałam być pokazana jako silna kobieta. Trochę to się odmieniło po wystylizowaniu zdjęć na bohaterkę popularnej kreskówki, ale efektem końcowym miało być pokazanie silnej kobiety. Jeśli to się udało, to będzie to dla mnie satysfakcjonujące. Jeśli będzie odebrane w inny sposób, to znaczy, że dałam się wsadzić w nie swoje buty.