Przyczynkiem do rozmowy między prowadzącymi "Teraz My" a Wojciechem Olejniczakiem i Michałem Kamińskim była okładka tygodnika "Wprost", na której lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej prezentował odsłonięty tors.

"Rozebrałby się pan?" - pytali dziennikarze Michała Kamińskiego, kandydata PiS do europarlamentu. "Ja? Po co ludzi straszyć?" - odpowiedział ze śmiechem polityk. Ale ochoczo zapewniał, że pływa prawie codziennie. Tak się odpręża po dniu pełnym polityki. "To jest stresująca robota" - mówił Kamiński.

Olejniczak z kolei przyznał, że nie pływa, ale biega. "Przebiegłem dzisiaj rano 10 kilometrów w Lesie Kabackim" - wyznał przed kamerami.

Na te słowa prowadzący program nie zareagowali. Polityk też najwyraźniej nie zauważył, że w Polsce obowiązuje zakaz wstępu do lasów. Za złamanie go grozi 500 złotych mandatu.

Wilgotność ściółki w wielu lasach spadała systematycznie od wielu dni. Pod koniec kwietnia leśnicy alarmowali, że zbliża się do zatrważającego poziomu 10 procent. To mniej więcej tyle, ile ma kartka papieru. Dlatego 30 kwietnia kierownictwo Lasów Państwowych ogłosiło trzeci - największy - stopień zagrożenia pożarowego i wprowadziło zakaz wstępu do lasów.

>>>Zobacz mapę zagrożeń pożarowych w lasach

Nadleśnictwa od samego początku obowiązywania zakazu ustawiały na szlakach turystycznych tabliczki z ostrzeżeniami. Informacje pojawiły się również w lasach miejskich w Warszawie.

Wojciech Olejniczak - nawet jeśli nie wiedział o zakazie - naraził się na mandat w wysokości nawet pół tysiąca złotych. Przed karą jednak mógłby zasłonić się immunitetem poselskim.