Stosunki pomiędzy Białorusią a Rosją nigdy jeszcze nie były tak złe. Niedawno Aleksander Łukaszenka na spotkaniu z setką rosyjskich regionalnych dziennikarzy oskarżył Władimira Putina o chęć wchłonięcia Białorusi, na co według niego nie zdobył się nawet Stalin. Podczas trwającej ponad cztery godziny konferencji prezydent ostrzegł, że zapowiadana przez Gazprom znaczna podwyżka cen gazu doprowadzi do zerwania białorusko-rosyjskich stosunków. Zapowiedział, że zgodzi się na sprzedaż białoruskich rurociągów tylko po cenach rynkowych (Białoruś wycenia koncern wielokrotnie wyżej niż pragnący go kupić rosyjscy nabywcy) i zagroził podwyżkami cen za tranzyt rosyjskich nośników.
Moment został wybrany precyzyjnie – zajęty konfliktem z Gruzją rosyjski prezydent na krytykę odpowiedział dopiero po tygodniu, jednak w sposób niepozostawiający wątpliwości. Na spotkaniu z szefami frakcji parlamentarnych oznajmił, iż sytuacja pomiędzy Moskwą a Mińskiem jest krytyczna i poprosił parlamentarzystów, by jak najszybciej przyjęli ustawę, która umożliwi wprowadzenie „specjalnych sankcji w stosunku do państw nieprzyjaznych Rosji”.
Władimir Putin niejednokrotnie starał się pokazać białoruskiemu koledze, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Wystarczy przypomnieć jego ostre słowa, że trzeba wreszcie skończyć z żerowaniem białoruskiej muchy na rosyjskim kotlecie. W 2003 roku Gazprom na 16 godzin wstrzymał dostawy gazu dla Białorusi. A rok temu przy kancelarii rosyjskiego prezydenta powołano specjalną komisję praw człowieka, w skład której weszli m.in. znani białoruscy obrońcy praw człowieka i działacze społeczni występujący przeciwko dyktaturze białoruskiego „Baćki”.
Z kolei Aleksander Łukaszenka demonstracyjnie przyjaźni się z jawnymi i cichymi politycznymi oponentami Kremla. W Mińsku często goszczą rosyjscy komuniści: mer Moskwy Jurij Łużkow czy
niezadowoleni z obecnej sytuacji generałowie. Oficjalne media białoruskie bez przerwy pokazują czarny obraz rozkradanej i niestabilnej Rosji pogrążonej w konfliktach międzynarodowych i
kryminalnych porachunkach.
Bratnia Białoruś?
Na razie na sojuszu zyskuje przede wszystkim Aleksander Łukaszenka. Dla Rosji związek ten oznacza stałe wydatki oraz problemy wizerunkowe związane z popieraniem mającego fatalną miedzynarodową opinię białoruskiego prezydenta. Dlaczego więc Łukaszenka zachowuje się tak wyzywająco i jak długo Kreml będzie to tolerował?
W rozwiązaniu „białoruskiego problemu” Putinowi skutecznie przeszkadzają warunki wewnętrzne i zewnętrzne. Z ideologicznego punktu widzenia byłoby bardzo trudno wyjaśnić Rosjanom, dlaczego ich prezydent chce usunąć albo przynajmniej pognębić głównego sojusznika Moskwy. Temat zjednoczenia z Białorusią jest na tyle popularny w rosyjskim społeczeństwie, że bez podania przekonujących powodów zrezygnować z tych starań się nie da. Państwowa propaganda rosyjska długo i intensywnie lansowała obraz Putina jednoczyciela ziem oderwanych w fatalnym roku 1991 od „jednej, wielkiej ojczyzny”. Jak można z takim wizerunkiem odtrącać „bratnią Białoruś”? Tym bardziej że Łukaszenka umiał przekonać większość Rosjan, iż dla wzmocnienia przyjaźni dwóch narodów gotów jest oddać ostatnią koszulę.
Nie przypadkiem od dwóch lat co trzy miesiące na zaproszenie białoruskich władz do Mińska przybywają kolejne grupy rosyjskich dziennikarzy. Przyjeżdzają ze wszystkich stron Rosyjskiej Federecji i liczą minimum 50 osób. Ostatnio zaproszono stu przedstawicieli czołowych regionalnych gazet i stacji telewizyjnych. W ten sposób na terytorium rosyjskiego sojusznika Łukaszenka prowadzi skuteczną kampanię propagandową. Nie ma białoruskiego prezydenta w ogólnorosyjskich kanałach telewizyjnych? No to pokażą go media lokalne. W stu gazetach – od Kaliningradu po Władywostok – napiszą, jak czystym miastem jest Mińsk i jak dobrym prezydentem jest Aleksander Łukaszenka, kochający Rosję mimo różnych podłości robionych mu przez zazdrosne otoczenie Putina. A nie zapominajmy o obecnej także w rosyjskich kablowych sieciach satelitarnej telewizji Białoruś Dzisiaj. W ten sposób przestrzeń informacyjna ogromnej Rosji znajduje się pod wpływem małej Białorusi.
W dodatku z politycznego punktu widzenia obecny okres nie jest dla Rosji najlepszym czasem do dawania lekcji Łukaszence. Moskiewskiej kontroli coraz bardziej wymyka się Ukraina. Jeszcze więcej problemów przysparza Kremlowi nieposkromiony prezydent Gruzji. W miejsce rozpadającej się Wspólnoty Niepodległych Państw Rosja stara się zbudować nowe struktury regionalne. Białoruś i Kazachstan pozostają jedynymi względnie pewnymi partnerami gotowymi realizować projekty stworzenia czegoś na terenach byłego ZSRR. Białoruś pod rządami Łukaszenki nie pójdzie na Zachód, natomiast bez Baćki zrobi to niemal na pewno. W tej sytuacji – przy ciągle pojawiających się problemach z „bliską zagranicą” Kreml nie ma ani czasu, ani możliwości budowania długoterminowych strategii wobec Białorusi. Tym bardziej że z czysto technicznego punktu widzenia Putin raczej nie ma co liczyć na wewnętrzną pomoc w walce z „ostatnim dyktatorem Europy”.
Wśród rosyjskich elit nie ma jednomyślności, jeśli idzie o sposoby rozwiązania białoruskiego problemu, brakuje pomysłów na to, jak skutecznie podporządkować sobie Łukaszenkę. Opinia o silnych rosyjskich wpływach na terytorium „młodszego brata” jest mocno przesadzona. Moskwa ciągle nie może znaleźć na Białorusi pewnego sojusznika. Dotychczasowych prorosyjskich opozycyjnych działaczy Kreml pozostawił swemu losowi, a sytucja na Białorusi nie jest na tyle rewolucyjna, aby można było interweniować, stawiając na nowego lidera. Pozycja Łukaszenki ciągle jest na tyle mocna, że zachwiać nią mogą jedynie długotrwałe i cierpliwe działania.
Tymczasem rosyjski aparat władzy nie jest w tej chwili zdolny do takich działań. Kto miałby zająć się kształceniem i promowaniem nowego białoruskiego prezydenta? Pewni siebie, niezbyt uczciwi technolodzy polityczni, którzy poniesili spektakularną porażkę na Ukrainie? A może lepiej dadzą sobie radę oficerowie wywiadu najpierw aresztowani, a teraz wypuszczeni na wolność przez Gruzinów?
Łukaszenka świetnie zna wszystkie słabe punkty rosyjskich władz i potrafi tę wiedzę wykorzystać. Wygląda na to, że przynajmniej na razie prezydent Rosji nie jest w stanie dać mu rady.
Jednak Łukaszenka też ma słabe punkty i jego czas nieuchronnie dobiega końca.
Nienawistna przyjaźń
Rosyjskie władze są pragmatyczne. Mimo demonstracyjnego zideologizowania nie mają specjalnie ambitnych politycznych idei i planów. Pieniądze stały się jedną z głównych wartości oraz celów obecnej polityki zagranicznej Kremla. A działania ekonomiczne są zdecydowanie prostsze i bardziej efektywne w zapewnieniu sobie wpływów niż skomplikowane polityczno-dyplomatyczne zabiegi. „Nikt nas nie szanuje, bo jesteśmy ubodzy i słabi, trzeba stać się bogatym i silnym, a wszyscy nas pokochają” – to idea bardzo popularna w obecnej Rosji. Moskwa nie wierzy w bezinteresową przyjaźń i wieczną miłość. Najważniejsze stały się zyski ekonomiczne oraz interesy wielkich państwowych lub półpaństwowych koncernów.
Putin kilkakrotnie ogłosił, że nie ma zamiaru zmieniać konstytucji i kandydować po raz trzeci. Zamiast tego pieczołowicie dba o interesy Gazpromu. Można więc podejrzewać, że właśnie z tym koncernem postanowił związać swoją przyszłość.
W związku ze zmianą priorytetów Kreml nie zamierza dłużej opłacać wyskoków małych, ale krnąbrnych sąsiadów. Moskwa kończy z programem jednostronnej współpracy z Białorusią. Programem, który ja osobiście nazwałbym „gaz w zamian za rozmowy”. Moskwa zadała Łukaszence jasne pytania ekonomiczne i teraz oczekuje równie jasnych odpowiedzi. Na razie w Rosji zaczęto ograniczać działalność białoruskich przedsiębiorstw oskarżanych o nieprawidłowe wykorzystywanie przywilejów, jakie daje im unia celna. Latami jako białoruskie towary do Rosji trafiały cukier z Brazylii czy telewizory z Chin. Teraz toczy się już kilka śledztw w tej sprawie.
Władimir Putin polecił także uporządkować reeksport rosyjskiej ropy i produktów ropopochodnych, które Białorusini kupowali po cenach wewnętrznych, a sprzedawali na Zachód z wielekrotnym zyskiem. Ostatnio Łukaszenka przyznał, że tylko w pierwszej połowie 2006 roku działalność ta przyniosła Białorusi blisko miliard dolarów. Tymczasem Rosja traciła rocznie setki milionów. Moskiewskim politykom znudziło się więc milczące patrzenie na złodziejstwa „młodszego brata”, tym bardziej że nikt nie wie, jak długo jeszcze utrzymają się na świecie wysokie ceny na ropę naftową i gaz. Dlatego Rosja tak bardzo zaczęła nalegać na gospodarcze zjednoczenie z Białorusią – wspólna waluta, wspólna przestrzeń ekonomiczna. Oczywiście, jeżeli Łukaszenka zechce wejść w skład Federacji na prawach normalnej rosyjskiej guberni, nikt mu nie odmówi. Ten wariant – przynajmniej na razie – nie jest jednak na Kremlu rozpatrywany.
„Niech odda nam kontrolę nad rurociągami i nie przeszkadza w tranzycie naszych towarów, ziemię oraz flagę może sobie zostawić” – tak uważają rosyjscy
stratedzy.
Gazprom zwiększył ceny gazu wszystkim, także ważniejszym od Białorusi sojusznikom Rosji. Na przykład Armenia – strategiczny partner na Kaukazie – płaci ponad 100 dolarów
za 1000 m sześc. gazu. Poza tym od nowego roku sam Gazprom ma kupować w Kazachstanie surowiec po 140 dolarów za 1000 m sześc. Czy w tej sytuacji można sprzedawać gaz Białorusi za 46 albo nawet
90 dolarów? Jeśli już, to tylko w zamian za istotne ustępstwa, czyli tranzytowe rurociągi Biełtransgazu oraz wprowadzenie na Białorusi rosyjskiego rubla. Putin od tych warunków nie odstąpi.
Białoruski prezydent próbuje się sprzeciwiać. Grozi, obiecuje, przekonuje, prosi i znowu wraca do gróźb. Szantażuje Putina możliwością zakupu ropy w Wenezueli i zwróceniem się Białorusi
na Zachód, przepuszczeniem przez swe terytorium mitycznych natowskich czołgów na Moskwę. W efekcie udaje mu się wymusić względnie dobre warunki. Nie na tyle jednak korzystne, by nie zachwiały
gospodarczymi fundamentami obecnego białoruskiego reżimu.
Napięcie między obu prezydentami będzie rosło, spory gospodarcze będą się zaostrzać i powolutku Moskwa postara się zacisnąć pętlę na szyi nieposkromionego białoruskiego lidera. Próby oszukania Rosji przy gazowych kontraktach mogą się okazać ostatnim politycznym ruchem Łukaszenki.
Paweł Szeremiet, białoruski dziennikarz w rosyjskiej TV ORT, publicysta, działacz na rzecz społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. W 1997 roku uwięziony przez władze białoruskie za krytyczne filmy i reportaże; wyszedł na wolność po osobistej interwencji Borysa Jelcyna, który nadał mu obywatelstwo rosyjskie; obecnie mieszka w Moskwie