Przed laty byłem w Turynie i nie znałem jeszcze tych reguł, a tam co dwie godziny szła demonstracja. Wtedy myślałem, że to się kończy świat. A to po prostu szli ludzie, którzy chcieli coś zademonstrować, chcieli wyrazić swoje poglądy.
Oczywiście dzisiejsze demonstracje w Warszawie to jest zupełnie coś innego, ale to także wyraz naszych praw obywatelskich. Platforma jako pierwsza wymyśliła sobie demonstrację, swój błękitny marsz, i to jeszcze przed tzw. aferą taśmową. Jednak po tych właśnie wydarzeniach ich manifestacja zyskała niespodziewaną, autentyczną reakcję społeczną i obywatelską. Dzięki temu marsz będzie autentyczny i dlatego popieram ich manifestację. Bo tylko ona może wyjść poza propagandę partyjną. W związku z tym, co się ostatnio w Polsce dzieje, mam na myśli także nagonkę na dziennikarzy, ma to ogromne znaczenie. Może służyć przebudzeniu obywateli. Dzięki tej demonstracji ci, którzy nie wyszli na ulice, zobaczą, że powinni stanąć po stronie lepszej przyszłości Polski. Dziś w Polsce się przewartościowuje debata publiczna.
Nacisnąć guzik
Po agonii lewicy nadchodzi agonia części prawicy. Po tym jak Adam Michnik nacisnął czerwony guzik magnetofonu i rozpadła się lewica, teraz po nagraniu pani Beger
rozpada się prawa strona Okrągłego Stołu. I myślę, że jest to proces bardzo korzystny. Jako człowiek niezależny i liberał uważam, że Polska braci Kaczyńskich jest żałosna,
antyeuropejska, staroświecka, wykopaliskowa. Ludziom nie podoba się taka rzeczywistość i dlatego manifestacja Platformy zyskała obywatelskie poparcie. To jest demonstracja przeciwko rządom w
dzisiejszej Polsce. Dlatego niezależnie od tego, czy ludzie popierają Platformę, czy nie, powinni pójść na tę manifestację, bo liczy się wyższa, ponadpartyjna racja.
Oprócz wyrażenia niezadowolenia ta manifestacja ma także inny walor – może obudzić wszystkich ludzi w Polsce przed wyborami. Zobaczą, że mogą obudzić się i pójść do wyborów, żeby kogoś poprzeć. Byłoby idealnie, gdyby po tych wszystkich awanturach i teatrach politycznych do wyborów poszło minimum 60 procent, a nie jak poprzednio 40 procent. Wtedy wybrano by tych, którzy byliby bardziej reprezentatywni dla społeczeństwa. I to byłby pozytywny aspekt tej demonstracji. Zmobilizowałaby ludzi do większego zaangażowania się w życie społeczne. Niech obywatele docenią siłę i wartość kartki wyborczej. Przecież polscy politycy tak się skompromitowali, że trzeba ich wymienić. Trzeba stworzyć pole, żeby inni, młodzi ludzie weszli do polityki, a to pokolenie zeszło ze sceny. Doprowadzić do tego można właśnie demonstracjami i głosowaniem. To elementy demokracji.
Do demonstracji Platformy przekonuje mnie także to, co widzę w gazetach i mediach, że stosunek do PiS w elektoracie staje się horrendalnie negatywny. A to oznacza, że ta demonstracja dotyczy
rzeczywistych ludzi i ich problemów. To jest sygnał, że na ulice ruszą obywatele. I będą mówili: „Nie!”. Skorzystają z okazji, że partia, która jest w opozycji,
organizuje demonstrację i się do niej dołączą. Widać zresztą, jak Platforma w sondażach odbiega od PiS, zdobywając do 34 proc. poparcia. To są symptomy nie tylko niezadowolenia, ale także
pobudzenia obywateli. Chcą w tej sprawie zabrać głos.
Żałosne i sztuczne
Wiadomo, że oni zgłosili zamiar organizowania manifestacji tylko po to, żeby zrobić kontrakcję. Mogli przecież demonstrować tydzień później, ale oni chcą konfrontacji. Muszą mieć wroga, jak bolszewicy. PiS swoim wiecem też się kompromituje. To będzie partyjniacka, głupia przekora. Demonstracje organizowane przez LPR i PiS są tylko potwierdzeniem polskiego zidiocenia politycznego. Ci politycy nie mogą sobie dać rady, nie mają kontaktu ze społeczeństwem i dlatego ratują się, jak mogą. Ich demonstracje to rozpaczliwe, agonalne podrygi, żeby w ogóle zaistnieć. Najgorsze, że to służy głupocie i wygląda jak napinanie muskulatury przed lustrem.
Sobotnie demonstracje okażą się także sprawdzianem, nowym testem poprzez ulicę – zobaczymy, ile tak naprawdę osób na nie przyjdzie. To będzie plebiscyt wizualny, jak społeczeństwo się zachowuje i czy to jest spontaniczne, czy sfingowane. Na pewno będą też przyjeżdżali członkowie Platformy, którzy chcą dać znać o sobie. Przyjdzie także wielu, którzy chcą zademonstrować swój światopogląd.
Warto się też zastanowić, dlaczego w ogóle do tego doszło, że debata publiczna przeniosła się na ulice. Jak widać politycy zupełnie się nie mogą dogadać, wszystko się zaostrza i pole dotychczasowych walk jest za małe, więc rozlało się na ulice. Im jest już za mało teatru w Sejmie, bo on się zbiera tylko raz na dwa tygodnie. To, co się dzieje, należy także wiązać z mentalnością Polaków. W naszej naturze leży to, że się nie możemy dogadać. Istnieje takie porzekadło: „Gdzie jest dwu Polaków, tam są trzy partie”. Mamy tradycje lepsze i gorsze, ale mamy także tradycję warcholstwa, która wyłazi przy takich okazjach. To, że walka wyszła na ulicę, to jest typowy przykład eksalacji procesów politycznych.
Z tego skorzystała Platforma. Do tej pory wszyscy mówili, że to opozycja, której nie widać. Dlatego politycy PO postanowili, że zorganizują demonstrację uliczną. Ludzie szydzili z niej. Jednak po tym, kiedy wyszła sprawa taśm, myśl błękitnego marszu zyskała poważny grunt. Podstawy do manifestacji stały się autentyczne. Tak naprawdę to jest konsekwencja złapania rządzącej partii na tak ohydnym procederze, jaki zobaczyliśmy w nagraniu z taśm poseł Beger. Na całym wiecie w normalnych demokracjach przez takie rzeczy upadały rządy. To jest kompromitacja. W Japonii w takich sytuacjach się robi harakiri. Lata temu w Wielkiej Brytanii ministrowi obrony dowiedziono, że miał kochankę i musiał złożyć urząd. My widzimy, co się dzieje w hotelu poselskim, i co? Nic. Niestety im mniej demokratyczna władza, tym bardziej się władzy trzyma. Panowie Kaczyńscy nie chcą oddać rządów, bowiem już poznali rozkosz sprawowania władzy. Chcą nam urządzić solidne państwo, według własnego uznania. Wobec tego trzeba się otwarcie buntować.
Należy zdać sobie sprawę, że tu chodzi o naszą rzeczywistość, o Polskę, o prawdę. Im szybciej to się przetnie, tym lepiej. Dlatego ja dobrze życzę błękitnemu marszowi. To jest bowiem demonstracja obywatelska przeciwko rządzącej ekipie, która może w końcu poruszy ludzi i doprowadzi do końca rządów PiS.
Kazimierz Kutz, wybitny reżyser filmowy, polityk, senator. Startował z list Unii Wolności, następnie bloku "Senat 2001", obecnie senator niezależny.