Michaela Pilters
telewizja ZDF
Nie można oczekiwać, że wizyta Benedykta XVI zmieni Niemcy, tak jak pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w 1979 r. odmieniła Polskę. Sytuacja polityczna jest zupełnie inna – to inne czasy i inne kraje. Oczekuję raczej, że zmieni się sytuacja pod względem duszpasterskim. Badania socjologiczne pokazują, że od 2005 roku, to jest od momentu, kiedy Joseph Ratzinger został papieżem, wizerunek Kościoła katolickiego w Niemczech bardzo się poprawił – zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących. Nie oznacza to, że zwiększyło się zaufanie do Kościoła, ono pozostało na tym samym poziomie. O wiele większa jest jednak świadomość, że religia, wiara i Kościół to ważne sprawy i o nich się coraz więcej dyskutuje. To właśnie może zmienić i zmienia Benedykt XVI.
Podczas spotkań z wiernymi w Niemczech papież wzywał rodziców do przekazywania dzieciom wiary, chodzenia do kościoła i częstszej modlitwy. Zwracał się również do księży i biskupów – była to łagodna, ale jednak krytyka ich dotychczasowej postawy. Wszystkich chciał zmotywować do większej wiary. Na razie trudno powiedzieć, czy jego słowa padły na podatny grunt. Owacje dla Benedykta XVI i euforia, jaką wywoływał, mogą okazać się mylące. Myślę jednak, że dla młodych ludzi przykład i słowa papieża mogą stać się bardzo pociągające.
Podczas wizyty Benedykta XVI w Niemczech było widać, jak wielką sprawia mu ona radość. Był to dla niego bardzo osobisty powrót do ojczyzny. Wrócił do Monachium, gdzie pracował jako biskup, do Altötting, gdzie często się modlił, nawiedził grób rodziców; spotykał też wielu znajomych, których pytał o rodziców i dzieci – wszystko to były bardzo emocjonalne i osobiste wydarzenia. Niemców najbardziej zdziwiło to, jak dobrotliwy i ludzki potrafi być niemiecki papież. Do tej pory większość pamiętała go jako bardzo surowego duchownego. Myślę, że w ten sposób Benedykt XVI przekonał do siebie wielu rodaków.
Gernot Facius
dziennik „Die Welt”
Wizyta Benedykta XVI w ojczyźnie z pewnością długo jeszcze będzie oddziaływać na Niemców. Przede wszystkim w Bawarii, gdzie ma on swoje rodzinne i duchowe korzenie. Dawny srogi prefekt Kongregacji ds. Nauki i Wiary przemienił się w przyjaznego, uśmiechającego się Wielkiego Komunikatora. Potrafił oczarować zarówno prostych wierzących, jak i intelektualistów. Dni spędzone w jego ojczyźnie podczas pielgrzymki można porównać do gigantycznego, wesołego ludowego odpustu.
Ludowa religijność, kult maryjny dostały zastrzyk nowej energii. Jednak inaczej niż w czasie podróży papieża Benedykta XVI na Światowy Dzień Młodzieży w roku 2005, nie było teraz widać ogólnonarodowej euforii związanej z Benedetto. Stało się tak z prostego powodu: upłynął już okres ochronny, jaki dawnemu kardynałowi Josephowi Ratzingerowi przyznali nawet jego najostrzejsi krytycy. Papież nie zajął się (jeszcze) zablokowanymi reformami, które rozpoczął Jan Paweł II. Czy jest on tylko błyszczącą fasadą rozpadającego się Kościoła? Nawet wśród wiernych Kościołowi katolików można było usłyszeć to trudne pytanie. O wiele głośniej niż gdzie indziej w zachodniej Europie w Niemczech dyskutuje się o gorących tematach Kościoła katolickiego: celibacie, moralności seksualnej, wykluczeniu kobiet z posługi kapłańskiej, zakazie komunii św. ponownie ożenionych rozwodników, miejsca świeckich w Kościele. Papież w swoich kazaniach nie dał odpowiedzi, które zadowoliłyby sceptyków. Należy mu oddać jednak sprawiedliwość i powiedzieć, że nie mógł tego uczynić, bo wizyta od początku miała bardzo prywatny charakter. Dlatego podróż do Bawarii nie zmieni w znaczącym stopniu niemieckiego katolicyzmu ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym.
Jeśli chodzi o sprawy ekumeniczne, papież koncentruje się raczej na prawosławnych niż na protestantach, co jest bardzo delikatną kwestią w ojczyźnie Marcina Lutra. Zabrakło konkretnych gestów, które świadczyłyby o pracy na rzecz widocznej jedności wszystkich chrześcijan. Mimo to udało się zrobić rzecz istotną: nazwano słabe strony ekumenizmu. Stało się to po obydwu stronach. Pozytywną rzeczą jest również to, że reprezentanci Kościoła ewangelickiego nie obserwowali wizyty papieża z ukrycia, ale otwarcie mówili o swoich protestanckich poglądach.
Wizyta Benedykta XVI w ojczyźnie, zorganizowana z wielkim medialnym rozmachem, była szansą, by przekazać wszystkim chrześcijanom, którzy borykają się z wieloma lękami we współczesnym zlaicyzowanym świecie, że wiara chrześcijańska nie jest czymś wczorajszym. I ta szansa została wykorzystana. Oznacza to, że jednak coś się zmieniło.
Alexander Smoltczyk
tygodnik „Der Spiegel”
Benedykt XVI nie zmieni Niemiec. Kościoły nadal będą pustoszeć. Na pewno to, co mówi swoim rodakom, stanie się tematem dla intelektualistów. Niemiecki papież sam bowiem jest intelektualistą, a nie charyzmatycznym przywódcą jak jego poprzednik. Właśnie to podoba się wielu Niemcom.
Jednak nie będzie on w stanie odświeżyć wiary Niemców, tak jak Jan Paweł II uczynił to w Polsce. Polacy bowiem żyją wiarą na co dzień, natomiast w Niemczech jest ona martwa, rodzice nie przekazują już religii swoim dzieciom. Na mszę w Ratysbonie przybyło znacznie mniej ludzi, niż oczekiwano. Żadne spotkanie z papieżem nie zgromadziło miliona osób. Myślę, że po dwóch miesiącach nie będzie już nawet śladu tej wizyty.
Podczas pielgrzymki w Polsce obserwowaliśmy, jak Polacy z każdym dniem coraz cieplej przyjmują papieża, dlatego w Krakowie mógł się już czuć jak u siebie w domu. Oczywiście podobnie było teraz w jego rodzinnej Bawarii. Na pewno jednak takich miłych sercu odczuć nie miałby na północy Niemiec. Pod względem religii Niemcy wciąż pozostają podzielonym krajem. Dlatego nie jest możliwe, by papież mógł przekonać do siebie Niemców z północy, czyli protestantów. To całkowicie wykluczone.
Również niemieccy politycy nie będą zważali na przesłanie Benedykta XVI. Zresztą nie robili tego także wcześniej. Kanclerz Angela Merkel jest protestantką. Jest też zresztą po rozwodzie, a w przeszłości należała do Niemieckiej Młodzieży Komunistycznej FDJ. Teraz przewodniczy CDU – partii chrześcijańskiej, z pewnością nie będzie jednak kierowała się w swojej polityce słowami papieża. Watykan nie ma żadnej swojej frakcji wśród niemieckich polityków. Dlatego uważam, że wizyta niemieckiego papieża nie odmieni Niemiec.
Wolfgang Thielmann
tygodnik „Rheinischer Merkur”
Benedykt XVI może zmienić Niemcy i myślę, że tego dokona. Dało się to zaobserwować rok temu podczas Światowego Dnia Młodzieży w Kolonii. Już wtedy było widać, że Niemcy, zwłaszcza niemieccy katolicy, są gotowi słuchać papieża – swego rodaka. Ta gotowość jest większa, niż było to za czasów Jana Pawła II.
Dlatego zarówno katolicy, jak i protestanci w Niemczech częściej zastanawiają się teraz nad słowami papieża. Szczególnie duże oczekiwania wobec Benedykta XVI żywią protestanci. W Niemczech obydwa wyznania są jednakowo liczne, więc wszystko, co robi i mówi papież w kwestiach ekumenicznych, jest wyjątkowo ważne. Oznacza to, że zainteresowanie tym papieżem jest w Niemczech znacznie większe.
Jestem przekonany, że Benedykt XVI uzyska nowy, duży wpływ na Niemców. Nie stanie się to nagle, ale już widać, że coś się zmienia. Częściej występuje on w mediach i łatwiej dociera do Niemców – bo mówi przecież po niemiecku. Szuka kontaktu i rozmowy. Pamiętam, jak dwa lata temu przeprowadził słynną dyskusję z jednym z największych niemieckich intelektualistów Jürgenem Habermasem. Podobnie było teraz, kiedy miał wykład na uniwersytecie w Ratyzbonie. Świadczy to o tym, jak bardzo dla papieża ważny jest dialog.
Kościołowi katolickiemu w Niemczech bardzo brakuje księży. Wątpliwe, by ta wizyta papieża sprawiła, że to się szybko zmieni. Na pewno jednak głębsze skutki tej pielgrzymki pojawią się w przyszłości. Już teraz można zauważyć w Niemczech powrót do religii. Zmniejsza się liczba osób występujących z Kościołów. Widać wśród ludzi poszukiwanie wartości, które łączą się z religią. Masowe imprezy organizowane przez Kościół katolicki czy ewangelicki są coraz liczniej odwiedzane. Dlatego wydaje mi się, że papież dotrze do Niemców ze swoim przesłaniem wiary.