AGNIESZKA SOPIŃSKA: Pańska decyzja o rezygnacji z funkcji przewodniczącego Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jest ostateczna?
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI*:
Moje decyzje na ogół są ostateczne. Nawet jeżeli wydają się dziwne w danym momencie, to po latach okazuje się, że są one szanowane. 28 sierpnia pismem skierowanym do minister spraw
zagranicznych Anny Fotygi poinformowałem ją, że podjąłem decyzję o rezygnacji z dniem 1 września z dalszego udziału w Radzie, a tym samym z przewodniczenia jej. Moja decyzja jest logicznie
zrozumiała i nie wymaga łopatologicznego tłumaczenia.
Żadne argumenty nie są w stanie pana przekonać do zmiany zdania?
- Nikt mnie nie przekonywał. Nie podjąłbym takiej decyzji, gdybym widział, że pani minister spraw
zagranicznych nie zgadza się z opinią wyrażoną przez Antoniego Macierewicza. Szefowa MSZ powinna zająć takie stanowisko publicznie. W ten sposób pokazałaby, że jest lojalna wobec
dorobku swoich poprzedników. Moje stanowisko nie ma nic wspólnego z konkretną osobą. Niezależnie od tego, kto byłby ministrem, jego milczenie w sprawie oskarżeń o zdradę
stanu byłych ministrów spraw zagranicznych spowodowałoby właśnie taką moją decyzję.
Pana decyzja jest swoistą demonstracją przeciwko bezkarności Macierewicza? Bardzo cichą i skromną demonstracją. Bo kto się interesuje Radą Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych?
Może 0,0001 procenta wszystkich ludzi w Polsce.
- W ostatnich dniach interesują się nią wszyscy. Media się interesują. Ja tego nie nagłaśniam. Nie ma o czym mówić.
Po prostu 85-letni człowiek rezygnuje z dalszego udziału w pewnej instytucji. I tyle.
Minister z prezydenckiej kancelarii Andrzej Krawczyk zapowiedział, że będzie pana przekonywać do zmiany stanowiska.
- Ale pan minister Krawczyk niczym mi nie zawinił.
Bardzo go szanuję. Był on bardzo dobrym ambasadorem Polski w Czechach, zresztą był nim z mojej inicjatywy. Bardzo wysoko cenię jego działalność na tym stanowisku. Dobrze mu życzę, cieszy
mnie, że i on odnosi się do mnie z sympatią i szacunkiem. Na tym koniec. Jego urząd nie ma nic do tej sprawy.
Premier powinien zdymisjonować Macierewicza?
- Nie jestem zainteresowany udzielaniem rad premierowi, który jest człowiekiem doświadczonym politycznie i o rady mnie nie pyta, nie musi pytać i nawet nie powinien tego robić. Ja nie
jestem doradcą premiera.
*Władysław Bartoszewski, były minister spraw zagranicznych w rządach Józefa Oleksego i Jerzego Buzka