Florent Montaclair, pochodzący z Besancon we wschodniej Francji, został odznaczony Złotym Medalem Filologii w 2016 r. podczas uroczystości, która odbyła się w Zgromadzeniu Narodowym w Paryżu, w której uczestniczyli ministrowie i laureaci Nagrody Nobla.
Jednak jak teraz donoszą francuskie media, nagroda była fikcją, podobnie jak instytucja, która rzekomo ją przyznała, czyli Międzynarodowe Towarzystwo Filologiczne. Obie instytucje zostały prawdopodobnie wymyślone przez Montaclaira, aby podkreślić swoje zasługi akademickie.
Trwa śledztwo ws. wykładowcy
Śledczy z Besancon badają teraz tę sprawę, aby sprawdzić, czy doszło do złamania prawa. Z kolei uniwersytet, na którym Montaclair wykładał przez 20 lat, zawiesił go na czas nieokreślony.
To tak nieprawdopodobna historia, że mogłaby być częścią filmu - powiedział Paul-Edouard Lallois, prokurator prowadzący śledztwo.
Według Lallois, Montaclair rozpoczął swój plan w 2015 r., mniej więcej w tym samym czasie, gdy gazeta w Besançon zamieściła artykuł zatytułowany: "Lokalny mężczyzna na krótkiej liście kandydatów do Nagrody Nobla".
W raporcie podano, że Montaclair pozostał w piątce najlepszych walczących o prestiżową nagrodę międzynarodową. Montaclair powitał w Brukseli znanego amerykańskiego filozofa i językoznawcę, Noama Chomsky'ego, który przyznał mu honorowy złoty medal od Międzynarodowego Towarzystwa.
"Medal przyznał sobie sam"
Złoty medal za filologię jest dziełem pana Florenta Montaclaira, który przyznał go sobie sam za pośrednictwem tego towarzystwa naukowego, które najwyraźniej sam stworzył, oraz tego uniwersytetu, który istnieje tylko w Internecie” - powiedział prokurator.
Cała sprawa wyszła na jaw, gdy Montaclair ogłosił, że kolejnym laureatem nagrody zostanie rumuński filolog Eugen Simion.
Historia ta wywołała sensację w Rumunii, ale sprowokowała również grupę podejrzliwych dziennikarzy do zadawania pytań. Prawda wyszła na jaw dopiero w zeszłym roku, gdy Montaclair miał przewodniczyć dyskusji na temat fałszywych wiadomości, a jego kolega przypomniał sobie, że słyszał te plotki z Rumunii.
Jak podaje gazeta Le Monde, gdy w lutym tego roku policja przeszukała jego dom, Montaclair powiedział im: Przypuszczam, że chodzi o medal. Dodał, że zamówił go u jubilera na krótko przed paryską ceremonią za kwotę 250 euro.
To nie oszustwo. To próba wprowadzenia nowego rozróżnienia w świecie akademickim – próba, która się nie powiodła - miał powiedzieć.
Prokuratura musi teraz zdecydować, czy wymyślenie odznaczeń sztucznie wzmocniło karierę Montaclaira. W przeciwnym razie trudno będzie udowodnić, że dopuścił się przestępstwa. Broniąc się, Montaclair stwierdził, że wymyślenie bezwartościowej nagrody samo w sobie nie jest sprzeczne z prawem i że to lokalne media określiły ją mianem Nobla.