Joanna Mucha*: W ogóle tego z początku nie odebrałam jako przebranie za Larę Croft. Dopiero po fakcie dotarło do mnie, że to Lara Croft. Pomysł z mundurem był mój, dlatego, że mieliśmy
znaleźć ilustrację pokazującą silną kobietę. Wprawdzie nie przewidziałam fryzury, którą mi zmieniono, ale muszę powiedzieć, że czułam się dobrze w mundurze. Nie czułam się jakbym
była przebrana, tylko naturalnie.
Tak. Taka była intencja.
Nie znoszę być fotografowana, więc jednak się namęczyłam.
Jeszcze nie. Ale zobaczymy.
Zawsze mówiłam i będę powtarzała, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy muszą mieć trochę dystansu do siebie. Poza tym wcześniej inni politycy fotografowali się w różnych konwencjach.
Janusz Palikot przebrał się w strój barokowy, Julia Pitera w strój szeryfa. Ja to przedsięwzięcie potraktowałam jako ilustrację do wywiadu. Chciałam pokazać, że mam poczucie humoru i
dystans do siebie. Nie odbieram tego, że jest to jakiś negatywny trend.
Wręcz przeciwnie. Mój mąż powiedział, że to bardzo fajne zdjęcia, że fajnie jest, że ma dystans, że potrafię sama z siebie się pośmiać.
Nie planowaliśmy tego.
Dlatego bardzo bałam się wywiadu we "Wprost Light", który rzeczywiście był lekki, lajfstajlowy. Do tej pory unikałam tego typu wywiadów i sesji fotograficznych. Starałam
się kontrolować zdjęcia, które mi robiono. Ale na Boga! Po dwóch latach w Sejmie chyba widać mój dorobek parlamentarny.
?
Nie. Zupełnie nie tak do tego podchodziłam. Powtórzę, że to miała być tylko ilustracja do wywiadu, gdzie miałam być pokazana jako silna kobieta. Trochę to się odmieniło po wystylizowaniu
zdjęć na bohaterkę popularnej kreskówki, ale efektem końcowym miało być pokazanie silnej kobiety. Jeśli to się udało, to będzie to dla mnie satysfakcjonujące. Jeśli będzie odebrane w
inny sposób, to znaczy, że dałam się wsadzić w nie swoje buty.