"Chyba po raz pierwszy podczas wizyty w Niemczech rosyjskiej głowy państwa demonstranci w Dreźnie i Monachium protestowali z transparentami, na których Putina nazwano mordercą".
Na niedawną wizytę Putina w Niemczech padł cień wstrząsającej zbrodni, jaką było zamordowanie rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. Kanclerz Angela Merkel
publicznie zażądała od rosyjskiego prezydenta wyjaśnienia tej sprawy. Cyniczna odpowiedź Putina, jakoby samo morderstwo zaszkodziło Rosji bardziej niż rzekomo mało znacząca praca
dziennikarki, zostało przyjęte ze zgrozą przez niemiecką opinię publiczną. Chyba po raz pierwszy podczas wizyty w Niemczech rosyjskiej głowy państwa demonstranci w Dreźnie i Monachium
protestowali z transparentami, na których Putina nazwano mordercą.
Morderstwo Anny Politkowskiej, wyjątkowo ostro krytykującej wojnę w Czeczenii i „demokraturę” Putina, oznacza zmianę na gorsze rosyjskich standardów w ograniczaniu swobody wypowiedzi i wolności prasy. Obecnie nikt, kto w Rosji krytykuje politykę Kremla, nawet jeśli dzięki swojej międzynarodowej sławie był dotychczas bezpieczny, nie może być już spokojny o swoje życie.
W tym samym czasie światowa opinia publiczna dowiaduje się o nagonce na mieszkających w Rosji Gruzinów, do której doszło tylko dlatego, że gruziński prezydent doprowadził do zatrzymania na terytorium Gruzji czterech oficerów rosyjskiego KGB, których zdążył już zresztą zwrócić Rosjanom. Te najnowsze wydarzenia muszą mieć wpływ na stosunki pomiędzy Niemcami a Rosją. Jeśli nie na poziomie rządów, to w sferze opinii publicznej, która w krajach demokratycznych prędzej czy później wywiera wpływ na kształt polityki.
Za czasów Helmuta Kohla priorytetem w stosunkach niemiecko-rosyjskich – i to także w oczach całej niemieckiej opinii publicznej – było znalezienie politycznego rozwiązania umożliwiającego zjednoczenie Niemiec oraz wycofanie z naszego terytorium wojsk rosyjskich. Odbywało się to zresztą w ścisłym uzgodnieniu z Polską i innymi naszymi sąsiadami czy partnerami w Europie Wschodniej. Dzisiaj na pierwszy plan w stosunkach niemiecko-rosyjskich wysunęły się sprawy gospodarcze, co ma swoje równie poważne konsekwencje. Szczególnie ostatnio wszyscy niemieccy obserwatorzy dostrzegli wreszcie używanie przez stronę rosyjską kwestii gospodarczych jako ważnego środka politycznego nacisku. Jest to instrumentalizowanie gospodarki na skalę niedopuszczalną w stosunkach pomiędzy krajami uznającymi prymat wolnego rynku. Do najbardziej jaskrawych przykładów tego typu działań, które tym razem nie umknęły uwadze niemieckich ekspertów czy dziennikarzy, należą wstrzymanie rosyjskich dostaw gazu na Ukrainę na początku stycznia czy obecny bojkot ekonomiczny Gruzji.
Jednak niemiecki rząd jest dziś bezradny wobec tych faktów. Nie jest też chyba zdolny do znaczącej zmiany kierunku niemieckiej polityki wobec Rosji, np. w odpowiedzi na ostatnie wydarzenia w tym kraju. Niemcy musiałyby najpierw zmniejszyć swoją zależność energetyczną od Rosji, np. poprzez regionalną dywersyfikację dostaw energii z uwzględnieniem dostawców z Azji środkowej i Algierii. Myślę, że musimy to zrobić, nawet jeżeli dzisiejsze niemieckie umowy z Rosją w zakresie energetyki są opłacalne dla obu stron, i wydaje się pewne, że także z tego względu Putin jest zainteresowany ich rozwijaniem.
Mam też nadzieję, że właśnie z uwagi na geopolityczne bezpieczeństwo Niemiec trudno będzie znaleźć poparcie polityczne i wsparcie naszej opinii publicznej dla nowych, prawdopodobnych propozycji Putina, aby jeszcze bardziej zwiększyć ilość rosyjskiego gazu sprzedawanego do Niemiec. Zgoła inaczej może się jednak przedstawiać sprawa przesyłania rosyjskiego gazu do innych krajów Unii, takich jak Wielka Brytania czy Holandia; w takim przypadku Niemcy są takim samym krajem tranzytowym jak Polska.
W końcu trzeba się będzie również zastanowić, jakie mechanizmy wyrównawcze i ochronne można stworzyć wewnątrz UE oraz wspólnie z sąsiadującymi krajami europejskimi na wypadek przerw w dostawach energii czy surowców energetycznych. Także wówczas, kiedy będą one konsekwencją nieporozumień politycznych.
Najbardziej może kontrowersyjny projekt budowy rurociągu po dnie Bałtyku został zainaugurowany w okresie rządów kanclerza Schrödera. I był już zbyt zaawansowany, aby kanclerz Merkel mogła wypowiedzieć stosowne umowy. W tym czasie do projektu dołączyły kolejne europejskie przedsiębiorstwa z branży energetycznej, a złożona publicznie i oficjalnie oferta Angeli Merkel, aby wspólnie z polskim rządem zbadać możliwość budowy odgałęzienia rurociągu do Polski, jest w dalszym ciągu aktualna.
Aby kontynuować pomiędzy Niemcami i Rosją „partnerstwo strategiczne” lub „zbliżenie przez powiązanie”, musi być spełniony jeden, bardzo ważny warunek. Jest nim podobne rozumienie przez obie strony takich pojęć jak demokracja, społeczeństwo obywatelskie i prawa człowieka. Widać, że w konsekwencji ostatnich wydarzeń w Rosji udawanie, że wszystko dzieje się jak najlepiej na tym najlepszym ze światów jest już po prostu niemożliwe. Zagrożona jest dzisiaj wiarygodność niemieckiej polityki zagranicznej, która postawiła sobie za cel wspieranie procesu reform i demokratyzacji w Rosji. Politykę prezydenta Putina trzeba mierzyć jego czynami, a nie słowami. Nawet ludzie najbardziej zafascynowani potęgą Rosji muszą pamiętać, że postępująca centralizacja władzy na Kremlu i gnębienie demokracji w połączeniu z polityką gospodarczą opartą na glinianych nogach, korzystającą wyłącznie z rosnących dzięki wysokim cenom ropy przychodów ze sprzedaży surowców energetycznych, wcale nie są dowodem na stabilność rosyjskiego państwa.
Ostatnie wydarzenia zmuszają do stworzenia w Niemczech nowej strategii stosunków z Rosją. Musiałaby ona polegać na trzeźwym dystansowaniu się wobec najbardziej niedopuszczalnych działań ze strony partnera. Kanclerz Angela Merkel zapoczątkowała taki kierunek, spotykając się z politykami opozycji w trakcie swojej pierwszej wizyty w Rosji. Niemcy muszą również zastanowić sie, w jaki sposób na zasadniczo wolnym światowym rynku ropy i gazu traktować takie przedsiębiorstwa, które, tak jak Gazprom, są własnością państwa, realizują cele polityczne i nie są w stanie długoterminowo trzymać się zasad wolnego rynku. Rosyjskie państwo znów nacjonalizuje, z błahych powodów, poszczególne części przedsiębiorstw z branży energetycznej, w które zainwestowały zachodnie firmy, jak np. Shell czy BP. Gazprom celowo prowokuje ostrą rywalizację pomiędzy niemieckimi przedsiębiorstwami chcącymi uczestniczyć w wydobyciu rosyjskiego gazu. Wybierany jest ten partner, który zgodzi się odstąpić Rosjanom atrakcyjniejszą część niemieckiej sieci przesyłowej. Tymczasem samo państwo rosyjskie nie dopuszcza żadnego inwestora do tego w 100 proc. państwowego przedsiębiorstwa.
Polityka wschodnia Niemiec ma przy tym pewne niewykorzystane rezerwy. Np. integracja wschodnioeuropejskich sąsiadów (Ukraina, Białoruś, Mołdawia) i Kaukazu Południowego (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) ma szczególnie duże znaczenie w czasie niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej, chociaż członkostwo tych państw w Unii nie ma szans na uzyskanie większościowego poparcia wśród członków UE.
Poprzez poprawiony Program Sąsiedztwa Europejskiego (ENP) Unia powinna jednak wspierać wzajemną współpracę regionalną. Szczególna rola przypada tutaj Polsce ze względu na jej ścisłe związki polityczne, gospodarcze i kulturowe z sąsiadami w Europie Wschodniej oraz ze względu na zakończoną ewidentnym sukcesem własną procedurę akcesyjną. Ze względu na ścisłe stosunki z tymi sąsiadami Polska jest szczególnie ważna dla UE wtedy, kiedy korzysta ze specjalnie do tego celu stworzonych formuł unijnych, takich jak np. Trójkąt Weimarski.
Integracja wschodnioeuropejskich sąsiadów nie wymaga przy tym pojawienia się problemu integracji Rosji z UE. Rosja nie chce i nawet nie może być członkiem Unii.
Tym bardziej ani Niemcy, ani Unia nie powinny przyznawać Rosji niepisanego prawa weta w sprawie integracji nowych państw. Należy tę integrację wspierać nawet, jeżeli mogłoby to się Rosji nie spodobać. Z tego względu UE powinna zaangażować się w stabilizację sytuacji w Gruzji, zwłaszcza poprzez aktywne uczestnictwo w pokojowym rozwiązaniu konfliktu w Południowej Osetii, którego Gruzja i Rosja nie są w stanie same załagodzić. Również tu mogłaby zaangażować się Polska. Jakkolwiek powinna jednak wyglądać nowa niemiecka polityka wschodnia, wydaje się, że to, co w stosunkach niemiecko-rosyjskich określano w ostatnich latach mianem business as usual, odeszło już do przeszłości.
dr Jörg Himmelreich, ekspert Fundacji Marshalla w Berlinie, specjalizujący się w kwestiach stosunków Niemiec z państwami Europy Wschodniej
Morderstwo Anny Politkowskiej, wyjątkowo ostro krytykującej wojnę w Czeczenii i „demokraturę” Putina, oznacza zmianę na gorsze rosyjskich standardów w ograniczaniu swobody wypowiedzi i wolności prasy. Obecnie nikt, kto w Rosji krytykuje politykę Kremla, nawet jeśli dzięki swojej międzynarodowej sławie był dotychczas bezpieczny, nie może być już spokojny o swoje życie.
W tym samym czasie światowa opinia publiczna dowiaduje się o nagonce na mieszkających w Rosji Gruzinów, do której doszło tylko dlatego, że gruziński prezydent doprowadził do zatrzymania na terytorium Gruzji czterech oficerów rosyjskiego KGB, których zdążył już zresztą zwrócić Rosjanom. Te najnowsze wydarzenia muszą mieć wpływ na stosunki pomiędzy Niemcami a Rosją. Jeśli nie na poziomie rządów, to w sferze opinii publicznej, która w krajach demokratycznych prędzej czy później wywiera wpływ na kształt polityki.
Za czasów Helmuta Kohla priorytetem w stosunkach niemiecko-rosyjskich – i to także w oczach całej niemieckiej opinii publicznej – było znalezienie politycznego rozwiązania umożliwiającego zjednoczenie Niemiec oraz wycofanie z naszego terytorium wojsk rosyjskich. Odbywało się to zresztą w ścisłym uzgodnieniu z Polską i innymi naszymi sąsiadami czy partnerami w Europie Wschodniej. Dzisiaj na pierwszy plan w stosunkach niemiecko-rosyjskich wysunęły się sprawy gospodarcze, co ma swoje równie poważne konsekwencje. Szczególnie ostatnio wszyscy niemieccy obserwatorzy dostrzegli wreszcie używanie przez stronę rosyjską kwestii gospodarczych jako ważnego środka politycznego nacisku. Jest to instrumentalizowanie gospodarki na skalę niedopuszczalną w stosunkach pomiędzy krajami uznającymi prymat wolnego rynku. Do najbardziej jaskrawych przykładów tego typu działań, które tym razem nie umknęły uwadze niemieckich ekspertów czy dziennikarzy, należą wstrzymanie rosyjskich dostaw gazu na Ukrainę na początku stycznia czy obecny bojkot ekonomiczny Gruzji.
Jednak niemiecki rząd jest dziś bezradny wobec tych faktów. Nie jest też chyba zdolny do znaczącej zmiany kierunku niemieckiej polityki wobec Rosji, np. w odpowiedzi na ostatnie wydarzenia w tym kraju. Niemcy musiałyby najpierw zmniejszyć swoją zależność energetyczną od Rosji, np. poprzez regionalną dywersyfikację dostaw energii z uwzględnieniem dostawców z Azji środkowej i Algierii. Myślę, że musimy to zrobić, nawet jeżeli dzisiejsze niemieckie umowy z Rosją w zakresie energetyki są opłacalne dla obu stron, i wydaje się pewne, że także z tego względu Putin jest zainteresowany ich rozwijaniem.
Mam też nadzieję, że właśnie z uwagi na geopolityczne bezpieczeństwo Niemiec trudno będzie znaleźć poparcie polityczne i wsparcie naszej opinii publicznej dla nowych, prawdopodobnych propozycji Putina, aby jeszcze bardziej zwiększyć ilość rosyjskiego gazu sprzedawanego do Niemiec. Zgoła inaczej może się jednak przedstawiać sprawa przesyłania rosyjskiego gazu do innych krajów Unii, takich jak Wielka Brytania czy Holandia; w takim przypadku Niemcy są takim samym krajem tranzytowym jak Polska.
W końcu trzeba się będzie również zastanowić, jakie mechanizmy wyrównawcze i ochronne można stworzyć wewnątrz UE oraz wspólnie z sąsiadującymi krajami europejskimi na wypadek przerw w dostawach energii czy surowców energetycznych. Także wówczas, kiedy będą one konsekwencją nieporozumień politycznych.
Najbardziej może kontrowersyjny projekt budowy rurociągu po dnie Bałtyku został zainaugurowany w okresie rządów kanclerza Schrödera. I był już zbyt zaawansowany, aby kanclerz Merkel mogła wypowiedzieć stosowne umowy. W tym czasie do projektu dołączyły kolejne europejskie przedsiębiorstwa z branży energetycznej, a złożona publicznie i oficjalnie oferta Angeli Merkel, aby wspólnie z polskim rządem zbadać możliwość budowy odgałęzienia rurociągu do Polski, jest w dalszym ciągu aktualna.
Aby kontynuować pomiędzy Niemcami i Rosją „partnerstwo strategiczne” lub „zbliżenie przez powiązanie”, musi być spełniony jeden, bardzo ważny warunek. Jest nim podobne rozumienie przez obie strony takich pojęć jak demokracja, społeczeństwo obywatelskie i prawa człowieka. Widać, że w konsekwencji ostatnich wydarzeń w Rosji udawanie, że wszystko dzieje się jak najlepiej na tym najlepszym ze światów jest już po prostu niemożliwe. Zagrożona jest dzisiaj wiarygodność niemieckiej polityki zagranicznej, która postawiła sobie za cel wspieranie procesu reform i demokratyzacji w Rosji. Politykę prezydenta Putina trzeba mierzyć jego czynami, a nie słowami. Nawet ludzie najbardziej zafascynowani potęgą Rosji muszą pamiętać, że postępująca centralizacja władzy na Kremlu i gnębienie demokracji w połączeniu z polityką gospodarczą opartą na glinianych nogach, korzystającą wyłącznie z rosnących dzięki wysokim cenom ropy przychodów ze sprzedaży surowców energetycznych, wcale nie są dowodem na stabilność rosyjskiego państwa.
Ostatnie wydarzenia zmuszają do stworzenia w Niemczech nowej strategii stosunków z Rosją. Musiałaby ona polegać na trzeźwym dystansowaniu się wobec najbardziej niedopuszczalnych działań ze strony partnera. Kanclerz Angela Merkel zapoczątkowała taki kierunek, spotykając się z politykami opozycji w trakcie swojej pierwszej wizyty w Rosji. Niemcy muszą również zastanowić sie, w jaki sposób na zasadniczo wolnym światowym rynku ropy i gazu traktować takie przedsiębiorstwa, które, tak jak Gazprom, są własnością państwa, realizują cele polityczne i nie są w stanie długoterminowo trzymać się zasad wolnego rynku. Rosyjskie państwo znów nacjonalizuje, z błahych powodów, poszczególne części przedsiębiorstw z branży energetycznej, w które zainwestowały zachodnie firmy, jak np. Shell czy BP. Gazprom celowo prowokuje ostrą rywalizację pomiędzy niemieckimi przedsiębiorstwami chcącymi uczestniczyć w wydobyciu rosyjskiego gazu. Wybierany jest ten partner, który zgodzi się odstąpić Rosjanom atrakcyjniejszą część niemieckiej sieci przesyłowej. Tymczasem samo państwo rosyjskie nie dopuszcza żadnego inwestora do tego w 100 proc. państwowego przedsiębiorstwa.
Polityka wschodnia Niemiec ma przy tym pewne niewykorzystane rezerwy. Np. integracja wschodnioeuropejskich sąsiadów (Ukraina, Białoruś, Mołdawia) i Kaukazu Południowego (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) ma szczególnie duże znaczenie w czasie niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej, chociaż członkostwo tych państw w Unii nie ma szans na uzyskanie większościowego poparcia wśród członków UE.
Poprzez poprawiony Program Sąsiedztwa Europejskiego (ENP) Unia powinna jednak wspierać wzajemną współpracę regionalną. Szczególna rola przypada tutaj Polsce ze względu na jej ścisłe związki polityczne, gospodarcze i kulturowe z sąsiadami w Europie Wschodniej oraz ze względu na zakończoną ewidentnym sukcesem własną procedurę akcesyjną. Ze względu na ścisłe stosunki z tymi sąsiadami Polska jest szczególnie ważna dla UE wtedy, kiedy korzysta ze specjalnie do tego celu stworzonych formuł unijnych, takich jak np. Trójkąt Weimarski.
Integracja wschodnioeuropejskich sąsiadów nie wymaga przy tym pojawienia się problemu integracji Rosji z UE. Rosja nie chce i nawet nie może być członkiem Unii.
Tym bardziej ani Niemcy, ani Unia nie powinny przyznawać Rosji niepisanego prawa weta w sprawie integracji nowych państw. Należy tę integrację wspierać nawet, jeżeli mogłoby to się Rosji nie spodobać. Z tego względu UE powinna zaangażować się w stabilizację sytuacji w Gruzji, zwłaszcza poprzez aktywne uczestnictwo w pokojowym rozwiązaniu konfliktu w Południowej Osetii, którego Gruzja i Rosja nie są w stanie same załagodzić. Również tu mogłaby zaangażować się Polska. Jakkolwiek powinna jednak wyglądać nowa niemiecka polityka wschodnia, wydaje się, że to, co w stosunkach niemiecko-rosyjskich określano w ostatnich latach mianem business as usual, odeszło już do przeszłości.
dr Jörg Himmelreich, ekspert Fundacji Marshalla w Berlinie, specjalizujący się w kwestiach stosunków Niemiec z państwami Europy Wschodniej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|